18.11.2011

Nie jesteśmy smęcącymi staruchami

Fot. EMI Music Poland

To chyba jeden z najdłużej działających zespołów na rodzimej scenie rockowej. Mimo upływu lat, nie brakuje mu jednak energii i pomysłów. Idąc na jego koncert zawsze możemy się spodziewać, że wokalista zrobi wspaniałe show – choć za dwa lata stuknie mu sześćdziesiątka. W niedzielę 20 listopada można będzie obejrzeć ekskluzywny występ Perfectu w krakowskim klubie Forty Kleparz.

„Chcemy bić ZOMO! Chcemy bić ZOMO!” – śpiewała podczas stanu wojennego publiczność koncertów grupy refren piosenki „Chcemy być sobą”. Bo wtedy Perfect był ucieleśnieniem rockowego buntu w Polsce. A przecież założyli go muzycy, który mieli już za sobą wiele lat błąkania się po socjalistycznej estradzie.

Kiedy w 1977 roku pojawił się na niej Perfect Super Show And Disco Band, jego celem było przygrywanie do kotleta w stołecznych restauracjach. Dopiero dołączenie do składu Zbigniewa Hołdysa sprawiło, że formacja obok coverów znanych przebojów, zaczęła wykonywać własny repertuar, oscylujący w kierunku rocka. Po powrocie z koncertów w amerykańskich klubach polonijnych, utalentowany gitarzysta przejął ster władzy w zespole – skrócił jego nazwę i przekazał mikrofon Grzegorzowi Markowskiemu, który miał za sobą współpracę choćby z... Victoria Singers (potem Vox).

- Niewielu było wtedy wokalistów rockowych, jedynie Czesiek Niemen czy Grzesiek Cugowski – wspomina Markowski. – A ja akurat przyjechałem z festiwalu piosenki w Castlebar w Irlandii i wydano mi singiel z nagraniem „Little Things”, które dostało tam nagrodę. Hołdys posłuchał płyty i zaprosił mnie na przesłuchanie. Tam, najpierw musiałem walnąć dwie szklanki wina i wypalić fajkę, dopiero pozwolono mi zaśpiewać. Kiedy ryknąłem do mikrofonu, poczułem się jakbym rozerwał kajdany.

I zaczęło się – jeden z pierwszych koncertów nowego składu Perfectu odbył się w hali zakładów warszawskiego Ursusa. Markowski wyszedł na estradę i rozkręcając się z piosenki na piosenkę, w pewnym momencie... zdjął buty i śpiewał w samych skarpetkach. Publiczność odpowiedziała na ten gest rykiem zachwytu. W ten sposób symbolicznie wokalista zrzucił skórę dawnego szansonisty, zamieniając się w dzikiego rockmana.

Hołdys zaczął wkrótce sypać kompozycjami, jak z rękawa: „Lokomotywa z ogłoszenia”, „Nie płacz Ewka”, „Chcemy być sobą”, „Ale wkoło jest wesoło”, „Niewiele ci mogę dać”. Teksty pisał Bogdan Olewicz, doświadczony dziennikarz, który potrafił w zakamuflowany sposób oddać w nich frustracje społeczeństwa doby upadającego Peerelu. I młodzież podchwyciła je w mig – każda z piosenek Perfectu stawała się wielkim przebojem. Grupa zaczęła grać jeden koncert za drugim – czyli w sumie kilkaset w ciągu roku.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Podobne artykuły

Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz