11.11.2011

Potrafię tupnąć nogą!

Fot. 4music Agencja Artystyczna

Jaka wokalistka może sobie pozwolić na wydanie trzech nowych płyt w ciągu jednego dnia? Anna Maria Jopek. Właśnie ukazały się jej premierowe albumy - „Polanna”, „Sobremesa” i „Haiku”. Ten przykład pokazuje, że można być w dzisiejszych czasach gwiazdą piosenki bez bezsensownych skandali i prowokacji. W ramach promocji „Sobremesy” Anna Maria Jopek wystąpi w poniedziałek 14 listopada w krakowskim klubie Studio.

Niektóre plotki okazują się być prawdą – choćby ta, że jej imię wzięło się od słynnego przeboju Czerwonych Gitar. Bo urodziła się w 1970 roku, kiedy cała Polska śpiewała „Annę Marię”. Na pomysł ten wpadł jej wujek, który jako nastolatek był wtedy fanem zespołu Seweryna Krajewskiego. A rodzice przystali na to - bo spodobało im się takie zestawienie dwu imion.

Wychowała się w domu pełnym muzyki, głównie klasyki i folkloru. Ponieważ ojciec był wokalistą a matka tancerką w Mazowszu, często bywała na próbach i koncertach formacji.

- Biegałam za kulisami, zbierałam cekiny oderwane z sukienek tancerek i wdychałam talk, którym wykonawcy obsypywali buty przed występem. W ten sposób pochłaniałam magię sceny. No i oczywiście zakochałam się w sztuce tworzenia iluzji na estradzie. A przy okazji przesiąkłam polskim folklorem – choć poznawałam go oczywiście w pewnej wariacji, ale jakże pięknej i stylowej.

Już w przedszkolu wychowawczynie odkryły, że dziewczynka ma ładny głos i lubi śpiewać. Namówiły więc rodziców, aby wysłali córkę do szkoły muzycznej. Tam Anna Maria najpierw ćwiczyła grę na skrzypcach, ale ponieważ zdecydowanie nie odpowiadał jej ten instrument, po roku przeniosła się na fortepian. Aby mogła grać w domu, sąsiad z kamienicy, Tadeusz Łomnicki, podarował jej swoje pianino. Młoda dziewczyna nie straciła jednak dzieciństwa na niekończące się wprawki.

- Często zamiast siedzieć przy pianinie, zwisałam głową w dół na trzepaku. Właściwie dzisiaj mam do siebie pretensje, że tak mało przykładałam się do nauki. Ale z drugiej strony czy mogło być inaczej? Dzieciństwo na starym, zielonym Żoliborzu było wprost bajkowe! Dopiero kiedy zbliżały się egzaminy, ćwiczyłam po sześć - siedem godzin dziennie, dopóki ból palców uniemożliwiał dalsze granie. Na swoje nieszczęście zawsze dostawałam piątki - może gdybym choć raz oblała, pracowałabym systematycznie. Choć technicznie można mi było wytknąć wiele mankamentów, doceniano przede wszystkim moją muzykalność. To mnie ratowało.

Z czasem Anna Maria zaczęła jednak coraz częściej śpiewać. Początkowo dla przyjaciół, potem w małych klubach, wreszcie w radiowych reklamówkach. To sprawiło, że stanęła na życiowym rozdrożu – próbować robić karierę pianistki na klasycznej scenie czy wybrać pełen złudnych obietnic świat show-biznesu? Rodzice byli za tym pierwszym rozwiązaniem, ona sama skłaniała się raczej ku temu drugiemu. Aby poznać profesjonalne tajniki śpiewu, postanowiła wybrać się na kurs jazzowego śpiewu w Nowym Jorku. Rodzina zebrała odpowiednie fundusze i młoda wokalistka wyjechała do Ameryki.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz