14.05.2010

Młodzieńczy rachunek sumienia

Nie wierz nikomu po trzydziestce

Fot. Rafał Nowakowski/Sublim

Pochodząca z Żywca młoda grupa Sublim zadebiutowała niedawno ciekawą płytą „Summerends”. Rozmawialiśmy z jej wokalistą i gitarzystą – Wojtkiem Wiśniewskim.

- Wytwórnia reklamuje Sublim jako „polski Coldplay”. Zgadzacie się takim porównaniem?

- Właściwie to nie wytwórnia, a jeden z portali internetowych przypisał nam tę „łatkę”. Podczas konkursu promującego piosenkę Sublim, internauci – nie wiedząc, kto jest jej autorem - najczęściej mylili naszą twórczość z twórczością grupy Coldplay. Myślę, że poza zbliżonym polem muzycznych eksploracji, dbałością o brzmienie i minimalizmem, nie mamy zbyt wiele wspólnego z tą czwórką Brytyjczyków. Jednak nawet, jeśli nie zgadzamy się z tym porównaniem, to nie spędza nam to snu z powiek. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że nie uciekniemy od pewnych porównań i szufladkowania.

- W swojej muzyce unikacie jednoznacznie gitarowego grania, typowego dla większości młodych polskich zespołów inspirujących się brytyjskim indie-rockiem. Dlaczego?

- Wynika to z tego, że nasze inspiracje sięgają znacznie dalej. Na debiutanckiej płycie chcieliśmy pokazać skąd przychodzimy i czym inspirowaliśmy się przez lata. Album „Summerends” wypełniają zatem brit-popowe brzmienia, akustyczne i ambientowe pejzaże, jak i rockowe motywy. Nie chcemy być na siłę modni. Większe znaczenie ma dla nas to, aby to, co robimy było szczere, a przy tym – mam nadzieję – dobre!

- Podobno pomysł powołania do życia Sublim narodził się podczas Twego pobytu w Irlandii. Czy to znaczy, że nasłuchałeś się tam angielskiej muzyki i to ona popchnęła Cię do tworzenia czegoś własnego?

- Pobyt w Irlandii uzmysłowił mi, jak ważna jest w moim życiu muzyka. Nie zdawałem sobie z tego sprawy wcześniej, gdyż przez wiele lat zaangażowany byłem w różne formacje. Dopiero kilkumiesięczny brak instrumentu i zwyczajnych zespołowych interakcji uzmysłowiły mi, jakie to ważne. Podjąłem wtedy pewne próby złożenia zespołu na miejscu. Nie czułem jednak zbyt mocnej motywacji wśród irlandzkich kolegów. Wracając do Polski wiedziałem, że mogę liczyć nie tylko na sprawnych muzyków. Wiedziałem również, że ci muzycy są przede wszystkim moimi przyjaciółmi.

- Pochodzicie z Żywca, czyli z miejscowości oddalonej od Warszawy, stolicy polskiego życia muzycznego. Czy dzisiaj - w czasach Internetu – nie było dla Was utrudnieniem w działalności?

- Nigdy nie czuliśmy, aby miejsce naszego zamieszkania coś nam utrudniało. Może wynikało to z dosyć stoickiej filozofii, jaką przyjęliśmy. Nigdy nie stawialiśmy sobie zbyt wygórowanych celów. Nie walczyliśmy o kontrakty, festiwale, czy zainteresowanie mediów. Od początku natomiast mocno wykorzystywaliśmy Internet, jako zdecentralizowane medium. Zamknęliśmy się przy tym w maleńkiej salce i pracowaliśmy nad sobą oraz materiałem. Lekki dyskomfort z powodu miejsca zamieszkania odczuwamy dopiero teraz, gdy prawie każdy koncert, każde spotkanie z mediami, to podróż przez połowę Polski. (śmiech) Ale bardzo lubimy to, co robimy.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Podobne artykuły

Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz