09.04.2010

Nie dość, że z Marsa, to jeszcze z Anglii, czyli jak się dogadać z mężem obcokrajowcem?

Fot. THETA

Powszechnie przyjęło się twierdzenie, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Dzieląca planety odległość utrudnia nam ponoć komunikację i prawdziwym wyzwaniem czyni nasze codzienne dogadywanie się. Wszyscy wiemy, że bywa trudno, choć zaręczam, że może być jeszcze trudniej.

Bo co ma zrobić kobieta, która wyszła, nie dość, że za mężczyznę z Marsa, to jeszcze cudzoziemca? W moim osobistym przypadku chodzi o Anglika, nie będę więc ukrywać, że wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń nie jest w tym artykule przypadkowe.

 Pierwsze „wow”

 Wychowane w określonej tradycji, nauczone konkretnych zachowań i reakcji, używające – zupełnie naturalnie i nawet bezrefleksyjnie – oczywistych dla nas kodów kulturowych, funkcjonujemy sobie swobodnie wśród rodziny, znajomych, przyjaciół i sąsiadów w poczuciu pełnego bezpieczeństwa. Ludzie wokół zachowują się mniej więcej podobnie, podobnie reagując na określone sytuacje i jest to dla nas zupełnie oczywiste.

Nagle w naszym życiu pojawia się intrygujący cudzoziemiec. Z innego świata, z innej bajki. Inna bajka kusi nowością i ekscytującą przygodą. Nęcą nieznane perspektywy. „A u nas to tak!” „A u nas znów tak!” – rozmowy są naprawdę bardzo ciekawe i niemal fizycznie czujemy, jak nam się samoistnie przy kawie poszerzają horyzonty.

Kiedy mamy już za sobą pierwsze „wow”, a spotkania przy kawie przeradzają się w coś poważniejszego, zaczynamy wchodzić z naszym obcokrajowcem w zwyczajną codzienność. I zaraz na wstępie odkrywamy podstawową prawdę, której uczyć będziemy się musiały odtąd ciągle na nowo…

Rzeczy oczywiste nie są oczywiste

Dla naszego cudzoziemca A może znaczyć B albo nawet H, i rozbieżności te wychodzą na światło dzienne wcale nie w wyjątkowych sytuacjach, ale właśnie w zwyczajnej codzienności. My kąpiemy się wieczorem, nasz obcokrajowiec bierze prysznic rano. My na obiad jemy obiad, a on lunch w postaci kanapki. On nasz obiad je na kolację, śmiejąc się w dodatku z przestróg, które wbiła nam do głowy babcia, że kotlet jedzony po godz. 21 nie wychodzi na zdrowie. Jemu babcia wbijała do głowy zupełnie inne rzeczy, na przykład to, że pod żadnym pozorem nie powinien się gapić na innych ludzi na ulicy. Nawet jak wyglądają dziwacznie. Więc jeśli my się trochę zagapimy, to on jest absolutnie zszokowany.

Dla naszego męża/chłopaka cudzoziemca nie będzie wcale oczywiste, że idąc na wesele znajomych, powinien założyć garnitur i że ludzie tam będą tańczyć w parach. Jeszcze bardziej zszokuje go obecność na tym weselu kilku ciepłych dań („Jak to? Jeszcze jedna kolacja?”).

Zdziwi go też nasze zdziwienie faktem, że ma tylko dwie pary butów. W dodatku buty, które my nazwałybyśmy zimowymi i schowałybyśmy do szafy w okolicach marca, on uparcie nosił będzie także w sierpniu, twierdząc, że są to buty „całoroczne” i nie odczuwając przy tym żadnej niestosowności. Odmówi zakładania kapci, a groźba choroby wywołanej staniem bosymi stopami na betonie spowoduje u niego atak śmiechu i da mu temat do fantastycznej anegdoty opowiadanej znajomym z jego dziwacznego kraju. Nie muszę dodawać, że zupełnie obce będą mu przestrogi dotyczące „zawiania”, „przegrzania” czy picia zimnego po rosole.

Musimy pogodzić się także z faktem, że nasz cudzoziemski chłopak/mąż nie będzie znał kreskówek, na których wyrośli wszyscy nasi znajomi, film „Miś” niekoniecznie będzie go śmieszyć, tak jak niekoniecznie będzie go wzruszać opowieść Papieża o kremówkach. Niestety.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Kaśka
2010-08-04 00:55:06

"da mu temat do fantastycznej anegdoty opowiadanej znajomym z jego dziwacznego kraju" oraz wszystkim innym, którzy czytają jego felietony. :)

Odpowiedz »

Malgosia
2010-06-11 11:10:40

Dla mnie najgorsze jest to, ze on nie rozumie i nie odczuwa co znacza Wigilia i Swieta Bozego Narodzenia oraz Wielkanoc. Wszystkich Swietych tez by pewnie nie pojal :(( Pewnie zalezy to od osoby, ale wydaje mi sie, ze po pewnym czasie, gdy pryska urok innosci, to roznice zaczynaja doskwierac :(( W Anglii tradycje (jesli jakies mieli) dawno wyginely ( w mysl poprawnosci politycznej lub z lenistwa), Angole malo lub nic nie wiedza o historii (moze jedynie starsze pokolenie, ktore samo ja przezylo cos ma do powiedzenia) i ciagle tlumaczenie wszystkiego od poczatku jest meczace. W koncu uswiadamisz sobie, ze nie za bardzo macie o czym rozmawiac :(( To jednak jest jak on z Marsa a ty z Wenus.

Odpowiedz »

AnnaTrouble , http://www.budgettrouble.com
2010-04-30 17:05:10

A ja na przekor uwazam ze Anglia i Polska to az tak tragicznie rozne nie sa. Oba kraje maja przeciez mniej wiecej europejskie korzenie i kulture. Anglik to nie facet z Hindustanu czy innej Japonii :) i problemy natury kulturowej sa naprawde malostkowe jesli porowna sie je np. do tych jakie mozna miec z mezem z Hindustanu, czy Japonii.

Odpowiedz »

L.
2010-04-18 12:08:09

„Kasiu! Od tej pory, jak masz do mnie jakieś uwagi, po angielsku proszę!” Wydaje mi sie ze wiele kobiet mialoby znacznie mniej problemow w zwiazkach z tubylczymi mezczyznami, gdyby nauczylo sie: a) wypowiadac swoje "ale" zamiast oczekiwac ze mezczyzna cudownym sposobem odczyta mysli i zorientuje sie o co tym razem szanowna partnerka odstawia focha b) komunikowac swoje problemy w sposob prosty zamiast uzywac " ciekawych metafor, niejasności, bawic się słowami…"

Odpowiedz »

Joanna S.
2010-04-21 09:43:46

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że kobiety zdają sobie z tego sprawę, a nic z tym nie robią.... :) dalej czekają aż partner się domyśli, a jak się nie domyśli to przeprosi :)

Odpowiedz »

Aneta Stokes
2010-04-19 09:31:25

Całkowicie się zgadzam, że byłoby prościej:) Niestety taka już nasza babska natura...

Odpowiedz »

Aneta Stokes
2010-04-12 20:09:49

Dziękuję bardzo:)

Odpowiedz »

daa
2010-04-12 12:13:47

bardzo mi się podobają Pani artykuły, Mrs Stokes, uwielbiam też czytać Pani męża! Sama mam angielskiego męża i widzę (zbyt) wiele podobieństw:)

Odpowiedz »

Dodaj komentarz