10.02.2012

Ale kino

Marcin Wolski: SPRAWKI Z WARSZAWKI

Było tym gatunkiem sztuki, który miał paść wraz z pojawieniem się telewizji, ale jakoś nie padł. Posunął się. Podobnie jak wiele innych gatunków. Tak jak kino nie zabiło teatru, internet telewizji, a tablet nie zarżnie ani prasy, ani książki

Owszem, każdy z nowych wynalazków zmniejsza grono odbiorców, sprawia jednak, że gatunek szlachetnieje, odnajduje swoją niszę.

Początkowo kino broniło się wynalazkami technicznymi – panorama, kwadrofonia czy takimi pomysłami, jak film zapachowy. Później okazało się że nie one stanowiły o przewadze filmu na wielkim ekranie. Siłą kina jest współprzeżywanie, poczucie wspólnoty przez audytorium, wprawdzie anonimowe, ale na seans zjednoczone emocjami. Śmiechy puszczane podczas sitcomów to jedynie próba żałosnej namiastki.

Jeśli więc miałbym szukać dziś zagrożeń dla wynalazku panów Lumiere, to widziałbym je w nadmiernej komercjalizacji. Film stał się biznesem, w którym więcej do powiedzenia mają handlowcy niż artyści. Przy optymalizacji zysków zawsze pewniej jest nakręcić piąty kawałek "Piratów z Karaibów” niż szukać czegoś nowego. Stąd pogłębiające się z każdym rokiem wrażenie rozwoju formy przy ubożeniu treści. Specjaliści od sprzedaży psują nawet dobre pomysły, wymuszając dodatkowe mordobicia, pościgi, efekty specjalne nastawione pod najgłupszego, ale najliczniejszego widza. Swoje trzy grosze wtrąca też poprawność polityczna – wymagająca by wbrew stereotypom bohaterem był policjant Żyd, intelektualista Murzyn i komandos gej.

Powstały dziesiątki filmów o Wietnamie, Iraku czy Afganistanie, kręconych zgodnie z optyką przeciwników tych wojen – czy istnieją jakieś reprezentujące inny punkt widzenia podzielany przez ponad połowę Amerykanów? Nie mam pojęcia.

W Warszawie mamy setki sal kinowych, ale wszędzie idzie kilka identycznych tytułów, prawie wyłącznie amerykańskich, czasem polskich. A gdzie można zobaczyć resztę? W jakichś salkach studyjnych, na okazjonalnych przeglądach?

W pamiętnikach mojego ojca wyczytałem, że w Łodzi międzywojnia było 6 kin zeroekranowych, z których każde miało własną cotygodniową premierę. Pozwalało to na codzienną wizytę (z wyjątkiem niedziel zarezerwowanych przez mego starego na brydża). Dziś znalezienie w ciągu miesiąca czterech propozycji wartych obejrzenia to już sukces.

Na szczęście są jeszcze stare dobre filmy, które można oglądać wiele razy, zastanawiając się co podczas ich emisji w PRL-u wycięła cenzura!

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz