09.12.2011

Szkoła przetrwania

Marcin Wolski: SPRAWKI Z WARSZAWKI

Sporty ekstremalne są coraz popularniejsze – mają swoich miłośników i skoki na bungy, i lotniarstwo, alpinizm i speleologia, nurkowanie i rafting na górskich rzekach. Oczywiście, zajmuje się nimi stosunkowo niewielka grupa ludzi, większość siedzi w domach, ogląda telewizję lub surfuje w sieci.

Swoją drogą nieraz zastawiam się, jaką to szkołę przetrwania można by zafundować młodemu człowiekowi, ekspediując go na jakiś czas w lata naszej młodości lub dzieciństwa.

Przeżyć może by i przeżył ale co to byłoby za życie. Po pierwsze,szok – w szkole pisanie stalówką, maczaną w kałamarzu, tabliczka mnożenia na pamięć i tablice logarytmiczne zamiast komputera ... Jeśli list do ukochanej to na papierze, zamiast e-maila, jeśli telefon to ewentualnie z budki (przeważnie nieczynnej). To po prostu trudno uwierzyć, nie było komórek!. Udając się na wycieczkę, trzeba byłoby korzystać z kompasu nie GPS–a, zresztą wycieczka raczej na pewno nie była samochodowa, bo kto miał wtedy samochód.

Rozrywki mogło dostarczyć kino osiedlowe (w repertuarze głównie filmy radzieckie w najlepszym wypadku włoski i francuski neorealizm, pokazujący jak koszmarnie jest w kapitalizmie) i radio. Telewizja raczkowała. Komputery występowały wyłącznie w powieściach fantastycznych i były to olbrzymie szafy zajmujące nierzadko cale budynki. Internetu czy komputera domowego nie przewidywali nawet fantaści. Nie było multikin ani nawet supermarketów. Były wprawdzie sklepy ale z kolei w sklepach niczego nie było.

Pieniądze można było wycyganić od starych, lub wytrzepać z ich kieszeni zamiast po prostu podebrać kartę kredytową.

W seksie młody człowiek zdany był na eksperymenty i rady bardziej doświadczonych kolegów płci przeciwnej – żadnej pornografii, jak chciałeś poznać budowę kobiety, byłeś zdany na atlas anatomiczny lub podglądanie ciotki w kąpieli. Bohaterowie książek nie mieli żadnych organów, służących choćby do wydalania.

W szkole zakazany był makijaż, długie włosy i ekstrawagancki ubiór. przymusowe za to było zrzeszanie się w organizacjach, należenie do TPPR–u, uczestnictwo w pochodach pierwszomajowych, a także trzymanie się jedynej słusznej wersji historii.

Wakacje można było spędzać w kraju, wyjątkową ekstrawagancją była Bułgaria. Inna sprawa – spróbujcie opowiedzieć o tym współczesnemu nastolatkowi – nie uwierzy.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz