24.07.2010
W stronę niebieskiej hortensji
"Przywalony medialnie", uwięziony w rozmaitych zobowiązaniach ,schwytany w faktyczne (czy narzucone sobie?) sidła, utknąłem w murach. To inny temat.
Przystaję w oknie, na podwórze wychodzącym. I myślę o tym dobrowolnym (mimowolnym) samo-uwięzieniu. - Wśród wysokich murów, niewielki ogródek, urokliwy zielony salonik... Wdzięczność i chwała sąsiadom za gust i za jakość tego prywatnego skrawka "zieleni miejskiej". Po tamtej, po ulicznej stronie Brackiej, tam cała reszta świata. Więc i to. - Wszelakie faule, chamstwo, kombinatorstwo, tuszowanie, ukręcanie. I jeszcze trudniejsze do zniesienia - strojenie się w rangę, w autorytet. - Mędrkowanie. "Edukowanie" głupszej, ciemnej mniejszości. Wedle zwycięskiej diagnozy, odchodzącej na śmietnik historii. Spieszy się więc z mobilizacją dyżurnych i nowopozyskanych autorytetów, aby potwierdzały nieuniknioność takiego gestu historii. Aby przegrana masa (czytaj ciemnogród) nie miała wątpliwości - jaka sprawiedliwość dziejowa wreszcie się dzieje. Wyciągają więc owe autorytety, modne dezodoranty, postępowe barwiczki i róże. I kładą, przywalają - na brud, na zakłamanie. Na niepamiętanie. Ale co zrobić, kiedy spory procent, jednak wciąż pamięta? Przecież pamięta, jak to szło? W przeszłości, jakie czyje były zasługi. I konta? Od tych bankowych poczynając, po te, dotyczące zwykłej przyzwoitości. - Jak się to zdobywało, wykręcało? (Wychodziło się na swoje?) Z wydmuszki, z nic, z nadużycia - jak się robiło cenną substancję? Byle zaangażowaną po właściwej stronie. Kto się ośmieli o tym wspomnieć... ten jątrzy. To oczywiste.
A jednak wolę opcję z okna podwórkowego. Lubię tam przystanąć i stamtąd patrzeć. Niewiele na tej przestrzeni rośnie, to fakt. Ale tym sposobem (z tej pozycji) mam szanse na wnikliwe studium. - Element, symbol, wystarcza za całość? Jak u Japończyków? Gałązka wiśni, kwiat pojedynczy, ważka, ptak - a wystarczająca to reprezentacja całości? Teraz akurat w lipcu, patrzę na kwiaty hortensji.
W pamięci mojej obecne od dawna. Obecne wraz ze świadomością wszelakich ich kontekstów. Ze splotem przyrody, kultury, sacrum. Widzę je od dzieciństwa, od grobu wielkanocnego. Pośród symboliki zmartwychwstania, te blade światełka doniczkowych hortensji. Pamiętam arcydzieło - poetycki portret nad portrety, słynny wiersz Rainera Marii Rilke - Błękitna Hortensja. Kto zna, kto chwycił urodę i sens tego wiersza, bogatszym stał się. Poprzez poddaną mu szansę, poprzez ukazanie możliwości takiego patrzenia na przyrodę. Przywołuję inne arcydzieło. - Śmierć w Wenecji... Dekadencka, secesyjno erotyczno śmiertelna aura tego obrazu kinowego, według Tomasza Manna. Zrealizowana przez Luchino Viscontiego. Sekwencje udekorowane oszałamiająco bujnie, wszechobecnymi w tym filmie kwiatami hortensji. (W tle muzyka Gustawa Mahlera) Kto widział, i tych obrazów nie zapomni. I jeszcze mi się zgłasza Maria Kuncewiczowa. Jej słabość, czyli czułość do hortensji hodowanych w Kazimierzu, obok ich domu. Krzew to obowiązkowo tam dyżurny. Po latach, w wierszu poświęcony "Kuncewiczówce", napisałem - że to jest lampa, przez gospodarzy zostawiona tam dla turystów. Nie byłem tam już trochę. Wierzę, że i dziś wśród ogrodu, sieje tam nadal swoje niebieskie światło, jakaś następczyni tamtej hortensji.
Z takim to obciążeniem pamięci patrzę z mojego okna... - Hortensja , błękitna lampa lata , w ciszy podwórka, pod moim spojrzeniem kwitnie... Zapowiada mi się początek. - Czego? Zobaczymy. Już słyszę głosy kpiące. Z sentymentalizmów i pięknoduchostwa mego. A jednak wolę okno na podwórze. Wybieram patrzenie w tamtą stronę. Gdyż jestem po stronie tamtego ciągu pamiętania. Że komuś wydam sie śmieszno niedzisiejszy, nie szkodzi. Biorę to. Ktoś zawsze (w każdych czasach) z powodu tego rodzaju postawy (takiego w oknie wystawania) narażał się na ironiczny uśmiech. Jeśli nie na coś gorszego. Ale ja tak wybierając, czuję, że jestem po właściwej dla mnie stronie. I we właściwym towarzystwie. Mój wzrok, skupiony na niebieskiej hortensji, odbiera spojrzenia Tamtych... Patrzących kiedyś. Jestem o tym przekonany - jakkolwiek nie kształtowałyby się realia, i dziś, ktoś te spojrzenia powinien przekazywać następnym? Transmitować je dalej? Dla mnie akurat, udział w tej sztafecie, jest wyróżnieniem.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.

Brak komentarzy
Dodaj komentarz