17.07.2010

Marzyłoby się...

Leszek Długosz: Z BRACKIEJ

Tak mi się uśmiecha, czyli marzy mi się, aby w kraju, w którym żyję (w moim kraju), w którym rządy polityczno-ekonomiczne należą do jednego ugrupowania, w którym obecna ekipa usiłuje przekonać całość społeczeństwa, że stanowi najlepszy wybór dla wszystkich... aby elita mego kraju dysponowała choć trochę lepszą estetyką. I jako "reprezentatywna góra", żeby choć trochę do innych odniesień kulturowych sięgała.

Z tzw. rozbrajającą szczerością wyznaję, że nie ciągnie mnie na pola dyskusyjne w kwestiach stricte politycznych. Zostawiam to lepiej zorientowanym i przygotowanym. Nie mogę jednak udawać, że mnie nie porusza plan etyki i estetyki. Że mnie nie wzburza propagandowe preparowanie rzeczywistości. W której przecież, chcąc nie chcąc, jako obywatel też biorę udział! Że mnie nie obchodzi okłamywanie, przeinaczenia, ukrywanie prawdy, taktyczne przemilczenia. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy dostępność faktów, proste zestawienie materiału dowodowego, dla przeciętnie zdrowego rozumu stwarza obraz jasny.

Marzy mi się więc, żebym tak z samej góry (tej rządzącej) mógł usłyszeć lepszy głos. Celniej, może nawet piękniej sformułowaną myśl. Niechby dzisiejszy jaki mąż stanu, zaproponował społeczeństwu pięknie wyrażoną ideę. Myśl jaką pojemną, bardziej zastanawiającą, oryginalnie ujętą. Jeśli już nie z własnej głowy, to niechby cytat jaki, celnie upolowany? Może z przypomnienia, coś z klasyki? Z aktualnej lektury? Jakoś tego też nie słychać.

Jeśli w dyskursie publicznym pojawiają się jakieś przykłady, metafory, to co najwyżej odnoszą się do świata gier, kreskówek, do świata popkultury. Infantylizacja, zawstydzające uwielbienie kiczu! Shreki, kukiełki i inne zwierzątka stały się pierwszorzędnymi wzorcami! Zapewnia komplet odniesień. Wystarczająco opisuje jakość emocji i rodzaj życiowych komplikacji obecnej klienteli. Szalik awansował do roli wzniosłego symbolu. Nic nie mam przeciwko obyczajom z boiska, ale...

Mnie by się marzyło, żeby równocześnie wysoki dygnitarz na państwowej uroczystości umiał wypowiedzieć nazwę cmentarza Pere-Lachaise (na którym, na wszelki wypadek przypominam, mogiła Chopina). Oczekiwałbym, żeby elity rządzące w moim (też) kraju, podczas koncertu inaugurującego obchody 200-lecia urodzin kompozytora, wiedziały, że nie oklaskuje się poszczególnych części kompozycji, ale dopiero wykonanie całości. Tak, jak to się w jako tako ogładzonym towarzystwie dość dawno już przyjęło. To trochę trudne. Trzeba by się orientować, gdzie kończy się ledwie część dzieła, a gdzie całość. Jednak przynależność do elit, cóż, też wymaga trochę starań.

Marzyłoby się mi, żeby do tzw. przestrzeni medialnej wrócił rodzaj uśmiechu... ten od Przybory, od Skrzyneckiego, od Dudka, od Ireny Kwiatkowskiej. A nie, żeby wszystko zagłuszał wszechpanujący rechot, zainicjowany przez redaktor Ninę T. Chciałbym, żeby dla co najmniej 51 proc. społeczeństwa nie stanowiły jedynej bodaj "strawy kulturalnej" programy pana Wojewódzkiego (z flagą narodową w psich ekskrementach). Żeby nie dyskutowano o genitaliach na krzyżu, jako o propozycji artystycznej. Żeby była jakaś alternatywa wobec prostactwa widowisk pana Majewskiego. Słowem - żeby tombak nie był polecany jako prawdziwy kruszec.

No i żeby listów, pisanych "spontanicznie" (ze wsparciem dla ekscesów posła w różowej marynarce) nie polecano mi, jako wsparcia tzw. wysokich autorytów. Chociaż... Czytając te listy (odnajdując w nich te same, jakby żywcem przepisywane passusy) chętnie odnajduję w nich i siebie. I umieszczam się po tej wskazanej i przydzielonej mi w owych listach stronie. Po stronie zapyziałego ciemnogrodu. Tak, w tej sytuacji jestem po stronie Dulskich! Nawet uważam, że to mnie korzystnie odróżnia! Na koniec mego dziś pisania wypuszczam z zapyziałej mojej przestrzeni kołtuńsko-parafiańskiej cytat. I czynię to nie całkiem dla zabawy:

I nie jesteś z Miłości ogólnego

Ducha,

Lecz z ducha-partii, który, co pochlebne, słucha.

No, zgadnij, Kotku, skąd to? A nawet piętrowo zabawmy się. Bo i ta zabawa w "Zgadnij, Kotku" - skądże ona?

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz