10.07.2010
No i spokój
Szczęśliwy los, Anioł Stróż, głupi fart (do wyboru) złe, najgorsze odsunął. Zacząłem hodować nawet przekonanie o jakimś parasolu ochronnym rozpiętym nad moją głową. O szczególnej być może misji, skoro tyle razy "ktoś interweniował" i osłonił mnie. Fatalne skutki odsunął. Zapewnienia matki mojej, że urodziłem się w czepku, też robiły swoje. Przecież - tym w czepku rodzonym - jakoś się uda... Tak też ostatecznie pomyślałem i w niedzielny wieczór wyborczy. Cóż bowiem mnie się przytrafiło?
Otóż w niedzielę ową (naturalnie, spełniwszy wyborcze obowiązki) kiedym już wylądował w Dolinie nad Czerczem (na granicy ze Słowacją) stwierdziwszy, że przygotowany do zabrania laptop (z planowaną robotą) został w domu, byłem bliski załamania. W dodatku razem z laptopem została ładowarka do mojej komórki. Bez ładowarki telefon natychmiast stał się niemy. Od internetu sam się odciąłem. Planowaną robotę diabli wzięli. No tom się pięknie urządził.... Sam się odciąłem od świata. Klęska. Widać los tak chciał. Na pociechę powtarzałem kolejny raz: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zwłaszcza w niedzielny wieczór wyborczy.
Była wszak jeszcze i ta możliwość. Włączałem telewizor. Obejrzałem spektakl, jaki z pewnością większość obywateli naszego kraju tego wieczora obejrzała. Ponieważ jednak i mnie poniosło (na niwie tej obywatelskiej) tego wieczora, postanowiłem obejrzeć więcej. Los tym razem podsunął pod me oczy program już powyborczy. Program Moniki Olejnik z udziałem jej gości - posłanki Elżbiety Jakubiak i posła Niesiołowskiego. I to było to! Łaskawe zrządzenie losu! Przyniosło skutki, dla mnie najlepsze z wszystkich możliwych tego wieczora. Postanowiłem bowiem - tam w dolinie Czercza - telewizora nie tknąć więcej. Wyleczyłem się skutecznie.. Poziom agresji, a krócej, zwyczajnego chamstwa, jaki ujrzałem, przekroczył wszystko co zdołałem w tego typu programach dotąd zaliczyć. Pretensje mam do wszystkich trzech postaci. Marszałek Niesiołowski, widać, jeszcze nie pozbywszy się wyborczego stresu, przeszedł wszystko, co do tej pory ustanowił w zakresie arogancji i agresji. W zakresie zwyczajnego, krótko mówiąc, chamstwa. Pani redaktor Olejnik, w sposób zdumiewający nie reagowała! Pomijając wszelkie inne względy, nie interweniowała choćby i dla zwykłego szacunku wobec drugiego gościa jej programu. Do posłanki PiS-u też zgłaszam pretensje, że nie opuściła studia, Zdecydowała się wytrwać. Pani Poseł... jako uczestnik Pani elektoratu, mam pretensje i o to, że znosiła Pani tego rodzaju obrazę. Bo to nie była tylko obraza Pani. I to w każdym aspekcie. To obrażało i Pani wyborców. Których Pani reprezentuje. Nie wiem, jakie są osobiste granice Pani wytrzymałości i jakie są granice przyjętych założeń... (Tej "budującej zgody", tej "ręki wyciągniętej na zgodę"). Moja osobista prośba jest taka - na przyszłość proszę wyjść ze studia. Proszę po prostu nie uczestniczyć w tego rodzaju "spektaklu". Proszę nie dokładać doń swojej obecności. Niech to tak - "samo się buzuje i popisuje". A ma czym... A raczej kim...
No i tym sposobem rozstałem się nad Czerczem także i z telewizorem. Zostałem ze swoimi sprawami. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - powtórzywszy jeszcze raz.
Chodzę w góry. Oglądam łąki w najpiękniejszym ich spektaklu. Wzrok syci się cudowną ofertą zieleni i błękitu. Na staroświecką modłę - myśli i dusza kąpią się w najłagodniejszych żywiołach fantazji i wspomnień. Projekty snując na przyszłość... Z całkowitym pominięciem świata, który tam teraz na nowo właśnie się układa. Albo, jak się to powiada - który się właśnie tam "załapuje".
Z Antonio Soler i z Jose Vela, pisarzami hiszpańskimi (a spojrzyjcie choćby w internecie, kimże oni!) z którymi, w ramach kooperacji Stowarzyszenia Pisarzy Europy (poprzez powołany właśnie Europejski Dom Literatury w Nowym Sączu) realizujemy tzw. stypendia pobytowe, toczymy jakże ciekawe, zabawne rozmowy. Nawet próbujemy wspólnych tłumaczeń. Ale o tym, może w oddzielnym felietonie? Tak się przy okazji składa - Im na Mundialu idzie świetnie. A ja? Z uczuciem ulgi powtarzam sobie, po raz kolejny: - No to spokój. Ileż mi oszczędzono... Doprawdy znów los mnie nie kopnął.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.

Brak komentarzy
Dodaj komentarz