16.09.2010

Zapomniany Priklopil

Janusz Korwin-Mikke: W PROSTYM ZWIERCIADLE

Pannę Nataschę Kampuschównę porwał był 13 lat temu niejaki Wolfgang Priklopil (jak ktoś ma niemieckie imię, czeskie nazwisko i jeszcze więzi dzieci pod podłogą - to musi być Austriakiem). Trzy lata temu uciekła - i teraz "List Verlag" chciało zrobić kasę na opisie Jej przeżyć.

A tu - klapa: ludzie nie kupują!

Wydawnictwo zrobiło bowiem zasadniczy błąd: powinno było wydać książkę z punktu widzenia Priklopila. Ze zdjęciem nieboszczyka na okładce.

Od czasów śp. Teodora Dostojewskiego wiemy, że czytelnicy o wiele chętniej utożsamiają się z katem, niż z ofiarą. Rodion Raskolnikow to człowiek interesujący - a co interesującego jest w dziewczynie, która dała się złapać i trzymać 3096 dni pod podłogą? Ludzie rozsądni nie kupią - miłośnicy sensacyj też nie.

W czasach Dostojewskiego wystarczyło zarąbanie lichwiarki i jej siostry. Dziś to też nie gwarantuje sukcesu. Gdyby Priklopil zarżnął i pokroił w plasterki choć z dziesięć osób - niechby i pięć...

Ech...

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz