27.08.2010
Partia Wkurzonych Kierowców
Każda pompa na stacji benzynowej to codzienne źródło świeżego grosza dla milionowej armii urzędników. To jest pompa ssąco-tłocząca. Zasysa z naszej kieszeni i tłoczy Wincentemu Rostowskiemu do kabzy. A jemu zawsze mało. Z tego właśnie powodu władza robi wszystko, byśmy jeździli jak najwolniej. Wtedy więcej spalamy i częściej pompujemy. Stąd gigantyczne korki na rondach, zatkane miasta, rozbebeszone roboty drogowe, setki tysięcy znaków ograniczających prędkość, nakazów, zakazów, ciągłych linii, patroli, kontrolerów, łapaczy, radarów... itd. Perfidne utrudnienia powodują, że zużywamy dwukrotnie więcej benzyny, niż moglibyśmy zużywać, jeżdżąc bez przeszkód.
W Warszawie cwaniaki posunęli się do tego, że wprowadzili totalny limit prędkości 50 km/godz. To jakaś aberracja. Jest przecież kilka tras, po których wszyscy, podkreślam: wszyscy jeżdżą dużo szybciej. Bo nie są idiotami. Bo przesiedli się z furmanek i spieszy im się do pracy, do domu, do kabaretu! Bo żyją w XXI wieku i nie lubią się wlec jak smród po gaciach. Są łatwym żerem dla urzędowych łapaczy z epoki wozaka. To, że buraki zarządzają warszawskimi ulicami, widać wyraźnie po milionach kołków, pachołków, palików wbijanych coraz gęściej w najbardziej absurdalnych miejscach. Jeszcze przed trzema laty pachołki wbijano co 2 metry, teraz już wbijają co pół metra. Poza estetyczną potrzebą wiochy, chodzi o to, by kierowcy godzinami szukali parkingu, zużywając produkty Orlenu. Idzie również o to, by znajomej firmie partyjnego kolegi zapewnić stałą produkcję. Sprawił sobie chłop maszynę do trzaskania pachołków i nie spocznie, dopóki nie zakołkuje całej stolicy. Pewnie ze 100 milionów rocznie wyciąga od miasta? Ile z tego przeznaczy na fundusz wyborczy - nigdy się nie dowiemy...
Specyficzna forma złodziejstwa to fotoradary. Nie da się już przejechać z miasta do innego miasta bez fotki. Za każdą fotkę lecą mandaty i punkty. To jest totalne zdzierstwo. Najpierw stawiają bezsensowne ograniczenie, a następnie fotoradar. Doszło do tego, że gminy i policja zawierają spółki z prywatnymi firmami i dzielą się szmalem wyduszonym z biedaków. Jaki procent zysku, jaki producent przeznaczy na fundusz wyborczy wójta - nigdy się nie dowiemy... Ale branża jest bardzo dochodowa.
Szczególnie przykre jest to, że okradanie kierowców przez państwo i zakolegowane firmy toczy się pod pozorem troski o bezpieczeństwo na drogach. Jest to fałszywa troska za nasze prawdziwe pieniądze, niestety...
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.

Dariusz
2010-08-28 16:03:23
świetny felieton, trudno się nie zgodzić. Czy kiedyś Polacy zmądrzeją?
Odpowiedz »
Dodaj komentarz