21.09.2011
Rowerowi terroryści

Fot. Anna Kaczmarz
Wrogość w stosunku do użytkowników rowerów coraz bardziej narasta i niestety ma ona silne podstawy. Można zauważyć, że rowerzystów znacznie przybyło, a w ich zachowaniu wobec innych uczestników ruchu panuje coraz większe chamstwo, bezczelność i bezmyślność. Z drugiej strony ich wyczyny stanowią wręcz lustro poczynań kierowców, bo jeśli przyjrzeć się i jednym i drugim, to wymienione zachowania występują w obu grupach. Ośmieliłbym się nawet wysnuć tezę, że rowerzyści wręcz naśladują kierowców w agresywnej jeździe.
Wspominam z nostalgią jak w zeszłych latach stanowiłem na drodze rowerowej rzadki okaz. Podczas 10-kilometrowej drogi do pracy, mijałem zaledwie garstkę współtowarzyszy. Dziś rowerzystów - a może pseudorowerzystów - jest zatrzęsienie, a ich sposób poruszania się pozostawia wiele do życzenia.
Zanim podjąłem decyzję o porzuceniu roweru, miałem okazję przeżyć wiele stresujących sytuacji. Okazało się, że konsekwentne trzymanie się prawej krawędzi drogi rowerowej nie jest wcale bezpieczne. Należy obserwować zamiary rowerzysty jadącego z naprzeciwka, gdyż w jego głowie może nagle zrodzić się myśl, aby minąć nas z zupełnie innej strony, niż przewidują to zasady logiki opierające się na ruchu prawostronnym. Zbagatelizowanie tego faktu może skutkować mniejszą lub większą kolizją. Czarę goryczy przelał jednak dopiero rowerzysta, który podążając z naprzeciwka zapragnął jednocześnie oglądać swoje przednie koło i aby je dobrze zobaczyć, nie zważając na otoczenie, skręcił kierownicą w lewo... Kiedy lądowałem na asfalcie, oczami wyobraźni widziałem już rachunek od dentysty za nowe uzębienie. I tak oto przeszedłem na ciemną stronę mocy, czyli stałem się antyrowerzystą.
Rowerzyści swoje poczynania tłumaczą zachowaniem pieszych i kierowców, a dokładniej tym, że piesi chodzą po drogach rowerowych, a kierowcy na nich parkują. Tylko że w ten sposób daleko nie dojdziemy, a raczej nie zajedziemy. Taka eskalacja agresywnych zachowań i tłumaczeń naprawdę do niczego dobrego nie zaprowadzi. Rowerzyści manewrując na przejściach dla pieszych nikim specjalnie się nie przejmują, potrafią spychać z przejścia nawet matki z dziećmi... Ktoś powie, że to dlatego, iż obok przejścia dla pieszych powinien być przejazd dla rowerzystów. Nie – to nie jest żadne wytłumaczenie, a w obserwowanym przypadku przejazd dla rowerzystów BYŁ! Czyli o co chodziło tak naprawdę, jak coś takiego można nazwać? Głupotą, bezmyślnością, złośliwością czy wygodnictwem polegającym na skróceniu sobie drogi o może jakieś... 2 metry?!
Coraz częściej można zaobserwować inne absurdalne wręcz sytuacje: na przejściu dla pieszych w oczekiwaniu na zielone światło piesi oczekują... obok tego przejścia, gdyż na całej jego szerokości ustawiło się 3 rowerzystów zajmując całe miejsce. Inne zdarzenie: pod same drzwi sklepu podjeżdża 5 chłopaków na rowerach. Wszyscy porzucają byle jak rowery i udają się do sklepu zostawiając za sobą skutecznie zabarykadowane wejście.
Zachęcanie do jazdy rowerami powinno być połączone również z nauką kultury i uwzględnianiem obecności innych użytkowników. Obecne chamskie wyczyny części rowerzystów polegające choćby na szybkiej jeździe chodnikiem między pieszymi, przejeżdżaniu im prawie po palcach bądź trącaniu nieszczęśników kierownicą, jeździe slalomem po przejściach dla pieszych, wylatywaniu nagle z chodnika na jezdnię, całej tej grupie sympatii na pewno nie przysporzą. Odreagowanie na innych za zachowania pieszych i kierowców łamiących prawa rowerzystów również nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów. Pieszy idąc chodnikiem nigdy nie wie, z której strony nadleci rowerzysta, jak blisko obok niego przejedzie. A wystarczyłaby tylko odrobina empatii i wzajemnego szacunku aby tej wrogości wzajemnie nie nakręcać.
Może kiedyś tego dożyję i ponownie wsiądę na rower, a obecnie przestrzegam wszystkich rowerzystów, że w kolizji z pieszym oni również mogą zostać poważnie poszkodowani, a zabieg wstawiania nowych zębów jest nie tylko dość nieprzyjemny, ale też bardzo kosztowny...
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.

Malkontent 2
2012-01-04 15:34:35
Proszę Pana, dlaczego taka cisza? Proszę wziąć się do roboty i coś napisać, oczywiście coś ciekawego!
Odpowiedz »
iksigrek
2011-12-15 10:23:38
dlaczego nie ma nowych wpisow?
Odpowiedz »
Dodaj komentarz