17.01.2011

Dla kogo ta komunikacja?

Krakowski Malkontent: MIASTO W (BEZ)RUCHU

Kilka miesięcy temu "obraziłem się" na komunikację miejską i postanowiłem ograniczyć do niezbędnego minimum korzystanie z jej usług. Miałem dość przeładowanych tramwajów, autobusów, beznadziejnie ułożonych rozkładów jazdy zmuszających do długiego wyczekiwania na przystankach i tym samym powodujących tracenie mnóstwo cennego czasu.

Studiowanie rozkładów jazdy w tym „przymusowym” wolnym czasie prowadziło do kolejnych frustracji i domysłów, z jakiegoż to powodu rozkłady te są tak ułożone, że autobusy oraz tramwaje linii, których trasy pokrywają się na wcale niemałym odcinku, koniecznie muszą jechać jeden za drugim, a potem długo, długo nic... Obserwacja pracy kontrolerów również podnosiła u mnie poziom stresu, zwłaszcza wtedy, kiedy łapali oni gapowicza, a ten nie miał ochoty na współpracę. Tworzyła się wówczas atmosfera pełna napięcia niczym u Hitchcocka.

Ostatnio postanowiłem jednak przedostać się z jednego końca miasta na drugi przy pomocy komunikacji zbiorowej. Szczegółowe przemyślenie trasy i przesiadek okazało się niezbędne, gdyż pomimo, iż nie wybierałem się poza granice miasta, to i tak komunikacja na obrzeża Krakowa - szczególnie w weekendy - kursuje tak rzadko, że tylko wcześniejsze planowanie całej operacji pozwala na dość szybkie dotarcie do celu.

Sytuację tę bardzo dobrze zna większość mieszkańców peryferyjnych osiedli i ulic Krakowa. Niby to jeszcze miasto, ale komunikacyjne rozwiązania w takich miejscach powodują, że każdy kto chciałby tam zamieszkać, a nie ma jeszcze samochodu, od razu swoje myśli kieruje w stronę własnych czterech kółek. Inaczej będzie musiał planować z zegarkiem i rozkładem jazdy w ręku każde swoje wyjście z domu jak i powrót do niego, jeśli nie chce na przystankach spędzać więcej czasu, niż potrzeba na sam przejazd z punktu A do punktu B.

Jako że była sobota, przejechałem sprawnie i wygodnie tramwajem przez całe miasto. Na przesiadkę według wcześniej sporządzonego planu nie musiałem długo czekać, co było ważne w przypadku linii jeżdżącej w soboty z częstotliwością od 80 do 100 minut. Wszystko było w porządku, aż tu na przystanek zajechał autobus, a dokładniej autobusik. W weekendy oraz święta linia ta wykonuje tylko 12 kursów przez cały dzień – nie dość, że tak rzadko kursuje, to jeszcze pasażerom „funduje się” podróż małym pojazdem w ścisku. Większość pasażerów tego autobusiku stanowili ludzie starsi, młodzież i dzieci, co mnie nie zdziwiło, bo kto chciałby płacić za cały bilet otrzymując usługę tak marnej jakości.

Mieszkając dawniej na obrzeżach miasta przywykłem do tego, że pomimo aż pięciu linii kursujących po trasie która mnie interesowała, na autobus w weekendy nieraz trzeba było oczekiwać nawet 70 minut. Nauczyłem się poruszania z planem. Jednak wypuszczanie na trasy tak rzadko obsługiwane małego pojazdu mogącego pomieścić tylko ok. 36 osób przy jednocześnie sporej frekwencji, uważam za grubą przesadę: to jest ta jedna kropla, która przelewa czarę goryczy.

Przepis na oszczędności w komunikacji jest bowiem prosty: ograniczyć maksymalnie ilość kursów, co spowoduje, że będzie mniej chętnych na korzystanie z takiej linii, gdyż część potencjalnych pasażerów poszuka rozwiązań alternatywnych, np. wybierze własne auto. Kiedy już trochę mniej osób będzie jeździć taką linią, to dlaczegóż nie puścić wówczas autobusów o małej pojemności? W tym momencie wierni tej linii pozostaną tylko osoby, które nie mają innego wyjścia i muszą z niej korzystać, a pozostali wykruszą się, gdyż mało kto zgodzi się dobrowolnie na to, żeby upychać go jak sardynkę za własne pieniądze. Każdy, kto tylko będzie mógł, wybierze inny, wygodniejszy wariant podróży.

Na forum internetowym gazeta.pl natknąłem się na następującą wypowiedź:

"Zgłosiłam niedawno do ZIKiTu problem z kursowaniem linii 102 - w skrócie chodzi o to, że potencjalni pasażerowie nie mogą korzystać z autobusu tej linii (jedynej w okolicy) gdyż nigdy nie trzyma się planu - spóźnienia rzędu 20-30 minut są na porządku dziennym, przy częstotliwości kursowania raz na godzinę... Drobne zmiany w trasie zlikwidowałyby problem i sprawiłyby, że więcej osób korzystałoby z komunikacji miejskiej zostawiając auto w garażu. Odpowiedź, którą dostałam przyprawiła mnie o histeryczny śmiech - nie planują żadnych zmian w kursowaniu linii 102, bo... za mało osób nią jeździ!!!"

Powyższy opis doskonale tłumaczy politykę transportową miasta, konsekwentnie zniechęcającą do korzystania z komunikacji publicznej. Byłoby to jeszcze fair, gdyby z drugiej strony nie próbowano nikogo przekonywać, że warto jednak przesiadać się do autobusów i tramwajów.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

DP
2011-01-26 14:44:43

kiedy nastepny wpis?

Odpowiedz »

Dodaj komentarz