12.01.2011

Zamiast metra

Krakowski Malkontent: MIASTO W (BEZ)RUCHU

Nie wierzę w budowę metra w Krakowie, o czym tak głośno było przed wyborami samorządowymi. Jednocześnie uważam, że bez konkretnych, nowoczesnych rozwiązań komunikacyjnych miasto w końcu całkowicie się zakorkuje.

Fot. Anna Kaczmarz

Z drugiej strony obawiam się, że ktoś w końcu wpadnie na „genialny” pomysł wprowadzenia opłat za wjazd do centrum i sytuacja - stosunkowo niskim nakładem środków - uznana zostanie za uzdrowioną. A hasła mówiące o tym, że przyszłość komunikacji w Krakowie to komunikacja zbiorowa i należy się przesiadać na tramwaje i autobusy, głoszą ludzie, którzy w ogóle z tej komunikacji publicznej nie korzystają albo robią to sporadycznie. Być może mają rację, ale z zastrzeżeniem: NIE W TEJ FORMIE. Slogany typu „najlepsza komunikacja w kraju i jedna z najlepszych na świecie” wydadzą się każdemu śmiechu warte po skorzystaniu z komunikacji zbiorowej w miastach Europy Zachodniej. Z czym tu do ludzi… bo tam wszelkie rozwiązania są tak zorganizowane, aby służyć pasażerom, a czy u nas człowiek to wróg?

Mówiono i pisano ostatnio również dość dużo o innym rozwiązaniu, które moim skromnym zdaniem odciążyłoby szlaki komunikacyjne w mieście i drogi do niego prowadzące. Tańsze niż metro, łatwiejsze i skuteczne rozwiązanie: SKA, czyli „Szybka Kolej Aglomeracyjna”. Jej powstanie byłoby ogromny krokiem naprzód, nawet jeśli byłaby tak „szybka”, jak inny projekt o nazwie „Krakowski Szybki Tramwaj”. Znając nasze realia, na zbyt wiele i tak bym nie liczył.

Kiedy zaczęto mówić o wykorzystaniu istniejącej sieci torów kolejowych, od razu znaleziono usprawiedliwienie, aby tego nie robić - przeprowadzono badania, z których wynika, że „układ torów kolejowych nie odpowiada potrzebom pasażerów”, co na mój chłopski rozum jest totalnym absurdem. Czy mieszkańcy Mydlnik, okolic ulicy Radzikowskiego, albo Górki Narodowej, którzy obok swoich domów i bloków mają tory, nie korzystaliby z dogodnego połączenia kolejowego? A może rzeczywiście mój chłopski rozum tego nie obejmuje… Zresztą wyobrażam sobie, że taki teren dzięki dobrej komunikacji od razu by się zaktywizował i stał się bardziej atrakcyjny. Poza tym przy przystankach kolejowych na rogatkach miasta można by, a nawet należałoby stworzyć sieć parkingów umożliwiających przesiadkę na kolej i szybki dojazd do centrum, a nawet na drugi koniec miasta. Oczywiście koszty pozostawienia samochodu na parkingu w połączeniu z biletem na kolejkę musiałyby być zachęcające.

Coraz więcej ludzi wyprowadza się z dusznego, przepełnionego miasta na jego obrzeża, albo do podkrakowskich miejscowości. Ktoś powie, że to ich problem, ale przecież te osoby nie mając alternatywy będą korzystać z własnego samochodu i przez to doprowadzą do zwiększenia zatłoczenia na ulicach Krakowa, a na tym ucierpią już wszyscy.

Warunkiem popularności SKA jest przede wszystkim odpowiednia częstotliwość jej kursowania. Bo jeśli ją stworzyć i puścić bardzo rzadko, będzie tak jak z kolejką do Wieliczki. Nie będzie się opłacało z niej korzystać. Ale czy nie prościej puścić pociąg raz na godzinę i pokazać, że jeździ pusty, a zatem należy go zlikwidować? SKA trzeba stworzyć z głową, żeby się nie okazało, że teza wykazana w badaniu zostanie udowodniona w praktyce. Ludzie korzystając z takiej kolejki muszą poczuć, że dostali to, czego chcieli: możliwość szybkiego i komfortowego dojechania do pracy, szkoły czy uczelni.

W Krakowie największym marnotrawstwem jest według mnie obecne połączenie kolejowe z lotniskiem Balice. Dobrze, że powstało, ale dlaczego nie z większym pożytkiem dla mieszkańców miasta? Pociąg jechałby może ok. 5 minut dłużej, ale mieszkańcy Bronowic, jak również mieszkańcy coraz bardziej rozbudowujących się Mydlnik, chętnie skorzystaliby z najszybszego z możliwych połączeń do centrum miasta. Przystanek w Mydlnikach mógłby również służyć studentom Uniwersytetu Rolniczego. Na trasie kolejki do przystanku "Mydlniki" powinny obowiązywać takie same bilety, jak w całym Krakowie w komunikacji miejskiej.

Obecnie wygląda na to, że lepiej wozić kilku pasażerów z Dworca Głównego do lotniska w Balicach i z powrotem, niż służyć mieszkańcom rejonów, przez które przejeżdża szynobus. Na szczęście zaczyna się w końcu myśleć o wybudowaniu przystanków na tej linii – coraz głośniej mówi się o powstaniu kolei aglomeracyjnej w Krakowie. Na pewno jest to rozwiązanie szybsze i tańsze niż budowa metra. Jednak jestem mocno sceptyczny co do czasu realizacji tej inwestycji - póki nie zobaczę, to nie uwierzę, że coś takiego szybko powstanie. Tym bardziej, że chyba nie chodzi tu tylko o koszt wybudowania przystanku np. w Mydlnikach. Przecież przystanek w Łobzowie jest, ale szynobus jadąc na lotnisko zatrzymuje się tam tylko cztery razy w jedną stronę: rano w kierunku lotniska między godz. 6.25 a 8.25 i popołudniu wracając między godz. 14 a 17. Czas przejazdu między Dworcem Głównym a lotniskiem w Balicach nie zmienia się i wynosi z przystankiem czy bez niego 18 minut. Dlaczego ludzie, którzy mieszkają w okolicach istniejącego przystanku kolejowego Kraków-Łobzów, albo w ogóle ten przystanek jest im po drodze, wybierając się na lotnisko w innych godzinach i chcąc skorzystać z tej kolejki muszą koniecznie pchać się na Dworzec Główny?! Podobnie ma się sprawa z powrotem. To się nazywa generowanie ruchu, ale po co to robić w tak zapchanym mieście jak Kraków? Widocznie dalej pokutuje myślenie rodem z PRL, że to pasażer jest dla kolei, a nie kolej dla pasażera.

Kilka tygodni temu w Dzienniku Polskim można było przeczytać: „Na terenie Krakowskiego Obszaru Metropolitalnego znajduje się 280 km linii kolejowych, w tym 114 km na terenie Krakowa. Do tego doliczyć trzeba 33 stacje (8 w Krakowie) oraz 40 przystanków osobowych (11 w Krakowie). To ogromny kapitał, który może zostać wykorzystany do wprowadzenia Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej (SKA)”.

Czy kiedykolwiek znajdzie się ktoś, kto nie będzie wiedział, ŻE SIĘ NIE DA TEGO ZROBIĆ, a po prostu to zrobi?

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz