30.09.2010

Uwaga! Frajer za kółkiem!

Krakowski Malkontent: MIASTO W (BEZ)RUCHU

Jak poczuć się frajerem za kierownicą w Krakowie? Wystarczy przestrzegać najważniejszych przepisów związanych z bezpieczeństwem na drodze, a do tych przepisów należy m.in. zakaz wyprzedzania bezpośrednio przed i na przejściu dla pieszych.

Ulica Kościuszki: renault jedzie za traktorem, a za nim sunie sznur aut. Wymalowana ciągła linia, dwa przejścia dla pieszych. Za 100 metrów będzie można wyprzedzać. Nikt jednak nie chce czekać, każdemu się śpieszy, więc wszyscy wyprzedzają „frajera” w "renówce" i traktor - wyprzedzają centralnie na przejściu dla pieszych i na skrzyżowaniu. Zgroza!

Zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, przed którym stoi grupka gimnazjalistów. Zatrzymuję się, żeby mogli przejść, lecz oni wciąż stoją i z niepokojem rozglądają się wokół. Nie chcą przechodzić, a ja nie wiem co mam robić. Domyślam się za to, co myślą i mówią wszyscy kierowcy stojący za mną - to ja jestem „frajer”, spowalniacz. Z drugiej strony rozumiem tych chłopców, którzy boją się iść, bo może jakiś wariat będzie akurat wyprzedzać, a z przeciwnej strony nikt im pierwszeństwa też nie ustąpi.

Zdarza się, że samochody zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, aby pozwolić im przejść, a piesi często zachowują się wówczas tak, jakby zobaczyli UFO. Nie wiedzą jak się zachować, bo ktoś zatrzymał się przed przejściem. Boją się iść i niestety mają rację. Szczególną ostrożność piesi muszą zachować, kiedy w jednym kierunku są dwa pasy ruchu, gdyż to, że na jednym pasie przed przejściem dla pieszych zatrzymał się samochód, wcale nie oznacza, że na drugim też się zatrzyma mimo, że zmusza go do tego kodeks ruchu drogowego!

Ulica Focha, przed skrętem w al. 3 Maja: panienka toyotą yaris stwierdziła, że ona ani minuty stać nie będzie, bo przecież tylko skręca w lewo w al. 3-Maja, do której brakuje jej zaledwie parę metrów. I pojechała pod prąd wyprzedzając auta z lewej strony, ignorując podwójną ciągłą i przejście dla pieszych. W tym miejscu postępuje w ten sposób coraz więcej kierowców. Teraz jeszcze bardziej zrozumiałem obawy tej młodzieży, która nie chciała przechodzić pomimo, że ja się zatrzymałem. Pieszy wchodząc na ulicę, nie spodziewa się auta jadącego pod prąd, a wychodzi na to, że jednak powinien.

Takie sytuacje w Krakowie to niestety codzienność. Strach się bać - anarchia panująca na krakowskich ulicach jest przerażająca. Jakie przepisy? Kto ich przestrzega? Ani piesi, ani rowerzyści, ani kierowcy. Wprowadzanie jakichkolwiek ograniczeń mija się z celem, jeśli nie będą one z całą surowością egzekwowane tak, jak np. u naszych zachodnich sąsiadów. Na polskich drogach panuje pełne bezprawie. Ograniczenia prędkości, czerwone światła, zakazy wyprzedzania, zatrzymywania się, podwójna ciągła, przejścia dla pieszych, drogi dla rowerów... Kto się do tego stosuje? Chyba tylko „frajerzy”. To co widać na krakowskich ulicach woła o pomstę do nieba. Policja poprzez mandaty bez problemu zatkałaby dziurę budżetową, lub przynajmniej znacznie by ją zmniejszyła, gdyby tylko chciała. W telewizji można było ostatnio obejrzeć program, w którym w ciągu 2 godzin akcji policyjnej na jednym z krakowskich skrzyżowań, zostało ukaranych aż 40 kierowców! Inna rzecz, że duża część osób łamiących przepisy nawet nie ma pojęcia, że je łamią. Prowadząc auto popełniają karygodne błędy, jadą na tzw. "cwaniaka" lub robią za tzw. "cwaną gapę", a potem kłócą się z policjantem i nie uznają swojej niezaprzeczalnej winy. Wydaje im się, że to nic takiego, drobiazg, że nic się nie stało, przecież nikt nie został potrącony, nikomu nie stała się krzywda. Dochodzi do tego, że w pojęciu niektórych asów dróg, brak posiadania dokumentów, uprawnień do kierowania pojazdem również nie stanowi przeszkody, aby usiąść za kółkiem i wyjechać na ulicę. No i ten najważniejszy argument, który według nich ma być genialnym usprawiedliwieniem, czyli "śpieszy mi się". To wszystko stwarza istny horror.

Każdemu się śpieszy, jednak jak się okazuje, gdy przychodzi do ruszania na zielonym świetle, tak naprawdę nie śpieszy się nikomu. Odbywa się to najczęściej strasznie flegmatycznie, ślamazarnie, a przecież można, a nawet trzeba być przygotowanym do ruszenia, kiedy tylko zapali się zielony sygnał. Dobry kierowca, to przede wszystkim taki kierowca, który jest całkowicie skupiony na jeździe. Nie zajmuje się niczym innym, tylko cały czas obserwuje i analizuje na bieżąco zmieniającą się sytuację na drodze. Pozwala mu to na podejmowanie szybkich decyzji - czasem bardzo ważnych decyzji, odpowiadających za życie i zdrowie swoje i innych uczestników ruchu. Mało kto siadając za kółkiem to rozumie.

Przez wiele lat, kiedy bywałem w Niemczech, byłem mile zaskoczony "kulturą jazdy" niemieckich kierowców, którzy zatrzymują się przed przejściem dla pieszych lub przed przejazdem dla rowerzystów, kiedy tylko ktoś się do niego zbliża. Trzymanie się przez nich ograniczeń prędkości robiło na mnie również duże wrażenie. Co więcej, okazało się, że nie tylko Niemcy tak jeżdżą, ale również osoby innych narodowości, które w Niemczech mieszkają, np. Polacy. Dużo później dowiedziałem się, że to wszystko z żadną kulturą nie ma nic wspólnego. Surowe sankcje, karanie, sięganie do kieszeni niesfornych kierowców na każdym kroku, znakomicie potrafi wychować każdego użytkownika dróg.

Czemu nie zastosować tego w końcu u nas? Tyle pieniędzy leży dosłownie na ulicach i nie ma się komu po nie schylić. Najgorsze jest to, że polscy kierowcy żadnych mandatów się nie obawiają, gdyż uważają, że zawsze się im uda, że akurat policji nie będzie w pobliżu. Coraz więcej kierowców twierdzi nawet, że aby dostać mandat, trzeba mieć po prostu wielkiego pecha, czyli trafić akurat na policję...

Przerażające jest, jak bardzo utwierdzają się w swojej bezkarności, gdyż radiowozów policyjnych na naszych ulicach jest po prostu za mało. Jedynie podczas podróży za granicę naszego kraju, polscy kierowcy nagle zmieniają styl jazdy. Bardziej obawiają się policji słowackiej, czeskiej, niemieckiej, czy austriackiej. Wiadomo dlaczego.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz