14.07.2010
Szybki tramwaj, czyli zaklinanie rzeczywistości
Kraków uchodzi za piękne miasto, które w ostatnich latach bardzo się rozwinęło i wciąż się rozwija. Wyrastają nowe osiedla, coraz więcej ludzi postanawia tutaj zamieszkać. Z przeprowadzonych badań wynika, że Kraków plasuje się w czołówce polskich miast, gdzie mieszkańcy są najbardziej zadowoleni z komfortu życia. Tutaj chciałaby osiedlić się duża część Polaków...
Przyznam szczerze, nie rozumiem wyników tych badań. Według mnie Kraków jest miastem, w którym żyje się coraz trudniej. Co innego przyjechać tutaj na wycieczkę, a co innego codziennie poruszać się po mieście. Jeśli jeszcze znacząco zwiększy się ilość mieszkańców grodu Kraka, to przemieszczanie się po nim stanie się wręcz niemożliwe.
Układ komunikacyjny – główny krwiobieg każdej metropolii. Dobrze zorganizowany transport jest niezwykle istotną rzeczą i ma duży wpływ na komfort życia mieszkańców. Wie to każdy, kto korzystał z komunikacji zbiorowej w innych miastach Zachodniej Europy. Metro i szybka kolej podmiejska zdecydowanie ułatwia życie. Im więcej mieszkańców ma dane miasto, tym istotniejsze są nowoczesne rozwiązania komunikacyjne, które pozwalają na szybkie przemieszczanie się, zarówno po samej metropolii, jak również w jej okolice. Wtedy można zaplanować w sposób przewidywalny czas na dotarcie do szkoły, na uczelnię, do pracy, odwiezienie dzieci do przedszkola, powrót do domu.
W Krakowie postawiono na... zaklinanie rzeczywistości. I tak zrodził się KST, czyli Krakowski Szybki Tramwaj. Ludzie mówią i pewnie w to wierzą, że jadą szybkim tramwajem, że mieszkają w pobliżu linii szybkiego tramwaju - zaklęcie działa. W tym miejscu chciałbym wszystkich uświadomić, że w Krakowie nie istnieje nic takiego jak szybki tramwaj. Bo szybki w porównaniu do czego? Do tramwajów starszego typu, dlatego, że ma lepsze przyśpieszenie? Jeśli ktoś chce wierzyć w krasnoludki to niech wierzy, nie można mu tego zabronić.
Dla mnie to po prostu zwykły tramwaj, który dwa przystanki przejeżdża w tunelu i na skrzyżowaniach otrzymuje podobno szybciej zielone światło, co jednak rodziło się w ogromnych bólach. Jednak na dłuższym odcinku porusza się po tych samych szynach co inne, „normalne” tramwaje, których przecież nie wyprzedzi, ma tak samo często przystanki. Dlaczego coś takiego nazywać szybkim tramwajem?
Według rozkładu jazdy, tramwaj linii nr 50 (ten niby szybki), potrzebuje obecnie w środku dnia na przejechanie od pętli Krowodrza Górka do przystanku Starowiślna - 17 minut (niedawno było to jeszcze 19 minut). Zwykła linia nr 19 jadąca z tej samej pętli, co prawda krótszą trasą, ale równocześnie dość wolnym odcinkiem od Politechniki Krakowskiej przez ul. Pawią, gdzie panuje duży ruch pieszych i co chwilę są skrzyżowania, przyjedzie na przystanek przy ul. Starowiślnej po 16 minutach. Może kiedyś linia nr 50 w stronę Kurdwanowa nie pojedzie przez ul. Dietla, ale póki co, szybkiej trasy na pewno nie ma. Na pozostałym odcinku osiąga zbliżone lub identyczne czasy przejazdu w porównaniu z pozostałymi liniami tramwajowymi.
Widać to szczególnie na innym przykładzie: przejazd tramwajem linii 24 od pętli Kurdwanów do przystanku Starowiślna zajmuje według rozkładu jazdy w środku dnia powszedniego 21 minut, a szybkim tramwajem nr 50 po tej samej trasie... 21 minut również. Dlaczego nikt nie mówi, że linia 24 to szybki tramwaj? A może dla sprawiedliwości trzeba by spowolnić linię 24 tak, żeby jechała znacznie dłużej? Ten absurd zabrnął tak daleko, że znajomi mieszkający w Nowej Hucie stwierdzili, że też już mają szybki tramwaj, kiedy linię nr 5 poprowadzono przez tunel pod Dworcem Głównym.
Oczywiście, linie poruszające się po trasie "szybkiego tramwaju" również są ponoć "przyśpieszane" przez otrzymywanie priorytetu na skrzyżowaniach (co nie zawsze dobrze funkcjonuje), żeby nie powodować utrudnień dla tego ostatniego, ale tak po prostu powinna działać dobrze zorganizowana zbiorowa komunikacja miejska. W wielu np. niemieckich miastach, tramwaje poruszają się dość szybko po wydzielonych torowiskach (odniosłem wrażenie, że szybciej niż krakowska linia nr 50), mają priorytet na skrzyżowaniach, a w centrach miast zjeżdżają do tunelu, gdzie poruszają się jeszcze szybciej i nikt nigdzie nie nazwał ich "szybkim tramwajem". To po prostu STANDARD. A o tym, że jedzie się tam jak po maśle, nic się nie tłucze i nie rzuca ludźmi po całym wagonie, to szkoda już nawet wspominać. Nadal jednak wiele osób uważa, że nasza komunikacja niczym się już nie różni od tej zachodniej. O tym jak bardzo się różni, napiszę innym razem.
Mówienie obecnie o szybkim tramwaju w Krakowie, to ośmieszanie miasta. Szczególnie zabawne może to być dla zagranicznych turystów z krajów bardziej rozwiniętych od naszego. Pierwszym krokiem powinno być zaprzestanie udawania, że istnieje coś takiego w Krakowie, czego tak naprawdę nie ma.
Pamiętam z dawnych lat, kiedy nie było jeszcze w mieście nowoczesnego taboru, że jechałem czymś, co mogło by i dziś przypominać bardzo szybki tramwaj: był to nocny, ostatni kurs nie ujęty w rozkładzie jazdy - przejazd z pętli Bieżanów Nowy w kierunku zajezdni Podgórze. Wtedy miałem okazję dowiedzieć się, że typ tramwaju nazywany popularnie „akwarium” może rozwinąć naprawdę sporą prędkość i nie rozumiałem, dlaczego tramwaje w dzień nie mogą jeździć równie szybko...
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.


Brak komentarzy
Dodaj komentarz