Tam, gdzie trafiają niecierpliwe
Na końcu Krakowa, pośród stawów, za łanem pokrzyw (cała jestem w czerwonych bąblach!) jest królestwo upadłych pustułek. Tam pojechaliśmy i tam odwiedziliśmy naszą młodą pustułkę, która wypadła z gniazda (albo się z niego wyrwała, bo już ją ewidentnie nosiło).
Puste gniazdo
Wczoraj pod wieczór, po całym dniu szaleństw – nasza druga mała pustułka też opuściła gniazdo. Tak się pusto teraz zrobiło pod gzymsem kamienicy przy Starowiślnej...
Znalazła się!
A więc jednak wyrwała się przed czasem! Pierwsza z młodych pustułek, która wczoraj zniknęła nam z gniazda – znalazła się. Okazuje się, że spadła na głowy przechodniów. Tak to jest, jak się nadmiernie fika w małym okienku strychowym i na parapecie.
Pierwsza opuściła gniazdo
Urosły, zmężniały, wyglądem już praktycznie nie różnią się od dorosłych ptaków. Dzielnie ćwiczyły w ostatnim czasie - dzisiaj też, jeszcze tuż po dwunastej widzieliśmy, jak jedna przykuca, rozkłada skrzydła, próbuje, przymierza się tylko do startu. I w końcu - odleciała!
Szkoła latania
W okienku strychowym przy Starowiślnej zaczął się ostry trening. Najpierw – odwodzenie lewej nogi do tyłu. O tak, brawo, nawet skrzydełko po przekątnej wyrwało się do przodu, rozprostowujemy je też (drugi zawodnik w tym czasie siedzi w kątku, nie przeszkadza). Po tym ćwiczeniu chwila dziobania się w piórka, czyszczenie. Dreptamy trochę po okienku, ale bez przesady, przy tym upale nie ma się co wygłupiać. Przerwa.
Młode coraz mniej puchate
Młode pustułki z naszej zaprzyjaźnionej rodziny zza ulicy w niezwykłym tempie z rozczulających puchatych pisklaków zmieniają się w duże, poważne ptaki drapieżne – nawet miny mają groźne.
Sokole oko zza ulicy
- Czy one też na nas patrzą jak my na nie? – zastanawia się kolega redakcyjny, który poczuł się inwigilowany przez całą rodzinę pustułek zza ulicy.

