Witaj, jutrzenko swobody
Dzień trzydziesty pierwszy. Doczekałem się wolności. Miesięczny „wyrok” został odsiedziany, bransoleta – zdjęta. Nie będę narzekał na okres domowego więzienia, nie było szczególnie źle. Jednak nie miałbym ochoty na przedłużenie eksperymentu.
Mój własny Czarnobyl
Dzień trzydziesty. Długi weekend w zamknięciu dłużył się. Sprzątałem mieszkanie. Kurz wywołuje u mnie kichanie i kaszel. Ponieważ nie mogłem opuścić zapylonych pomieszczeń, ratowałem się maską gazową typu „słoń”.
Mili ludzie idą siedzieć (w domu)
Dzień dwudziesty szósty. Przytrafiło mi się pierwsze spóźnienie. Wszystko przez używki.
Konsument jest czasowo odłączony
Dzień dwudziesty piąty. Więzienie z kratami nie tylko ogranicza poruszanie się. Kryminał, psychiatryk czy podobne miejsce oznacza też głód rzeczy. W zamknięciu czekolada bywa cenniejsza od złota, a o wartości papierosa lepiej nawet nie mówić. W areszcie domowym dostęp do dóbr konsumpcyjnych jest lepszy.
Operacja „Rutyna”
Dzień dwudziesty czwarty. Przyzwyczajenie, jak mówią, jest drugą naturą człowieka. Już przyzwyczaiłem się do aresztu domowego. Przestaję zauważać specyfikę życia w warunkach ograniczonej wolności.
Jak nie zostałem Dostojewskim
Dzień dwudziesty trzeci. W warunkach symulowanego aresztu domowego zmieniają się niektóre moje przyzwyczajenia i nawet ma to międzyludzkie skutki.
Klej pomaga na nudę
Dzień dwudziesty drugi. Kontynuuję symulowany areszt domowy. Za mną weekend przesiedziany w domu.
Psychologicznie rzecz biorąc
Dzień dziewiętnasty. Mój umysł chyba nie chce pogodzić się z tym, że „siedzę za niewinność”. Spontanicznie stworzył winę. Przyśniło mi się, że wstąpiłem do mafii.

