30.07.2010

II

Dobrosław Rodziewicz: TYDZIENNIK

Wtorek, 20 lipca

Znów upały. Muchy wróciły pod żyrandol. Pies nocuje na balkonie. 31 proc. Polaków dobrze ocenia pracę posłów, a 51 proc. ocenia ją źle (według CBOS). Zatem w sumie aż 82 proc. Polaków wie tyle o pracy posłów, że czuje się na siłach, by ją ocenić. Ja się nie czuję i pocę się, także ze wstydu. Powinienem bardziej interesować się pracą posłów. Może zacznę od zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej... Tu ilość posłów (około 130) błyskawicznie przeszła w jakość. Już podczas inauguracyjnego posiedzenia przewodniczący zespołu Macierewicz ujawnił, że chodzi o zbrodnię. Proszony przez dziennikarzy o rozwinięcie wypowiedzi, w której użył słowa "zbrodnia", rozwinął ją następująco: "Nie mam wątpliwości, że mamy do czynienia z sytuacją tak straszliwą, tak dramatyczną, że każde słowo, które uwypukla dramatyzm tej sytuacji jest właściwe". Intrygująca myśl - pomyślałem. Muszę się z nią przespać.

Środa, 21 lipca

Obudziłem się koło 3 nad ranem. Zlany potem i z serca dygotem. Termometr pokojowy wskazywał w pokoju 31 stopni Celsjusza. Na balkonie było 25 stopni, więc dołączyłem do psa, ale że żar z jego paszczy parzył mnie w łydkę, wyprosiłem go do pokoju i w samotności oddałem się oddawaniu ciepła oraz rekonstruowaniu detali koszmaru, który mnie dręczył przed przebudzeniem. Był to koszmar egzaminacyjny, w którym poseł Macierewicz przepytywał mnie ze znajomości słów właściwie uwypuklających dramatyzm.

- Groza - bąknąłem zalękniony.

- Groźba - poprawił mnie łagodnie Macierewicz - "groźba" właściwiej uwypukla, bo "b" ma brzuszek. Jakiś inny pomysł?

- Horror - wydusiłem z cicha, jak Marlon Brando w finale "Czasu Apokalipsy", więc brzmiało to trochę jak "hołoł".

- Terror - z uśmiechem dowypuklił Macierewicz, twardo artykułując, w interesie narodowym, wszystkie trzy "r".

- Mordor! - ryknąłem desperacko. I chyba ten ryk mnie wyrwał ze snu.

- Brrrgrrr - zaburczał pies, wpychając się z powrotem na balkon i przerywając mi rekonstrukcję. Wziąłem na drogę kilka głębszych oddechów, popiłem wodą i wróciłem na kanapę. Reszta nocy minęła spokojnie aż do przedpołudnia, więc przespałem poranne łzy posłanki Kempy na posiedzeniu hazardowej komisji śledczej oraz naganę od komisji etyki poselskiej dla Palikota. Palikota pies trącał, ale Kempa płacząca miała w sobie coś... z płaczącej wierzby: rozłożysta, przygięta, z witkami prostymi, smętnie obwisłymi. Wiem, bo oglądałem ją potem na you tube, słuchając Chopina.

Czwartek, 22 lipca

Gdyby nie lubelscy działacze SLD, którzy uczcili 66. (dwie szóstki!) rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN, to bym tej daty z niczym nie skojarzył. Tym bardziej że członkowie PKWN z Moskwy do Chełma dotarli dopiero 27 lipca. Wesołe komuszki z Lublina rocznicę manifestu fetowały na dobitkę przy Grobie Nieznanego Żołnierza, by uczcić żołnierzy sowieckich "którzy walczyli o wolną Polskę". Nawet w mieście regularnie gorszonym przez Palikota może być gorzej.

Piątek, 23 lipca

CBOS ogłosił, że 44 (czterdzieści i cztery!) proc. Polaków wypowiada się pozytywnie o bieżącej sytuacji w kraju. Ale skoro tylko 31 proc. Polaków dobrze ocenia pracę posłów, to 13 (trzynaście!) procent Polaków uważa, że w kraju może być dobrze, choćby z posłami było źle. Moją zdolność do takich obliczeń z głową zanurzoną w powietrzu nagrzanym do 33 (jedna dwudziesta z 666!) stopni Celsjusza uznałem za przykład zwycięstwa ducha nad materią.

Sobota, 24 lipca

Ale lunęło!

Niedziela, 25 lipca

W dodatku się ochłodziło. I w tym ochłodzeniu - nie wiedzieć czemu akurat w nim - dopadła mnie tęsknota za wakacjami nad Bałtykiem. Pewnie dlatego wzułem sandały i zaciągnąłem żonę do księgarni z tanią książką, bo przypominała mi podobne przybytki (tyle że pod namiotami) w nadmorskich letniskach. Żona kupiła "Kwiatki Świętego Franciszka z Asyżu" za 5,00 PLN, a ja "Kazania sejmowe" Piotra Skargi za 3,5 PLN. Teraz czytam Skargę do poduszki: "I tak sejmy, na ukrzepczenie zgody i miłości spójnej braterskiej uczynione, na zapalenie rozterków służą". Zapalenie rozterków? Czy ksiądz Skarga też na to cierpiał?

Poniedziałek, 26 lipca

Spałem jak zabity a obudziłem jak nowo narodzony. O niczym mi się nawet nie śniło.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz