23.07.2010

I

Dobrosław Rodziewicz: TYDZIENNIK

Do pisania dziennika zabierałem się w ostatnim półwieczu naście razy.

Najpierw jako nastolatek cierpiący na weltszmerc. Później inspirowały mnie: weltszmelc i weltszajs. Jednak nie wytrwałem ni razu w prowadzeniu dziennika dłużej niż dwa tygodnie. Rzecz o tyle dziwna, że odkąd pamiętam, miałem kłopoty z pamięcią, a zatem tym lepszy powód, by dziennik prowadzić. Ale lepszy powód to jeszcze nie powód, więc potrzebowałem powodu najlepszego. I traf chciał (bo nie zawsze mu się chce), że trafiły mi się aż trzy najlepsze powody. Po pierwsze, straciłem wenę do pisania felietonów. Po drugie, mimo utraty weny do felietonów nie straciłem chęci do pisania. Po trzecie, pomyślałem, że gdybym zamiast felietonów pisał dla magazynu Piątek dziennik, to mógłbym wytrwać w jego pisaniu dłużej, ponieważ Dziennik Polski by mi za pisanie dziennika płacił. Kto wie, czy to nie brak stymulacji pekuniarnej sprawiał, że jako dziennikopis okazywałem się wcześniej tak niewytrwały. Hipoteza warta weryfikacji.

Pozostało mi jeszcze przekonanie osób po temu władnych, by pozwolić na taką woltę twórczą. Po rozważeniu wszystkich za, a nawet niektórych przeciw postanowiłem przekonać kogo trzeba, że tak naprawdę będę nadal pisał felietony, tylko że pod płaszczykiem tydziennika. I, niczym książę Salina, zmienię tak wiele po to, by wszystko zostało po staremu.

Jeśli czytają Państwo niniejsze słowa, to znaczy, że mój fortel się powiódł i mogę zaczynać.

Wtorek, 13 lipca (na szczęście nie piątek)

Ja.

Środa, 14 lipca

Ja.

Czwartek, 15 lipca

Ja, ja, natürlich (jak mawiali 600 lat temu niektórzy z obecnych pod Grunwaldem). 600 lat później Palikot literacko porównuje Kaczyńskiego do "patologicznego zabójcy (...) bohatera Milczenia owiec", bo "z zimną krwią udawał kogoś innego". Ale w Milczeniu owiec występuje dwóch patologicznych zabójców, którzy z zimną krwią udawali brak patologii: psychiatra-kanibal dr Hannibal Lecter oraz transseksualny łowca skór i krawiec damski James Gumb. O którego z nich chodzi kuglarzowi z Lublina? On sam hannibalistycznie kojarzy mi się z patologicznym potentatem mięsnym Masonem Vergerem z powieści Hannibal. On także lubił rzucać ludzi przed wieprze. Tyle że nie na blogu.

Piątek, 16 lipca (na szczęście nie 13)

W radiu usłyszałem, że klimatyzacja w pociągach Deutsche Bahn przestaje działać w temperaturze powyżej 32 stopni Celsjusza. Z moim mózgiem jest tak samo, tylko nie mówią o tym w radiu. Czytam słowa Jarosława Kaczyńskiego: "Jeśli ktoś tych faktów ze sobą nie łączy, popełnia daleko idący błąd albo ma jakieś kłopoty z myśleniem". Czytam i dalej nie mogę przyczynowo-skutkowo połączyć faktu afrontów, zaczepek i kpin pod adresem Lecha Kaczyńskiego za jego życia, z faktem fizycznej destrukcji tupolewa i jego pasażerów po uderzeniu w ziemię. Nie łapię też alternatywności między "daleko idącym błędem" a "kłopotami z myśleniem". Na czym tu polega albo - albo? Nie wiem. Żona pyta mnie, czy wiem, dlaczego muchy krążą pod żyrandolem nawet za dnia, gdy żarówki nie świecą. Też nie wiem. Może entomolog, prof. Niesiołowski wie, ale on wypowiada się tylko o Jarosławie Kaczyńskim, a ten już przestał krążyć pod żyrandolem, odkąd żyrandol dostał się Komorowskiemu. Razem z krzyżem. Na drogę.

Sobota, 17 lipca

W Warszawie paradują geje, a upał gęstnieje. Ja paraduję w samych slipach. Po domu w Krakowie. Podobno poseł Wenderlich oskarżył prezydent Gronkiewicz-Waltz o dyskryminowanie gejów, bo nie chciała paradować razem z nimi. Cóż, widać kobieta ma głowę nie od parady. Z moją głową nadal niedobrze.

Niedziela, 18 lipca

Ponieważ ciut się ochłodziło, z głową tycio lepiej. Poza tym znowu wygraliśmy pod Grunwaldem. Ale to już wszystkie dobre wiadomości, bo wygraliśmy tylko w polu, a poza polem, na drogach dojazdowych i odjazdowych, zostaliśmy pokonani. Przez korki. I własną głupotę. A upał ma ponoć wkrótce wrócić. Jak w tych warunkach od czwartku oblegać Malbork?

Poniedziałek, 19 lipca

Upał na razie nie wrócił, z nieba leje się kapuśniaczek, a pod żyrandolem ani jednej muchy. Żona wyraziła zadowolenie. Pies odmówił komentarza. Ciąg dalszy nadciągnie.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz