Swoją nieobecność przed komisją usprawiedliwiał swoją obecnością (skądinąd nieobowiązkową) na procesie cywilnym, który wytoczył mu Grzegorz Schetyna. Z powodu absencji świadka (skądinąd dobrego znajomego Ziobry) rozprawa została zresztą odroczona. By nikt nie pomyślał, że wyprawa do sądu w Sosnowcu była taktycznym unikiem przed zeznawaniem w Warszawie, Ziobro oświadczył, że bardzo chce stanąć przed komisją śledczą, a jego zeznanie będzie "wystąpieniem zwycięskim". Kiedy jednak przewodniczący komisji poseł Kalisz dał Ziobrze kolejną szansę na takie zwycięstwo 3 sierpnia, ten we wtorek zaapelował doń o wyznaczenie innego terminu, bo 3 sierpnia będzie za granicą, co od dawna planował i już się na wyjazd wykosztował.
Nie byłoby się czemu specjalnie dziwić, gdyby nie argument, jakim posłużył się Ziobro, domagając się zmiany terminu przesłuchania. Otóż stwierdził, że komisja śledcza nie powinna być zwoływana w czasie, gdy ludzie wyjeżdżają na wakacje i "nie mogą swobodnie zapoznać się z treścią złożonych przez niego zeznań".
Różne bywały już kaprysy świadków wzywanych przed komisje śledcze. Jeden nawet, miast zeznawać, chciał zaśpiewać i zatańczyć. Jednak do tej pory żaden nie domagał się publicznie, by termin jego przesłuchania gwarantował mu wysoką oglądalność, słuchalność i poczytność, o jakie trudno w sezonie wakacyjnym. Ale skoro taki warunek został de facto postawiony, to aż dziw, że Ziobro dodatkowo nie zażądał, by jego zwycięskie wystąpienie transmitowała na żywo telewizyjna "Jedynka". I to w najlepszym czasie antenowym.
Brak komentarzy
Dodaj komentarz