09.07.2010

Wyznanie ulgi

Dobrosław Rodziewicz: SZKICE MŁOTKIEM

No i po wyborach. Uff! Co za ulga! Strach pomyśleć, kto, kogo, czym by jeszcze postraszył, kto, komu, co jeszcze obiecał i kto komu jak się jeszcze podlizał, gdyby kampania wyborcza potrwała choćby tydzień dłużej.

Repertuar strachów na Lachy okazał się wprawdzie nieco odgrzewany, a pod koniec kampanii był już na wyczerpaniu, ale kto wie, czy w akcie desperacji Komorowski nie posunąłby się do straszenia, że w przypadku wygranej Kaczyńskiego Komisja Europejska zablokuje wypłaty dopłat bezpośrednich dla polskich rolników i przeleje je na konta brytyjskich konserwatystów skumanych z PiS-em. Kaczyński mógłby w rewanżu ostrzec, że jeśli wygra Komorowski, to jeszcze przed wyniesieniem się z Sejmu wniesie do własnej laski marszałkowskiej ustawę o doprawieniu orłowi białemu drugiej głowy skierowanej dla odmiany dziobem na wschód, by równo schlebić Brukseli i Moskwie, a Moskwie nawet równiej. Dociskany o podstawy dla takiego oskarżenia, Kaczyński mógłby odrzec, że po człowieku, który doprawił Światowidowi dodatkową gębę, można spodziewać się wszystkiego. Na wiecu we Włocławku Komorowski wszak powiedział: "Nie będę udawał, że jestem Światowidem o pięciu twarzach jednocześnie".

Od amunicji do straszaków efektowniej w kampaniach Komorowskiego i Kaczyńskiego prezentowały się bukiety obiecanek. Dziennik Rzeczpospolita oszacował ich koszty na prawie 93 mld złotych łącznie. Rozłącznie też wyszło efektownie. Komorowski naobiecywał się na ponad 33 mld zł, ale Kaczyński przebił tę ofertę niemal dwukrotnie, zbliżając się do 60 mld zł. Trzeba jednak uczciwie dodać, że wynik Kaczyńskiego mocno dopompowały koszty letniej olimpiady (38 mld zł) w trzeciej dekadzie pierwszego stulecia trzeciego tysiąclecia, co jest akurat niewielkim zagrożeniem, bo koniec świata ma być wcześniej.

Teraz, znając już wynik wyborów, Kaczyński pewnie żałuje, że nie wciągnął Komorowskiego w ostrzejszą licytację, chociaż ta chwilami i tak była jak brzytwa, gdyż walczono o każdy procent poparcia nie gardząc żadnym procentem do obiecania. Jak tylko Kaczyński obiecał studentom przywrócenie 49-procentowej ulgi na bilety PKP i PKS, Komorowski z miejsca wylicytował 50 proc. Gdyby kampania potrwała dłużej, ulgi studenckie przebiłyby kolejarskie, więc z kolei kolejarzom kandydaci obiecaliby chyba 100 proc. refundacji każdego biletu.

Skoro zaś mowa o refundacjach, nie sposób pominąć kwestii in vitro, którego refundowaniem w lizusowski sposób kusił Komorowski wyborców osieroconych przez Napieralskiego. Czarował ich też parytetami, co Kaczyński przebił rehabilitacją postkomunistów do godności lewicowców młodszego oraz średnio-starszego pokolenia. Przy tej okazji rozegrano pasjonującą gierkę Gierkami. Wobec Edwarda Gierka Kaczyński posunął się do rehabilitacji pośmiertnej wraz z nobilitacją do godności patrioty. W odpowiedzi Komorowski przeciągnął na swoją stronę syna Gierka, który w 2005 roku popierał Lecha Kaczyńskiego. Że jednak żywy Gierek to nie to samo, co Gierek wiecznie żywy, na drugą nóżkę Komorowski łyknął poparcia od wdowca po Barbarze Blidzie.

I znów: gdyby kampania potrwała dłużej, Komorowski mógłby się posunąć do obiecania refundowania in vitro także parom nie zachowującym parytetu płciowego. Kaczyński do grona polskich patriotów mógłby wciągnąć zza grobu także Gomułkę, być może powołując się przy tym na autorytet prof. Jadwigi Staniszkis, która w swoim czasie dopatrzyła się u towarzysza Wiesława patriotycznych motywacji, wskazując na jego zabiegi o zbliżenie z Ceausescu w celu oddalenia się od Breżniewa.

Do czego by w końcu doszło, gdyby w porę nie doszło do końca kampanii, mogę tylko zgadywać. Ale nawet to, do czego doszło, przeszło ludzkie pojęcie.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz