02.07.2010

My, Prezydent

Dobrosław Rodziewicz: POKÓJ PRZECHODNI

Końcówka kampanii utwardza twarde elektoraty, lecz oferta promocyjna dla niezdecydowanych została wyczerpana, co było nieźle widać podczas drugiej z "debat" telewizyjnych, skądinąd lepszej od poprzedniej.

Na lepsze zmieniła się scenografia, zakrywając stołami części ciał kandydatów narażone na ciosy poniżej pasa. Przybyło też samych ciosów oraz ruchu scenicznego; kandydaci wstawali, chodzili i podawali sobie: a to dłonie do uścisku, a to papiery, z Konstytucją RP włącznie, a to jeden długopis zamiast dwóch nagich mieczy.

Jedno, w porównaniu z pierwszym widowiskiem, się nie zmieniło: kandydaci na najwyższy urząd jednoosobowy notorycznie przemawiali jako "my" i nie był to pluralis maiestatis tylko pluralis partialis. My - PiS. My - PO. Za naszych rządów to, za waszych rządów tamto. Plus obietnice wykonalne jedynie na rachunek aktualnego lub przyszłego rządu.

4 lipca Kaczyński pragnie wygrać na rzecz PiS rewanż za wybory parlamentarne z 2007 roku, razem z prawyborami na poczet roku 2011. Komorowski chce wygrać dla PO co najmniej 500 dni rządzenia bez wetowania, z opcją na dodatkowe 1500. O co komu chodzi w tych wyborach, wszyscy świetnie wiedzą, ale oczywiście prezydenta też możemy sobie, przy okazji, wybrać.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz