24.12.2011

Wieczór wigilijny

Rozmowa z MARIOLĄ KOSOWICZ, terapeutą rodzinnym i psychoonkologiem, kierownikiem Zakładu Psychoonkologii w Centrum Onkologii w Warszawie

Najlepszą rzeczą, jaką można zrobić, to mówić otwarcie o swoich uczuciach Fot.Ingimage

- Wigilia, święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok to czas szczególny, wyzwalający wiele refleksji i wspomnień. Nie dla wszystkich są to szczęśliwe chwile. Samotność, utrata bliskiej osoby albo poważna choroba w rodzinie przynoszą emocje, z którymi trudno sobie poradzić przy wigilijnym stole.

- Jestem zdania, że takie chwile jak święta odkrywają prawdę o nas samych, o ludzkim życiu. Wiele mówią o naszych relacjach z innymi osobami, o bliskości, o naszej duchowości, czasami o złości na Pana Boga, na ludzi. W tym przedświątecznym i świątecznym okresie bardzo wiele zarówno chorych, jak i zdrowych osób zgłasza się do mojego gabinetu z różnymi osobistymi problemami. Także dzisiejszą pasterkę już po raz ósmy spędzę przy telefonie I programu Polskiego Radia i wiem, że dzwoniących będzie mnóstwo. Ludzi samotnych, chorych, porzuconych, odepchniętych przez bliskich. Ale też takich, pozornie szczęśliwych, którzy gdzieś biegną szybko przez cały rok. Zajęci pracą udają, że nie widzą pustki swego życia i nagle noc wigilijna objawia im całą prawdę. Bo święta, obojętnie, czy jesteśmy wierzący, czy nie, to taki czas, kiedy nachodzą nas refleksje nad życiem, nad bliskością, nad brakiem tej bliskości, nad sensem bycia razem, w rodzinie.

- To trudne rozmowy?

- Trudne rozmowy i trudne sytuacje. Pamiętam takie święta, kiedy zadzwonił pan i prosił, żeby przekazać na antenie jego żonie jak bardzo ją kocha. Zapytałam: a gdzie żona jest? Obok, w pokoju. Umiera na nowotwór płuc. Nie rozmawiamy ze sobą, ale chciałbym, żeby wiedziała, że ją kocham. Mam nadzieję, że to usłyszy, bo ma włączone radio. Zasugerowałam, że to może jest taki moment, kiedy trzeba sobie pozwolić na chwilę bycia razem. Nie wracać do przeszłości, nie tłumaczyć sobie niczego, co było, tylko pobyć z sobą. Takich historii jest bardzo wiele.

- Niełatwo się przełamać, wyrazić swoje prawdziwe uczucia i myśli. Nikt nas tego nie nauczył, w wielu domach nie prowadzi się głębszych rozmów, wszystko odbywa się na bezpiecznym, ale bardzo powierzchownym poziomie.

- Stąd przed wigilią pytania: jak się zachować przy kolacji, kiedy wśród nas będzie ciężko chora osoba? Czy o tym rozmawiać, ujawniać uczucia, emocje związane z tym, że przy świątecznym stole jest ktoś bardzo chory? Moim zdaniem, jako psychologa, ale też córki, która spędzała wigilie z ciężko chorym ojcem, nie można udawać, że wszystko jest dobrze. Co więcej, tego się nie da udawać.

- Będzie sztucznie, nieprawdziwie, sztywno...

- Wszyscy o tym myślą, ale starannie unikają rozmowy na ten temat. Udajemy, ale przecież widzimy ten spuszczony wzrok, smutek, czasem kilka łez. A przecież pragniemy, żeby te świąteczne chwile były dobre, radosne, chcemy oszczędzić sobie i bliskiej osobie cierpień. Myślę jednak, że cierpimy bardziej w takich niedopowiedzeniach, w takiej ciszy, która boli dotkliwiej niż wtedy, gdyby ktoś wprost powiedział o chorobie. W zeszłym roku przyszedł do mnie młody mężczyzna, mąż 24-letniej kobiety.

Trzy miesiące po ślubie zdiagnozowano u niej bardzo złośliwy nowotwór piersi. Wybierali się na wigilię do rodziców. Jego matka zaproponowała kolację w małym kilkuosobowym gronie.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz