24.12.2011

Smaki i zapachy Bożego Narodzenia

SYLWETKA. WOJCIECH PSZONIAK opowiada o lwowsko-śląskich, polskich i francuskich świętach

Fot. Wacław Klag

- Urodzony we Lwowie, dzieciństwo spędził Pan na Śląsku, studiował w Krakowie, od lat mieszka między Polską a Francją. Toż to istny tygiel kultur...

- To prawda, że dane mi było i jest obcować z różnymi ludźmi, kulturami, zwyczajami. Może właśnie dlatego czuję się kosmopolitą, obywatelem świata. Najmniej pamiętam rodzinny Lwów, bo wyjechałem z niego, to znaczy wyrzucono całą naszą rodzinę - rodziców, mnie i dwóch braci - kiedy miałem cztery lata. Był rok 1946. Jechaliśmy bydlęcymi wagonami z miesiąc. Ze Lwowa pamiętam tylko naloty i ukrywanie się w piwnicy. I kamienicę przy Akademickiej czy Dwernickiego.

- Świąt spędzanych we Lwowie Pan nie pamięta?

- Nie, ale ten Lwów z jego świątecznymi tradycjami został niemal w całości przeniesiony do Gliwic, gdzie po wypędzeniu zamieszkaliśmy. W naszej kamienicy znalazło dom wielu lwowiaków, m.in. mały Adaś Zagajewski z rodzicami. Pan Samasz, też lwowiak, przychodził sprawiać nam króliki, inż. Kozak robił nam - jak we Lwowie - mydło. Rodzice robili wszystko, by przedłużyć na Śląsku Lwów. Zaczęliśmy w pewnym sensie życie mitem utraconego miasta. Lwów powracał też w opowieściach rodziców. Tam zawsze były służące, pomoce domowe, niańki. Matka, z dzieciństwa, była przyzwyczajona do komfortu. Mieszkała z dziadkami na lwowskiej Bogdanówce, w dziesięciopokojowym mieszkaniu w amfiladzie. Przez te pokoje przebiegał dywan; jego szczątki leżały potem u nas w Gliwicach pocięte przed łóżkami. Do świątecznego, wigilijnego stołu zasiadaliśmy w piątkę, czyli cała nasza rodzina i piesek Piątek. Ale to już jest obraz z Gliwic. W kolejne dni świąt przychodziły ciotki, które przyjechały także ze Lwowa. Sporo tradycyjnych potraw lwowskich trafiało na świąteczny stół. Pamiętam, że w piwnicy hodowane były gęsi przeznaczone na foie gras, a tuczone przez służące kluseczkami.

- Jak wyglądała Wigilia w Państwa gliwickim domu?

- Obowiązkowo była kutia. I karp po żydowsku - tradycja ze Lwowa, z Bogdanówki, żydowskiej dzielnicy, w której mieszkała moja matka. Tego karpia przyrządzam do dziś, i prawdę powiedziawszy nie wiem, czy gdziekolwiek można jeszcze takiego zjeść. To nie jest karp bogaty, typowy z rodzynkami, migdałami. To jest prosty, postny przepis: marynujemy rybę z cebulą przez 24 godziny, a galaretę robię bez żelatyny. Stąd też robienie tego karpia sprawia wiele kłopotów. Ale nigdzie na świecie nie jadłem lepszego. Podobnie pyszne były pierogi mojej mamy: ciasto jak jedwab i różne nadzienia. Nie wie pani zapewne, co to są pierogi z wąsami. Otóż farsz składa się z ziemniaczków i kiszonej kapusty. I te kapuściane nitki widać z pierożków, niczym wąsy. Mama robiła też genialne uszka.

- Była znakomitą gospodynią?

- Jak na pannę z dobrego domu przystało, kończyła różne szkoły dla dorastających panienek. Kiedy wyszła za mąż za mego ojca, w domu były kucharki, więc od nich uczyła się gotować. Jej pierwsze próby kulinarne, jak wspominał ojciec, nie były nadzwyczajne. Ale w końcu doszła do wprawy i świetnie gotowała. Piekła też na święta obowiązkowo cwibak, który zawsze jej pękał - nie pamiętam świąt bez pękniętego cwibaka. No, i robiła też zawijańce makowe: w makutrze przywiezionej ze Lwowa ucieraliśmy z braćmi mak do białości. Kompot ze śliwek wędzonych, nie z suszu - był przepyszny. Zawsze na wigilijnym stole było bardzo dużo dań: karp w galarecie, karp smażony z sałatą z kartofli, z białą fasolą na kwaśno, z octem i cebulą. Bez tej sałaty dla mnie nie ma świąt. A w kolejne dni chodziliśmy do cioci, na Sikornik. Miała piękny dom, schodziły się pozostałe ciotki, wujkowie. Tam świętowaliśmy. Ciepło buchające z kaflowych pieców, zapach choinki, na którą kleiło się łańcuchy czy pieczonej w piecu indyczki, smak śmietany zbieranej z mleka przynoszonego przez babę ze wsi - takich zapachów i smaków już nigdzie nie spotkam.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz