14.01.2012
Pod okiem sokołów, rarogów i jastrzębi
Ptak w zderzeniu z samolotem nigdy nie ma szans. Ale samolot w starciu z ptakiem - czasem też. Dlatego ptaki trzeba przepłaszać znad lotniska w Balicach.
Drapieżny ptak z głośnym łopotem skrzydeł podrywa się do lotu, wznosi się coraz wyżej i wyżej, zatacza majestatycznie kręgi nad okolicą, by po kilku minutach wrócić na ziemię.
Zwykle wystarczy, że tylko zamanifestuje swą obecność w powietrzu. Ale czasem musi zaatakować intruza: przegonić go albo nawet zabić. Bo to, że drapieżnik poderwał się do lotu akurat teraz, to wcale nie przypadek. Mały ptak w zderzeniu z dużym samolotem nigdy nie ma szans. Ale duży samolot w starciu z małym ptakiem - czasem też. Żeby nie było nieszczęścia, te małe trzeba przepłaszać znad lotniska. Dlatego sokoły, rarogi i jastrzębie od kilku lat czuwają nad bezpieczeństwem lotów na Balicach. Pieczę nad ich pracą sprawuje sokolnik.
Janusz Oraczewski, safety officer w Międzynarodowym Porcie Lotniczym im. Jana Pawła II Kraków-Balice, mówi tak: - Sokolnikiem nie może być byle kto, przypadkowa osoba wskazana na etat. To musi być pasjonat mający doskonały kontakt z ptakami, a z czasem także doświadczenie lotniskowe. Podczas likwidacji niebezpieczeństwa, sam nie może go przecież stwarzać.
Balicki sokolnik Marcin Bonczar, właściciel prywatnej firmy "Falconry Services" z Brzezinki koło Wadowic, zdaje się więc być właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku.
***
Tak go wychował ojciec, Zbigniew Bonczar, zapalony sokolnik, profesor na Wydziale Hodowli i Biologii Zwierząt Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, członek Krajowego Klubu Sokolników i Ochrony Ptaków Drapieżnych "Gniazdo Sokolników" przy Polskim Związku Łowieckim.
Marcin najpierw jako dziecko przypatrywał się ojcu, a potem, już jako młodzieniec, w połowie lat 90., sam zapragnął mieć drapieżnego ptaka. Pierwszym układanym (bo ptaki się układa, a nie tresuje) przez niego od początku, a więc i pierwszym używanym do samodzielnych polowań był jastrząb gołębiarz.
Z nowoczesnym, komercyjnym użyciem drapieżników, zetknął się dekadę potem, w 2004 r. Opowiada: - Pracowałem jako sokolnik w Kanadzie, na plantacjach borówek amerykańskich pod Vancouver. Mieli tam problem ze szpakami, które potrafiły doszczętnie ogołocić plantację, a radę mogły im dać tylko sokoły.
Był w Kanadzie dwa razy, nawet układał tamte ptaki; prócz niego pracowali tam też inni Polacy oraz Słowacy i Meksykanie. Przywiózł z Ameryki pieniądze i równie cenne doświadczenie.
Ale zanim sokoły pojawiły się nad Balicami, ptaki próbowano odstraszać innymi sposobami. Pracownicy Służby Ochrony Lotniska (SOL) wyposażeni byli w armatki gazowe i pistolety na amunicję hukową i świetlną, których używali doraźnie. Potem zakupiono też elektroniczne generatory odgłosów tzw. ptasiej trwogi; głośniki zaopatrzone w baterie słoneczne rozstawiano na stałe wzdłuż pasa startowego. - Ich skuteczność była raczej mocno ograniczona. Choć odgłosy emitowane były losowo, by ptaki się do nich nie przyzwyczaiły, niektóre w ogóle sobie nic z nich nie robiły. A pustułki i myszołowy to nawet siedziały na głośnikach, brudząc je odchodami i dając dowód ich niewielkiej przydatności - zauważa Janusz Oraczewski.
Dlatego zdecydowano się na drapieżniki i w 2007 r. o pomoc zwrócono się do prof. Zbigniewa Bonczara, a ponieważ nadmiar zajęć nie pozwolił jemu samemu się tym zająć, wskazał na syna.
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
19.05.2012
Plecaki pełne próśb do Czarnej Madonny
W słonecznym skwarze, w ulewnym deszczu każdego roku z ośmiu miast i miasteczek naszego regionu wyruszają pielgrzymki na Jasną Górę. -
19.05.2012
Serce zawsze wędruje z Bogiem
- Dlaczego wierni zamiast wygodnych wakacji wybierają zdzieranie butów dla Pana Boga? -
19.05.2012
Sztuka, projektowanie i dziewczyna z charakterem
-
19.05.2012
Wychowawca Jagiellonów
-
19.05.2012
Kupcy podróżujący i wędrowni
Facebook
GooglePlus
Wykop











Brak komentarzy
Dodaj komentarz