24.12.2011

Święta za klauzurą

Zakonnice utrzymują się z pracy własnych rąk i z ofiar ludzi dobrej woli Fot. archiwum sióstr klarysek

W samym centrum Krakowa, przy ulicy Grodzkiej, mieszkają siostry z zakonu św. Klary. To jedno z najstarszych zgromadzeń żeńskich w Polsce.

Obok ich klasztoru codziennie przechodzą tłumy turystów. Podziwiają odnowione fasady kamienic, kolorowe wystawy. Klaryski nie widzą ani turystów, ani tego, jak zmienia się Kraków. To zakon klauzurowy. Zamknięty. Osoby z zewnątrz nie mają tutaj wstępu. Siostry mogą opuszczać klasztor tylko w wyjątkowych sytuacjach. Np. w dniu wyborów lub gdy są poważnie chore. W przypadku zwykłego przeziębienia przychodzi do nich lekarz domowy. Na miejscu, w klasztorze, mają własny gabinet stomatologiczny. Ostatnio, w czasie obchodów 800 rocznicy urodzin fundatorki klasztoru - bł. Salomei, gości podejmowali w imieniu klarysek bracia z rodziny franciszkańskiej, do której należy zakon św. Klary.

Klasztor klarysek jest odgrodzony od świata murem z białego kamienia. Cele, w których mieszkają, są niewielkie, ale przytulne. Ich wystrój bardzo skromny. Są tam najbardziej potrzebne meble i przedmioty codziennego użytku. Okna cel wychodzą tylko na jedną stronę - na ogród, niewidoczny od strony ulicy. Pytane, czy nie chciałyby czasem móc zerknąć na świat, ludzi, którzy przechadzających się pod murem, kręcą przecząco głową. - To niezgodne z naszą regułą - odpowiadają.

Z krewnymi widują się rzadko. Piszą do nich życzenia na święte, telefonują. - To odosobnienie jest naszą ofiarą, chociaż serce się rwie i czuje potrzebę jedności z bliskimi. Zwłaszcza w takim okresie, jak święta Bożego Narodzenia. Ale tutaj też mamy rodzinę i rodzinne święta. Wspólnie ubieramy choinkę, dzielimy się opłatkiem, modlimy, śpiewamy kolędy, pochylamy nad żłobkiem - opowiada jedna z nich, siostra Elżbieta Sander.

Niechętnie rozmawiają z obcymi

Żeby wejść do klasztoru, najpierw trzeba się umówić z przełożoną, co nie jest łatwe, bo siostry niechętnie rozmawiają z obcymi. Po przyjściu przy klasztornej furcie odbiera się klucz do rozmównicy. Wchodząc do tego pomieszczenia trzeba zamknąć drzwi od środka. Zakonnica, z którą się jest umówionym, siedzi za kratą, zamontowaną w okienku rozmównicy. W ten sposób klaryski spotykają się i rozmawiają nawet z członkami swoich rodzin.

W klasztorze przy ul. Grodzkiej mieszka 36 sióstr. Klaryski są w różnym wieku. Najstarsza ma 95 lat. Jest bardzo sprawna umysłowo, jednak porusza się już tylko po swojej celi. Najmłodsza siostra ma obecnie niewiele ponad dwadzieścia lat. Pomimo surowej reguły, zakony klauzurowe w Polsce nie narzekają na brak powołań. W pozostałych zgromadzeniach żeńskich liczba sióstr systematycznie spada.

Siostra Elżbieta Sander, wydelegowana przez przełożoną klarysek do rozmowy ze mną, ma 40 lat, ale wygląda na trzydzieści kilka. Rumieni się i pochyla głowę, gdy mówię, że jest piękną kobietą, o ujmującym spojrzeniu i ciepłym wyrazie twarzy. Pochodzi z Podkarpacia. Wstąpiła do klarysek mając 20 lat. Zachwyciła ją duchowość franciszkańska, bo "kładzie duży nacisk na życie Ewangelią oraz miłość do wszelkich stworzeń, do drugiego człowieka, do wszystkiego, co nas otacza". - Ale to Pan Bóg nas powołuje i prowadzi takimi drogami, abyśmy trafiły do konkretnego zakonu. Zatem sądzę, że nie ja wybrałam, lecz zostałam wybrana - podkreśla s. Elżbieta.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz