03.12.2011

Pasztet międzypokoleniowy

Niewidzialni opiekunowie niedołężnych seniorów wykonują ciężką, niedocenianą pracę, działając w systemie, którego nie ma.

Fot. Ingimage

2 mln opiekunów w naszym kraju każdego dnia zajmuje się niedołężnymi seniorami ze swej najbliższej rodziny. Należałoby raczej napisać "opiekunek", bowiem starymi schorowanymi ludźmi zajmują się prawie wyłącznie kobiety.

Amerykańscy badacze (D. Raphael, B. Schlesinger) wyliczyli, że od 50 do 75 proc. wszystkich kobiet na pewnym etapie życia, głównie w średnim wieku, podejmuje się roli opiekunek wobec swoich rodziców lub teściów. Robią to z potrzeby serca, z poczucia obowiązku lub z konieczności, bo ktoś musi. Zajmując się swoimi najbliższymi, często są zmuszone do rezygnacji z pracy zawodowej, skazując się na niedostatek na starość. W tym samym czasie pomocy od tych samych kobiet oczekują ich dorastające dzieci. Potrzebują uwagi i dopilnowania podczas ostatnich etapów edukacji, wsparcia na starcie w dorosłe życie, pomocy przy wychowywaniu wnuków.

Pokolenie środka znalazło się w potrzasku między generacjami najstarszą i najmłodszą. Do lamusa odeszły marzenia o tym, że kiedy dzieci dorosną i wyprowadzą się z domu, dojrzali, ale jeszcze nie starzy, rodzice, zamiast śpieszyć się z pracy, by przygotować młodzieży gorący obiad, wysprzątać mieszkanie, by miała komfortowe warunki do nauki, po prostu zjedzą coś na mieście i pójdą teatru. Albo do znajomych na brydża. Albo na pogaduchy przy lampce wina. A na wakacje pojadą w podróż życia. Uratują swój związek, dopóki mają jeszcze siły fizyczne i jakie-takie dochody pozwalające na przyjemności czyniące ich małżeństwo atrakcyjnym. Nic z tego. Jeszcze pomagają usamodzielniającym się dzieciom, kiedy spada na nich ciężar opieki nad coraz bardziej niesamodzielnymi rodzicami i teściami. Dorothy Miller nazwała to pokolenie "sandwich generation". To zazwyczaj pięćdziesięciolatkowie, którzy jak w kanapce znaleźli się między własnymi rodzicami a własnymi dziećmi. Międzypokoleniowy pasztet. Najpierw miotają się między pracą, własnym domem, mieszkaniem rodziców i pomocą przy wnukach. Po jakimś czasie okazuje się, że coraz starszych, coraz bardziej niedołężnych seniorów już nie można zostawić na kilka godzin samych.

Był rok 2006, kiedy podczas porządków przed Bożym Narodzeniem Anna na tapczanie swej mamy odkryła pod prześcieradłem rozgniecione słodycze. Matka od lat mieszkała sama. Przed kim ukryła czekoladki w tak dziwacznym miejscu? Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten wydawałoby się niewinny epizod jest zapowiedzią wywrócenia życia całej rodziny do góry nogami. Diagnoza postawiona po roku od tamtego zdarzenia była bezlitosna: matka Anny cierpiała na alzheimera. Dziś już nie rozumie, co się wokół niej dzieje, nikogo nie poznaje, nie potrafi sama jeść, a jeśli już, to wkłada do ust, co popadnie, nawet ziemię z doniczek. Nie potrafi samodzielnie załatwić czynności fizjologicznych. Nawet posadzona na sedesie nie pamięta, że trzeba zdjąć bieliznę. Na pięć lat przed planowanym przejściem na emeryturę Anna musiała zrezygnować z pracy zawodowej. Pozostawienie matki samej choćby przez kilka minut stało się groźne dla niej i dla otoczenia. Anny nie stać, nawet wspólnie z rodzeństwem, na opłacenie opiekunki. Dom opieki też jest za drogi, zresztą, córce pękłoby z żalu serce, gdyby musiała zostawić matkę w obcym miejscu. Ktoś musiał się poświęcić.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz