19.11.2011

Ptasznik z Beskidu

Zwano go "Ptasznikiem z Beskidu" lub "Samotnikiem z Zalesia". Sam przyznawał: "Ptaki przylatują do mnie jak do św. Franciszka". Odtąd wołano więc za nim także imieniem świętego

Ciągle malował, to było jego zamiłowanie. Duże obrazki, mniejsze i małe też. Tylko ptaki i przyroda. Nigdy nie malował siebie - mówi o Piotrze Kwicie jego starszy brat, Franciszek. Fot. Piotr Subik

Kiedy prezes Stowarzyszenia Artystów fabs Małgorzatę Sidor, spytać, co szczególnie urzekło ją w twórczości Piotra Kwita, odpowie, że ponadczasowość, uniwersalizm i unikatowy warsztat. Że z tych obrazów emanuje coś, co ludzi wrażliwych na sztukę, takich jak ona, porusza.

Małgorzata Sidor to historyk sztuki, malarka z Łodzi, która kilka lat temu kupiła dom w Beskidzie Wyspowym. Z twórczością nieżyjącego już malarza i rzeźbiarza zetknęła się pierwszy raz podczas Dni Gorczańskich w Kamienicy. I od samego początku wiedziała, że człowiek pokroju Piotra Kwita winien mieć muzeum w rodzinnych stronach. Muzeum na razie nie ma, ale pierwszy sukces udało się osiągnąć: o Kwicie zaczęto mówić głośniej niż dotychczas. Nie tylko w Zalesiu, gdzie się urodził; nie tylko w Kamienicy, gdzie pokazywano jego sztukę, ale także w Warszawie, gdzie ma siedzibę Stowarzyszenie Artystów fabs. Nikt z jego członków nie znał go osobiście; mogli co najwyżej odwiedzić jego grób w Zalesiu. Mimo to są zachwyceni dorobkiem Piotra Kwita. I tym zachwytem zarażają innych. - Teraz, gdy patrzę na niego z perspektywy czasu, myślę, że Kwit był trochę jak Nikifor - przyznaje im rację Mieczysław Marek, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Kamienicy.

***

Drewniany dom stoi w osiedlu Sopaty, na stokach rozłożystej góry o nazwie Modyń. Kręta, stroma droga; ubocze. Malowana na niebiesko izdebka z oknem, fisharmonia, na ścianach różańce. Stare, przemodlone, pokryte warstwą kurzu. Obrazek z napisem: "Jezu, ufam Tobie", a obok większy - z cudowną statuą i grotą Matki Bożej z Lourdes w Porąbce Uszewskiej. Do tego pamiątka Pierwszej Komunii Św. Pajęczyny, mnóstwo much; stara koza, żelazny piecyk, która dawno nie dawała nikomu ciepła. Kiedy Mieczysław Marek odwiedzał dom Piotra Kwita po raz pierwszy - w 1997 r., do pokoju, w którym artysta mieszkał sam, wchodziło się za... szafą.

- Pachniało tam słonecznikiem i innymi ziarnami dla ptaków. To była zima, luty; trudno było z Kwitem nawiązać kontakt. To nie był typ gawędziarza, raczej samotnika - wspomina Mieczysław Marek.

A tak Kwita zapamiętała Maria Winkiewicz, bibliotekarka z Kamienicy: - Mężczyzna wysoki, szczupły, skromnie ubrany w jasny płaszcz; zwracał uwagę swoim wyglądem. Małomówny, miał swój świat.

Pani Maria widywała go, gdy wsiadał do pekaesu na przystanku koło remizy w Zalesiu. W drodze do Limanowej w wielkiej torbie nosił obrazy; gdy wracał, wypełniała ją już karma dla ptaków.

Kolekcjonera Leszka Macaka, właściciela "Galerie d'Art Naif" na Kazimierzu, w latach siedemdziesiątych przywiozła do domu Piotra Kwita ówczesna dyrektorka Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce, Maria Bujwidowa. - Ona była kobietą energiczną, głośną, wręcz hałaśliwą; on cichy i zamknięty w sobie. Gdy ją zobaczył, schował się w kącie ze strachu. Kiedy przyjechałem drugi raz, już sam, był zupełnie inny. Zaczął opowiadać o samym sobie, grać na fisharmonii. Kupiłem od niego pierwszego ptaszka, potem brałem je ciągle. Byłem jego jedynym odbiorcą, on nie robił nic na zamówienie - pamięta Leszek Macak.

Przez kilka lat regularnie bywał w Zalesiu. To on przywoził mu winylowe płyty z muzyką poważną - których wspólnie słuchali z adaptera; płacił za niego składki do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Zapewne także on sprawił, że Kwit cenił się dość wysoko. Macak, człowiek z Ameryki, miał podstawową zasadę: nie targował się nigdy z artystami. Artysta mówił trzysta, dostawał trzysta; mówił pięćset - tyle miał. Może Kwit wyczuł, że marszand z Krakowa ma pieniądze... Choć inni twierdzą, że wcale mu na nich nie zależało. Najważniejsze dla niego było, by móc nakarmić ptaki. By miały siłę z nim rozmawiać. Przecież większość życia upłynęła mu właśnie na tym. Drzewo, na którym przysiadały, stoi do dziś. Widok na góry zasłonił garaż.

***

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz