23.12.2010

Kilka heroicznych postaci, jeden naród

O kompleksie i podziwie, fenomenie Jožina z Bažin, oraz Masaryku-playboyu z MARIUSZEM SUROSZEM, autorem książki "Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów", rozmawia Marcin Wilk

Fot. Magda Surosz

- Zacznijmy od stereotypów. Tych niezbyt przychylnych Czechom. Zetknąłeś się z nimi podczas pracy nad "Pepikami"?

- Owszem. Często w wypowiedziach Polaków, którzy z nutką protekcjonalizmu czy nawet pogardy, mówiąc Knedle, Pepiki, Szwejki. Czasem też ostrzej. O Czechach się mówi na przykład, że to tchórze...

- Pytam o to, bo - także w kontekście Twojej książki - wychodzi na to, że Polacy określają swoją tożsamość poprzez różnicę wobec Czechów.

- Prawda jest taka, że zarówno Polacy, jak i Czesi są dwoma narodami, które bardzo kierują się ku Zachodowi. Powinowactwo kulturowe i językowe też nie jest bez znaczenia. Z drugiej strony jest faktycznie coś, co nas wyraźnie różni. Patrzymy na Czechów z protekcją, chociaż jest w tym i kompleks, i podziw. Wyobrażamy sobie, że to nasz młodszy brat. Tymczasem oni nie dość, że są samodzielni, to jeszcze zaskakują nas świetną kulturą.

- I historią.

- Też. Choć i tutaj nie brakuje stereotypów. Bardzo chętnie cytujemy Hansa Franka, gubernatora Generalnej Guberni, który mówił, że w Pradze rozwieszono plakaty z nazwiskami siedmiu rozstrzelanych Czechów, a jemu, gdyby przyszło drukować plakat dla każdego rozstrzelanego Polaka, zabrakłoby lasów... I już z tego wysuwamy wniosek, że tam musiało być super łagodnie. A przecież wcale tak nie było. Brakuje nam niestety elementarnej wiedzy na temat tego, jak naprawdę wyglądało życie podczas wojny. A to jeden tylko przykład z brzegu.

- Z powierzchownego oglądu biorą się stereotypy?

- Dlatego właśnie bardziej przemawia do nas czeskość. Na przykład w reklamie: "moja babiczka pochodzi z Chrzanowa", albo "piwo to piwo, a laska to miłość". Zauważ też, jak zmieniamy tytuły czeskich filmów. "Czeski błąd" Jana Hřebejka w oryginale brzmi "Róża Kawasakiego"; inny film Hřebejka - "Do Czech razy sztuka" w oryginale brzmi "Bezwstydność". Doskonale wiedzą o tym wszystkim marketingowcy. Dlatego czeskość to dla nas lekkie komedie, Vondračkova, Gott...

- I Jožin z Bažin.

- Fenomen! Dla starszych Polaków jest to potwierdzenie stereotypu kultury czeskiej, a dla młodszych - wychowanych na MTV czy innej telewizji muzycznej - pełna egzotyka. Bardzo zresztą atrakcyjna. W efekcie Jožin z Bažin działa i na jednych, i na drugich.

- W swojej książce odbijasz się jednak od tych stereotypów i przybliżasz Czechy od innej strony. Głębszej.

- Jestem historykiem z wykształcenia, ale historia w klasycznej postaci zawsze mnie nudziła. Nie interesował mnie model rozważań: przyczyny-przebieg-skutki. Wolałem zajmować się tym, o czym milczała statystyka: konkretnymi jednostkami. Tak się zresztą robi filmy historyczne - poprzez pojedyncze historie. Tak sobie wymyśliłem swoją książkę. Na pewno nie można nawet powiedzieć, że znalazłem kilka heroicznych postaci i przeniosłem te cechy na cały naród. Kiedy wiemy więcej o pewnych konkretnych osobach, trudniej powiedzieć, że ktoś jest tchórz. Tak to działa.

- Od kogo się zaczęło?

- Od Jana Masaryka. Kiedy byłem studentem filozofii, chciałem napisać pracę magisterską o jego ojcu. Poszedłem do konsulatu w Szczecinie - a było to już po aksamitnej rewolucji, ale jeszcze przed rozpadem Czech - gdzie pani konsul rozłożyła ręce i powiedziała, że jeśli chce pojechać za południową granicę, to muszę sobie wykupić wycieczkę. Pojechałem. Tak się zaczęło. Z czasem okazało się, że Masaryk jawił się nie tylko jako autor słynnych bon-motów, ale na przykład okazał się playboyem, podrywaczem, osobą z lekką chorobą psychiczną, która nie miała zacięcia do polityki, a jednocześnie weszła w nią całkowicie. Do tego stopnia, że śmierć Masaryka stała się symbolem końca demokracji w Europie Środkowej. Przy pracy badawczej nad Masarykiem pojawiło się również wiele wątków pobocznych...

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz