09.09.2010
Sacrum Profanum. Muzyka nas prowadzi - mówi múm
Niedziela, 12 września, godz. 20, Hala Ocynowni Chemicznej Arcelor Mittal Poland
Tegoroczną edycję festiwalu Sacrum Profanum rozpocznie koncert islandzkiego zespołu múm wraz z gośćmi, wśród których będzie m.in. raper L.U.C. Rozmawialiśmy z liderem formacji - Örvarem Þóreyjarsonem Smárasonem.
- Widziałem na Waszej stronie internetowej, że zbieracie od fanów fundusze na nagranie nowej płyty. Aż tak dotknął Was kryzys finansowy w Islandii?
- Sam to dopiero zauważyłem. Myślę, że to raczej żart, który Gunni wrzucił do netu. Kryzys finansowy nie zmienił niczego w naszym kraju. Kiedy system finansowy runął, wszyscy mieliśmy nadzieję, że nastąpią jakieś pozytywne zmiany. Przez media przetoczyła się dyskusja o etyce, o tym, czego oczekujemy od państwa jako społeczeństwo. Ale teraz wszystko znikło. Znów wróciliśmy do materialistycznego sposobu życia, w którym wszystko traktuje się powierzchownie.
- Czy polityczne lub społeczne problemy mają wpływ na Waszą muzykę i teksty?
- Rzeczywistość ma zawsze ogromny wpływ na sztukę, wręcz decyduje o jej kształcie. Chcemy powiedzieć naszym odbiorcom, że jeśli funkcjonowaliby w bardziej otwartym społeczeństwie, mieliby więcej możliwości działania. Teraz jesteśmy ograniczani przez rząd i warunki ekonomiczne, które nam stwarzają politycy.
- To ciekawe - zawsze myślałem, że Wasza muzyka jest zanurzona w świecie wewnętrznym: w wyobraźni, emocjach, snach.
- Nie jesteśmy typowymi eskapistami. Jeśli przyjrzymy się naszemu przekazowi, wyłania się z niego utopijna wizja idealnego obrazu świata, który każdy z nas nosi w sobie. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji twórczości zespołu. Zazwyczaj nie lubimy za bardzo zastanawiać się nad nią i zostawiamy to innym. Dla nas tworzenie muzyki to instynktowny proces.
- Wydaje mi się, że ważnym elementem piosenek múm jest dziecięca wrażliwość. Czy wspomnienia z dzieciństwa mają duży wpływ na to, co robicie?
- Myślę, że tak. Nie jesteśmy ludźmi zakręconymi na punkcie dorastania. Staramy się zachować dziecięcą figlarność i to właśnie często ludzie słyszą w naszej muzyce. Okres dzieciństwa jest niezwykle ważny dla każdego człowieka - wtedy nasze postrzeganie świata nie jest jeszcze skażone cywilizacyjnymi nawykami. Nasza skłonność do żartów wynika więc prawdopodobnie z... naszej dziecinności.
- Wasze wczesne produkcje miały zdecydowanie bajkowy charakter. Mam tu na myśli delikatną elektronikę, dziecinne wokalizy, kruche rytmy. Krytycy nazwali to "emo-troniką". Skąd wziął się pomysł na tak oryginalną muzykę?
- Tak naprawdę to nigdy nie było żadnego pomysłu. Po prostu byliśmy kreatywni - i dzięki temu bez zastanawiania się nad czymkolwiek przeskoczyliśmy wszelkie intelektualne rozważania. Krytycy mieli potem problem, jak to nazwać - "emo-tronika", "indie-tronika", "folk-tronika", nazwy się mnożyły, nawet nie zdołałem ich wszystkich zapamiętać. Dla nas to po prostu muzyka pop.
- Początkowo wykorzystywaliście w dużym stopniu elektronikę, by potem zwrócić się raczej ku akustycznym brzmieniom. Co o tym zadecydowało?
- Podążamy tam, gdzie prowadzi nas muzyka, a nie na odwrót. Nigdy nie nagraliśmy dwa razy takiego samego utworu ani takiego samego albumu. I to jest najbardziej ekscytujące. Kiedy przystępujemy do pracy nada następną płytą, z niecierpliwością czekamy, gdzie tym razem zawędrujemy. A to zawsze jest wielką niewiadomą.
- 1
- 2

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj (1)
Wydrukuj
Wyślij link
Dodaj do
-
09.02.2012
Nie lubimy siedzieć w domu
Rozmowa z PRZEMKIEM ZDUNKIEM, wokalistą grupy The Cuts, która zagra 11.02 w klubie Kazamaty. -
09.02.2012
Astor Piazzolla z przyszłości
Jest rok 3001. W starej, opuszczonej stacji metra w Buenos Aires pojawiają się trzy kobiety o twarzach, któe nie wyrażają nic. Zupełnie nic. -
09.02.2012
Gwiazdy z piosenkami w Teatrze Bagatela
-
09.02.2012
Skandynawska cisza w dźwiękach perkusji
-
09.02.2012
Psychodeliczne papryczki
Blip
Facebook
Flaker
Twitter
Wykop








muffinman
2010-09-14 20:15:05
"Właśnie spotykamy się z muzykami, którzy będą nam towarzyszyć na scenie w Krakowie. Kiedy pojawimy się na niej 12 września wraz z chórem i orkiestrą, postaramy się zamienić ten wieczór w coś magicznego." I jak najbardziej im się to udało :)
Odpowiedz »
Dodaj komentarz