16.12.2011

Pan Tadeusz i jego Drużyna

Trudno wywalczyć wolność, ale jeszcze trudniej codziennie, z mozołem, budować instytucje, które pozwolą tę wolność z sensem wykorzystać ku powszechnemu pożytkowi

Fot. Wojciech Smolak

Kiedy w środku nocy Tadeusz Piekarz wpadł do mieszkania Andrzeja Martynuski "z pilną robotą", zauważył pianino. Musiał zagrać. Na początek - "Mazurka Dąbrowskiego". Ciepło, z uczuciem. Ale zarazem - mocno, zdecydowanie. Niby sprzeczność, ale... Cały on.

Gospodarz trochę się przestraszył. Nie, nie dlatego, że Piekarz pobudził mu dzieci; rodziły się one na dziejowych zakrętach (córka 10 listopada 1981, w pierwszą rocznicę zarejestrowania "Solidarności"), a w miarę powiększania rodziny, malała skłonność Martynuski do nieodpowiedzialnego heroizmu. Sąsiadką z góry była szefowa komórki PZPR w Spółdzielni Mieszkaniowej Wspólnota. Mogła się wściec, a działo się to zimą 1983 roku, zaraz po zawieszeniu - ale nie zniesieniu - stanu wojennego. Niedługo po tym, jak Piekarz warunkowo opuścił komunistyczny areszt.

Andrzej Martynuska nie mógł wtedy wiedzieć, że niespełna dekadę później kolega Piekarz da równie spontaniczny koncert - w Wielkiej Brytanii, na oficjalnej kolacji z dyplomatami, już nie jako ścigany przez władze PRL "wywrotowiec", tylko pierwszy niekomunistyczny wojewoda krakowski.

Nie mógł tego wiedzieć nikt z późniejszej Drużyny Piekarza, która od 21 lat współdecyduje o losach Polski.

Drużyna

Z fotografii sprzed dwóch dekad, wykonanej przez Wojciecha Smolaka, fotografika, który od 1964 roku uwiecznia krakowian, patrzy 21 mężczyzn. - Nasze żony mogłyby napisać książki w stylu Danuty Wałęsowej - mówi pół żartem, pół serio prof. Mirosław Stec, który był wtedy delegatem pełnomocnika rządu ds. reformy administracji. Zdjęcie, jak większość Drużyny, widzi po raz pierwszy. Uśmiecha się na widok bujnych czupryn części kolegów.

Ma jeszcze w ustach smak herbaty, którą pił wczoraj z licealnym przyjacielem Tomaszem Trafasem, konsulem generalnym w Edynburgu. Trafas, absolwent prawa na UJ, wielbiciel muzyki klasycznej, opery, Beskidów i Morza Śródziemnego, był w Drużynie szefem wydziału spraw obywatelskich. Potem tworzył konsulat w Los Angeles, kierował placówką w Londynie.

Z prof. Stecem, współtwórcą polskiej służby cywilnej, przepisów samorządowych i reformy administracyjnej, gawędzimy w budynku Katedry Prawa Gospodarczego Prywatnego UJ przy Olszewskiego. Po sąsiedzku, na pierwszym piętrze Collegium Novum, urzęduje inny członek Drużyny Piekarza, Andrzej Gaczoł - wieloletni wojewódzki konserwator zabytków.

Patrzą z fotografii uśmiechnięci, pełni entuzjazmu. - Tak naprawdę byliśmy przerażeni - mówi senator Janusz Sepioł. Kiedy robiono zdjęcie, istniał wciąż Związek Sowiecki (niebawem wybuchł pucz Janajewa). W Polsce szalał kryzys: puste sklepy, inflacja - w 1989 roku 640 proc., w 1990 - 250!

Ludzie "Solidarności" obiecali to wszystko naprawić. Zbudować struktury niepodległego państwa, stworzyć apolityczną administrację, uzdrowić gospodarkę. Gonić Zachód.

Trudno wywalczyć wolność, ale jeszcze trudniej codziennie, z mozołem, budować instytucje, które pozwolą tę wolność z sensem wykorzystać ku powszechnemu pożytkowi. W województwie krakowskim miała się tym zająć Drużyna. - Nikt z nas nie miał doświadczenia w administracji - zaznacza Janusz Sepioł.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

reformator
2011-12-17 09:33:45

Artykuł ciekawy, jest hołdem dla niestety już nie zyjacego p. Tadeusza. Ponadto ukazuje poczatki karier ludzi w nowej polskiej rzeczywistości. Mozna wyciagać z tego rózne wnioski. Np. pozytywnie trzeba odnieść się do pracowitego i kompetentnego P. Milera, a negatywnie do szefa urzedu pracy. który tak długo kurczowo trzyma sie stołka/jak za PRL/ Po tylu latach jest się hamulcowym zmian. Pora na awans lub emeryture.

Odpowiedz »

Dodaj komentarz