20.12.2011

Teraz "Ukochany Następca"

KOREA PÓŁNOCNA. W sobotę w wieku 69 lat zmarł dyktator Kim Dzong Il. Sąsiednie kraje są poważnie zaniepokojone.

Kim Dzong Il (z lewej) i jego syn, a obecnie następca, Kim Dzong Un Fot. PAP/EPA

Według oficjalnej północnokoreańskiej agencji KCNA, "Ukochany Przywódca" zmarł w sobotę, 17 grudnia o godz. 8.30 czasu lokalnego (0.30 czasu polskiego) w pociągu, podczas podróży po kraju, w rezultacie rozległego zawału serca. Śmierć nastąpiła w warunkach "wielkiego napięcia umysłowego i fizycznego".

Informację o śmierci dyktatora podano dopiero dwie doby później. Podobno nie wiedział o niej nawet zazwyczaj dobrze poinformowany o sprawach sąsiada z północy południowokoreański wywiad. Przypuszcza się, że najbliżsi współpracownicy zmarłego przywódcy potrzebowali czasu, aby potwierdzić sukcesję.

Północnokoreańskie władze ogłosiły żałobę narodową, która potrwa do 29 grudnia. Pogrzeb zaplanowano na 28 grudnia w Phenianie. W całym kraju rozlegną się wtedy armatnie salwy, "lokomotywy i pojazdy" zatrzymają się na trzy minuty i uruchomią syreny. Wszyscy obywatele pogrążą się w trzyminutowej ciszy. Korea Północna nie życzy sobie zagranicznych delegacji żałobnych. Kondolencje do Phenianiu zdążył już przekazać prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.

Kim Dzong Il rządził Koreą od śmierci swojego ojca Kim Ir Sena w 1994 r. Z nastroszoną czupryną, butami na wysokich obcasach, ciemnymi okularami i charakterystycznym strojem był dla świata postacią groteskową, w kraju jednak otaczano go niemal boskim kultem. Oficjalna legenda mówiła, że gdy urodził się 16 lutego 1942 r., choć była sroga zima, zakwitły kwiaty, a "ptaki mówiły ludzkim głosem". Kształcił się w NRD i na Uniwersytecie Kim Ir Sena w Phenianie. Ojciec już w latach 70. przygotowywał go do przejęcia władzy. Oficjalne namaszczenie odbyło się w 1980 r., podczas zjazdu Koreańskiej Partii Pracy, kiedy Kim Dzong Il został wprowadzony do prezydium Biura Politycznego i do Komisji Wojskowej. Jednak fakt, że w kolejnych latach po śmierci ojca nie przyjął jego oficjalnych tytułów, może świadczyć o tym, że miał trudności z umocnieniem władzy. Szefem partii został dopiero w 1998 r. Jako przywódca odciął Koreę od wszelkich wpływów zewnętrznych, rozwijając do absurdu ideę państwa samowystarczalnego. Ogromne środki kierował na rozbudowę armii i program atomowy, podczas gdy miliony obywateli przymierały głodem i cierpiały biedę. Ci, którzy się buntowali, trafiali zaś do okrytych złą sławą obozów pracy. Sam opływał w luksusy i sprowadzane z zagranicy towary. W polityce zagranicznej stosował zasadę nieprzewidywalności, wielokrotnie dopuszczając się zbrojnych prowokacji wobec południowego sąsiada, a dobre relacje utrzymując tylko z Rosją i Chinami.

Następcą zmarłego "Ukochanego Przywódcy" został już wcześniej wyznaczony jego najmłodszy 29-letni syn Kim Dzong Un. Sukcesję poparł zeszłoroczny zjazd partii. Un nazywany "Ukochanym Następcą" został wtedy członkiem Biura Politycznego, a następnie generałem i zastępcą przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej, która de facto rządzi krajem. Teraz Kim Dzong Un stanął na czele komitetu żałobnego przygotowującego uroczystości pogrzebowe ojca.

Zdaniem dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego prof. Edwarda Haliżaka istnieją duże szanse na dekompozycję obozu władzy w Korei Północnej po śmierci Kim Dzong Ila.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Chris
2011-12-24 22:31:35

Jezeli Un chce przejsc do historii jako wielki polityk powinien doprowdzic do uni polnocy z poludniem. To samo zrobili Niemcy i wszyscy byli zadowoleni. Polaczenie najbiedniejszego i najbogatszego kraju Azji powinno rowniez zadowolic tych z prawa i lewa.

Odpowiedz »

Dodaj komentarz