10.03.2010

Tomasz Frankowski: Martwi mnie, że Wisła nie strzela bramek

ROZMOWA. Z "Białą Gwiazdą" wywalczył pięć tytułów mistrza Polski, trzy razy został królem strzelców ekstraklasy. W piątek piłkarz Jagiellonii Białystok zagra przeciwko swojej dawnej drużynie, obecnie pogrążonej w kryzysie.

Wiele lat grali razem w Wiśle, w piątek zagrają przeciwko sobie: Tomasz Frankowski (w jasnej koszulce) i Arkadiusz Głowacki FOT. WACŁAW KLAG

Trzecia porażka z rzędu byłaby dla Wisły katastrofą. Atutem wiślaków może być wielka mobilizacja?

- Myślę, że tak będzie. Już w spotkaniu z Arką wiślacy chcieli zmazać plamę po przegranym meczu w Bełchatowie. Ogarnęła ich jednak jakaś niemoc i nie potrafili wykończyć kilku dobrych sytuacji. Nasza w tym głowa, abyśmy ich nie dopuścili do pozycji strzeleckich i podtrzymali passę meczów Wisły bez zdobycia bramki. Zdajemy sobie jednak sprawę, że będzie to niezmiernie trudne.

Sugeruje Pan taki scenariusz, że Wisła od początku ruszy do ataku, a Wy będziecie się bronić?

- Może tak to wyglądać.

Żeby strzelać bramki, trzeba stwarzać okazje. W meczu ze Śląskiem był Pan za to odpowiedzialny - i spełnił się w roli rozgrywającego. Jak się Pan czuł jako zawodnik kierujący grą?

- Wolę grać bliżej pola karnego, ale wykonuję polecenia trenera. Jeżeli chce, abym bardziej się skupił na rozgrywaniu, to akceptuję jego decyzje.

Andrzej Iwan, który komentował wasze spotkanie ze Śląskiem w telewizji, bardzo Pana komplementował. Po tym meczu powiedział nam, że już wcześniej wiedział, że ma Pan smykałkę nie tylko do strzelania goli, ale również do rozgrywania...

- Andrzej Iwan był jednym z asystentów naszych trenerów w Wiśle. Widocznie więc widział mnie w roli rozgrywającego na boiskach treningowych. Wisła wtedy miała w składzie pomocników takich jak m.in. Ryszard Czerwiec, czy Mirosław Szymkowiak, którzy nie zmuszali mnie do cofania się i rozgrywania piłki. Byłem zawodnikiem kończącym akcje i nawet nieźle mi to wychodziło.

Teraz Pan rozgrywa i strzela. Jakie są jeszcze plusy Jagiellonii?

- Nie za bardzo chcę o nich mówić, bowiem Wisła doskonale zdaje sobie z nich sprawę. A jeśli tak nie jest, to pozna je w piątek. Na pewno mamy wyrównaną kadrę. Proszę spojrzeć na naszą ławkę rezerwowych. W ostatnim meczu ze Śląskiem siedzieli na niej: Kamil Grosicki, Bruno, Dariusz Jarecki oraz Marcin Burkhardt. Taką ławkę rezerwowych chciałoby mieć trzy czwarte ligi.

Tymczasem w Wiśle są kontuzje i na ławce siedzi młodzież...

- Wiadomo, młodzież to przyszłość, ale obecnie w Wiśle i w Jagiellonii przede wszystkim liczy się wynik.

W Wiśle dobrych wyników ostatnio brakuje. Można zaobserwować w tej drużynie tzw. zmęczenie materiału? Trenerowi Maciejowi Skorży skończyły się już pomysły na ten zespół?

- Jestem tak daleko od Wisły oraz Krakowa i mamy tak dużo swoich kłopotów w Białymstoku, że nie mam czasu na analizowanie słabszej gry Wisły.

Może Pan jednak przypuszczać, jakie są przyczyny słabszej postawy?

- Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam charakteru nowych piłkarzy, nie wiem, jak wyglądają treningi, obozy przygotowawcze, nie znam również działaczy, mających tam wpływ na różne rozwiązania. Wiem natomiast, że wspaniała atmosfera panuje w drużynie Jagiellonii, a będzie ona jeszcze lepsza, jeżeli pokonamy Wisłę.

Rozmawiał: PIOTR TYMCZAK

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz