11.12.2009
Bajka o stanie wojennym
Marek Oramus: GALAKTYKA GUTENBERGA
Gdy generał Ślepowron ogłaszał stan wojenny, Jacek Dukaj miał lat siedem; co mógł zapamiętać z dni narodowej traumy? A jednak z wczesnych przeżyć autorów przenika do literatury ogólna atmosfera, w tym wypadku zagrożenia, strachu, "nienormalności".
Podobnie bywało z pisarzami, których dzieciństwo przypadło na czas II wojny i którzy naoglądali się jeszcze gorszych rzeczy niż zmilitaryzowana przemoc. Ale dziecko nie rozróżnia stopni opresji; wszystko wydaje mu się frapujące - po latach dopiero filtruje to się przez doświadczenia człowieka dorosłego.
To, że pisarz kojarzony do tej pory z fantastyką naukową wziął się za stan wojenny, mogłoby wyglądać na wybryk, gdyby nie sposób, w jaki to zrobił. Otóż "Wroniec" jest bajką, która sprawia wrażenie adresowanej do dzieci z pierwszych klas podstawówki: już coś wiedzą o życiu, a jeszcze nie wyparowała z nich całkiem wiara w Świętego Mikołaja. Są więc jakby gotowe na przyjęcie konwencji. Inną kwestią jest reakcja tych czytelników, którzy stanu wojennego zaznali na własnej skórze. A jednak Dukaj broni się i przed tym odbiorcą. Używa znanych z tego okresu elementów i odpowiednio je deformując wytwarza "nowoczesną" scenografię, a przy tym sprawia, że jesteśmy w stanie uwierzyć, iż tak odbijały się w umyśle dziecka.
Występują więc we "Wrońcu" Puchacze-Słuchacze, które obsiadły linie telefoniczne i podsłuchują rozmowy obywateli, są Wojacy-Wroniacy grzejący się wokół koksowników, Maszyna-Szarzyna wywabia z ludzi kolory, a Gaz rozpylony przeciw demonstrantom pożera miasto jak żywa istota. Milicjanci to u Dukaja Milipanci (od Miły Pan), ZOMO to MOMO, pałowanie odchodzi na wielką skalę, w kolejkach stoją Stacze, a Członki (w domyśle: PZPR) plenią się na plenach. Pozycjoniści - pan Oporny i pan Oporniejszy - mają oporniki w brodach, brwiach i włosach, a pan Naj-oporniejszy nigdy na nic nie powiedział "tak". Siły represyjne reprezentują Podwójni Agenci (wszystko mówią dwa razy), Szpicle, Tajniaki i Bubeki. Dukaj często stosuje gry językowe; najbardziej udany wydał mi się Złomot, czyli jakby machina do pałowania. W jej nazwie ukryty jest i łomot, jaki spuszczano demonstrantom, i złom, z którego ten czołg do bicia się składa, i zło, jeśli szukać na siłę.
Mały chłopiec, któremu nocą zabierają rodziców, babcię i siostrę, w poszukiwaniu ich zwiedzi całą jaruzelską Polskę i oprowadzi po niej czytelnika. Właściwie fabuły tu nie ma, tylko seria spotkań z rozlicznymi fenomenami tego świata. Od ukazanej tym sposobem rzeczywistości Dukaj idzie do mechanizmu zniewolenia: w centrali, gdzie rządzi Wroniec, zbiegają się nici decyzyjne całego systemu. Wszyscy karnie pracują dla Wrońca, mającego postać olbrzymiego kruka, a rolę okruchu szkła, który odmienił Andersenowego Kaja z "Królowej Śniegu", pełnią czarne pióra wbijane w czoła i w serca. I choć łatwo z odmieńców zdjąć klątwę, świecąc im w oczy kawałkiem Ameryki, cały ten ponury system na razie działa sprawnie. Ale z doświadczenia wiemy, że były to jego ostatnie podrygi.
Wynalazczość autora w dziedzinie deformacji stanu wojennego oceniam pozytywnie; pewne pomysły wydały mi się znakomite, inne dyskusyjne. Mocarny robotnik socjalistyczny raczej nie powinien nosić nazwiska Beton, bo to kojarzy się z betonem partyjnym, lecz syn jego na usługach Wrońca już zwie się jak trzeba. Całe to panopticum obraca się przed naszymi oczami, choć podczas lektury miałem uporczywe wrażenie, że czytam scenariusz do gry komputerowej, nie powieść. Być może tak należy to pokazywać młodym doby obecnej, a może tak się to wdrukowało do pamięci autora.
W tym roku dni tygodnia układają się identycznie jak przed 28 laty, kiedy generał Jaruzelski bulgocącym głosem ogłaszał wprowadzenie stanu wojennego: trzynastego przypada w niedzielę. Jaruzelski, mianowany przez bezkrytyczne media "twórcą" i "architektem" stanu wojennego, we "Wrońcu" występuje tylko jako migawka na ekranach telewizorów. Całkiem słusznie, nie ma co demonizować pionka w machinie. Wroniec to nie była osoba, tylko zjawisko, epoka polityczna - system, jak się mówiło wtedy.
Jacek Dukaj, Wroniec, Wydawnictwo Literackie 2009, cena 39,90 zł.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
Dodaj do
-
04.02.2012
Codzienność Jezusa i chrześcijanina
Gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1, 35) -
03.02.2012
Egzamin z ludzkiej solidarności
Wojna wypowiedziana narodowi przez Wojciecha Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 r. przekreśliła rozbudzone w sierpniu 1980 r. nadzieje Polaków. -
02.02.2012
Myśliciel z przesłaniem dla współczesności
-
02.02.2012
Całe szczęście, że nie tylko hałasy polityczne liczą się na tym świecie
-
01.02.2012
Kolejna biała plama została usunięta
Blip
Facebook
Flaker
Twitter
Wykop















Brak komentarzy
Dodaj komentarz