16.02.2012
Ile kosztuje suwerenność?
Maciej Brachowicz*
Za sprawą niedawnych szczytów Unii Europejskiej, mających ratować strefę euro oraz całą Unię, a także za sprawą słynnej mowy berlińskiej ministra Sikorskiego, wróciła w Polsce debata nad pojęciem suwerenności w dobie globalizacji i integracji europejskiej.
Choć właściwie nie wiadomo, czy wróciła, bo chyba nigdy na poważnie się nie zaczęła. Przynajmniej w okresie bezpośrednio poprzedzającym akcesję brak było rzetelnej debaty nad znaczeniem suwerenności, gdyż ta miała być już we współczesnym świecie przeżytkiem. Przypomnijmy zatem, czym taka suwerenność może być.
Suwerenność równa się podmiotowość
Ci, którzy przekonują nas o niestosowności powoływania się na kategorię suwerenności bardzo lubią przywoływać jej początki i pierwotne brzmienie. W tym celu wracają często do XVI-wiecznego francuskiego prawnika, Jeana Bodina, który uchodzi za ojca tego pojęcia. A wiadomo, że był to okres absolutyzmu, krwawych wojen religijnych, prześladowań, początków kolonializmu itp. Czasy te raczej nie kojarzą nam się dobrze, wydają się wręcz zaprzeczeniem obecnej pokojowej koegzystencji narodów europejskich, wymiany handlowej, swobodnego przemieszczania się dóbr, kapitału i przede wszystkim osób. Łatwo zatem szufladkuje się osoby mówiące o suwerenności jako tęskniące do dawnej epoki i z zasady sprzeciwiające się osiągnięciom współczesności.
Taki dobór przeciwnika jest zupełnie chybiony. Nie znam nikogo, kto tęskniłby za suwerennością w jej pierwotnym znaczeniu, a osób mówiących o potrzebie zachowania suwerenności znam sporo. Być może jednak trafniej byłoby posługiwać się inną kategorią, bardziej przystającą do obecnych czasów, tj. podmiotowością, która pozbawiona jest militarystyczno-absolutystycznego posmaku ciągnącego się przez wieki za suwerennością. Będę się upierał, być może z pewnym lekceważeniem dla ustaleń nauk politycznych, że dziś te pojęcia są tożsame.
Spróbujmy zdefiniować podmiotowość. Podmiotowość naszego państwa (społeczeństwa) gotów jestem rozumieć jako "nieskrępowaną możliwość kształtowania jego polityki i życia publicznego na bazie decyzji obywateli polskich oraz swobodny rozwój gospodarczy i cywilizacyjny, zgodny z ich wolnościami, wolą i wypracowanymi przez nich środkami, które nie są zawłaszczane przez ośrodki zewnętrzne, i których wytwarzanie nie jest ograniczane wbrew interesom Polski" (P. Żurawski vel Gra-jewski: Stać nas na podmiotowość, "Rzeczy Wspólne" nr 6, s. 18). Jaki możemy mieć problem z taką definicją? Czy naród polski, tak jak każdy inny, nie zasługuje, aby móc się cieszyć takimi możliwościami?
Oczywiście podstawowy problem wiąże się z pierwszym słowem definicji: "nieskrępowaną". Czyż przystępując do UE sami się nie skrępowaliśmy? Owszem, ale naród wyraził na to zgodę w referendum. Czy dobrze to rozumiał? Być może nie, ale tu dochodzimy do problemu zarysowanego we wstępie.
Jak oddawaliśmy suwerenność
Przyznam, że okres przystępowania do UE był dla mnie osobiście znaczącą cezurą. Z dosyć nieświadomego, podążającego bezwolnie za opiniotwórczym establishmentem studenta przemieniłem się w osobę znacznie bardziej krytyczną wobec wygłaszanych opinii. A dużą zasługę w tym miała nachalna propaganda na rzecz akcesji, której szczytowym osiągnięciem był chyba felieton Ludwika Stommy w "Polityce", gdzie autor nawoływał do przystąpienia do UE, bo... "tam też są dobrzy ludzie". Wszędzie są dobrzy ludzie, w Układzie Warszawskim też byli, ale mimo to nam tam za dobrze nie było.
- 1
- 2
- 3
- następna »
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
-
21.05.2012
Rodzina Bosaków. Kwintesencja losu Żydów.
Nazywam się Józef Bosak. Urodziłem się 18 XI 1919 r. w Krakowie jako syn Leona i Estery Bosaków. -
14.05.2012
"Miękka siła" rządzi Europą
- Przeprowadzona niedawno w Krakowie debata miała odpowiedzieć na pytanie: kto rządzi dziś Europą? Zatem, kto rządzi strukturą polityczną określaną mianem Europy? -
07.05.2012
Starcie dwóch wizji we Francji
-
04.05.2012
Matura nie jest obiektywna
-
04.05.2012
Dwieście stron dziękczynienia
Facebook
GooglePlus
Wykop














Brak komentarzy
Dodaj komentarz