06.02.2012

Straciliśmy

Liliana Sonik: CAŁY TEN ZGIEŁK

W ciągu kilku dni straciliśmy Wisławę Szymborską, profesora Andrzeja Gaberle i profesora Andrzeja Szczeklika. Mówi się, że Kraków poniósł niepowetowaną stratę. To oczywiście stwierdzenie prawdziwe, ale zimne, nieangażujące.

Moja pierwsza lektura Szymborskiej: w szkole podstawowej wiersz o nauczycielce, która zginęła ratując dzieci. Miałam 13 lat i od tej pory pamiętam te zdania; nie weryfikuję w żadnym tomiku, czy pamiętam dokładnie. "A ty dokąd, tam już tylko ogień i dym/ tam jest czworo cudzych dzieci, idę po nie..." I ostatnie zdania: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono/ mówię to wam ze swego nieznanego serca".

Wiersze Szymborskiej stawały się tekstami przebojów. Dziś kołaczą w zakamarkach pamięci, ponieważ odsłoniły - lub nazwały - jakiś kawałek rzeczywistości. Lapidarnie, bez gadulstwa. Wbrew opiniom - to poezja twarda, kryształowa, tylko pozornie ciepła. Poznałam osobiście Szymborską w roku 1978, gdy reprezentując Studencki Komitet Solidarności wybrałyśmy się do niej po podpis wspierający opozycyjną inicjatywę TKN. Drzwi otworzył Kornel Filipowicz i zaraz wyszedł. Wysłuchała, co z pasją opowiadałam. I podpisała.

"Kolega Filipowicz też by podpisał, ale myślał, że przyszły początkujące poetki". "Czy ja wyglądam na poetkę?" "O, tak wyglądasz" - odpowiedziała z tym ścichapęk błyskiem w oku. Filipowicz podpisał.

Zanim poznałam prof. Andrzeja Szczeklika, słyszałam o nim od francuskich lekarzy. Miał mnóstwo publikacji w najbardziej prestiżowych naukowych pismach zagranicznych; przebąkiwało się o Noblu z medycyny dla niego. Czy miał realne szanse? Nie wiem. Polskie laboratoria nie mają takich możliwości badawczych jak bogate zespoły naukowe Zachodu. Jak na dzisiejsze czasy, Andrzej Szczeklik był też chyba zbyt wszechstronny, zbyt renesansowy. Skończył szkołę muzyczną, ale interesował się też literaturą, filozofią, religią; otrzymał zresztą nagrodę TOTUS za "świadectwo głębokiego humanizmu, inspirowane nauczaniem Jana Pawła II". Studenci go lubili. Miał dla nich czas. Miał też czas dla chorych. Jak to robił, skoro tak dużo pisał? Na tych łamach recenzowałam jego książki o medycynie dla ludzi. Te książki były dla ludzi i medycyna, którą uprawiał była dla ludzi. Zabierał też głos w wielkich sporach. Ale dyskretnie, bez hałasu. Trochę jak w "Dezyderatach" śpiewanych w Piwnicy pod Baranami, którą tak lubił: "unikaj głośnych i napastliwych; są udręką ducha". Należał do tych profesorów, którzy potwierdzają sens zanikającego modelu Mistrza. W świecie migotliwym, rozhuśtanym i niepewnym, w świecie wiedzy narastającej tak szybko, że nawet komputery mają kłopot z byciem na bieżąco - Szczeklik - internista i humanista - "wiedział". Wszyscy studenci medycyny w Polsce uczyli się, a większość lekarzy nadal korzysta w swej praktyce, z "małego Szczeklika" i "dużego Szczeklika" - corocznie przez autora weryfikowanego i aktualizowanego.

W informacjach dnia krótka wzmianka, że zmarł krakowski profesor. Poza tym rytualna młocka. Pomyślałam, że odmóżdżenie jest chorobą cywilizacyjną. Przewlekłą i rozpowszechnioną. Encyklopedia mówi, że choroby społeczne ograniczają możliwość wykonywania podstawowych zadań życiowych, są trudno wyleczalne, stanowią problem dla całego społeczeństwa.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz