25.06.2011

Paranoicy w walce o prawdę i sprawiedliwość...

"Wszystkie rysy jego osobowości zostały przez sowieckich diagnostów zdeformowane. Tam, gdzie oni widzieli natręctwo myślowe, my zobaczyliśmy wytrwałość. Tam, gdzie oni dopatrywali się urojeń, my spostrzegliśmy zdrowy rozsądek. Gdzie oni dopatrywali się braku rozwagi, tam my znaleźliśmy wyrazistą konsekwencję. I tam, gdzie oni diagnozowali patologię, my napotykaliśmy zdrowie duchowe" - napisali amerykańscy lekarze w ekspertyzie psychiatrycznej Petra Hryhorenki, sowieckiego dysydenta, jednego z inicjatorów powołania Komisji Roboczej do Badania Psychiatrii do Celów Politycznych działającej przy Moskiewskiej Grupie Helsińskiej od 1977 roku.

W Związku Sowieckim psychiatria stała się jednym z narzędzi walki z garstką dysydentów. Odmawiającym zeznań i niechcącym się pokajać, śledczy KGB grozili wprost: "Do wariatkowa ci spieszno?". I często to wystarczało. Do "wariatkowa" - "psychuszki" trafiało się przez budzący grozę Instytut Psychiatrii Sądowej im. Serbskiego w Moskwie, gdzie prof. Pieczernikowa lub prof. Kosaczow czekali z diagnozą "paranoidalny rozwój osobowości" oraz uzasadnieniem, iż "szczególnie często idee »walki o prawdę i sprawiedliwość« rodzą się u osobników o strukturze paranoidalnej" a "stany pieniacko-paranoidalne zniekształcają prawną świadomość jednostki". Na psychikę chorego zaś wielki wpływ ma "opętanie obroną »deptanych« praw". Natomiast prof. Andriej Snieżniewski stworzył nową jednostkę chorobową: "schizofrenię bezobjawową".

Końskie dawki haloperidolu okazały się skuteczniejsze niż druty łagrów. Jeden z najsłynniejszych sowieckich dysydentów Władimir Bukowski zauważył: "W bardzo krótkim czasie dziesiątki osób uznano za niepoczytalne - z zasady najbardziej zaciętych i konsekwentnych działaczy. To, czego nie były w stanie dokonać wojska Układu Warszawskiego, więzienia, łagry, przesłuchania, rewizje, pozbawianie pracy, szantaż i straszenie - to wszystko dzięki psychiatrii stało się faktem".

Nim to nastąpiło, sowiecki przywódca Nikita Chruszczow pytał w 1959 roku: "Czy choroby i zaburzenia psychiczne mogą występować u niektórych ludzi w społeczeństwie komunistycznym?" i odpowiadał twierdząco, dodając: "A wobec tego, mogą też istnieć przestępstwa charakterystyczne dla ludzi chorych umysłowo".

W Rosji istniały one już wcześniej. Car Mikołaj I po przeczytaniu wiersza Lermontowa "Na śmierć poety" powiedział "nakazałem staremu lejb-medykowi Gwardii, żeby odwiedził tego pana i zaświadczył, że jest obłąkany, a wtedy rozprawimy się z nim zgodnie z prawem". Natomiast po lekturze "Listów filozoficznych" Czaadajewa stwierdził, iż ten "cierpi na pomieszanie zmysłów" i w obawie o "chorobowy stan nieszczęśnika" rząd "w swej trosce i ojcowskiej opiekuńczości" zalecił "by nie wychodził z domu i zaopatrzony był w darmową pomoc lekarską". "Leczenie" trwało rok... Gorszy był los Katarzyny Panowej. Odpowiadając, czy przestrzega prawa powiedziała, iż "podczas wojny polskiej modliłam się za Polaków, bo oni walczyli o wolność". Orzeczono, iż ma ona "zaburzone władze umysłowe" i trafiła do zakładu dla obłąkanych.

W Związku Sowieckim, jeżeli po latach propagandowego, totalnego, codziennego "prania mózgów": udowadniania, iż komunizm jest najdoskonalszym z systemów oraz że Boga nie ma, nadal pojawiali się ludzie mający odmienne zdanie, to musieli być agentami obcych państw lub obłąkanymi. W sytuacji, gdy niewygodnie było wytoczyć im procesy, uwięzić w łagrach, czyniono z nich psychicznie chorych. I to okazywało się skuteczniejsze.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Piotr Przyjałkowski
2011-06-25 12:51:22

Miałem okazję poznać pana doktora Szarka osobiście i byłem in plus zaskoczony jego skromnością, jeśli czym ubogaconą, to urokiem osobistym. Skąd zatem u niego pewien radykalizm opinii? Pozwolę sobie zacytować jeden ze swoich wpisów z portalu poświęconego lustracji i weryfikacji naukowców PRL: >. I odpowiedź czytelnika... ,, ty jednak jesteś psychicznie niezrównoważony ''. http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/

Odpowiedz »

Dodaj komentarz