25.06.2011

Paranoicy w walce o prawdę i sprawiedliwość...

Petro Hryhorenko był sowieckim generałem, pracownikiem naukowym akademii wojskowej, autorem licznych publikacji. Po przemianach 1956 roku dojrzał nie tylko fikcję komunistycznego systemu, ale doszedł do wniosku, iż nie wolno milczeć. Zaczął krytykować władze, napisał kilka ulotek kolportowanych wśród znajomych studentów i oficerów. Piętnował biurokrację, brutalne tłumienie robotniczych wystąpień m.in. w Nowoczerkasku, Tbilisi. Aresztowany przez KGB odmówił złożenia samokrytyki, co miało uchronić go od wyroku. W takiej sytuacji postawiono go przed komisją psychiatryczną, która zdiagnozowała u niego "paranoidalny rozwój osobowości, powstały u osoby z psychopatycznymi rysami charakteru" i skierowała na przymusowe leczenie do "szpitala psychiatrycznego specjalnego typu". Został także zdegradowany do stopnia szeregowca. Pozostałych aresztowanych uznano za "znajdujących się pod wpływem umysłowo chorego"... Tuż po odejściu Nikty Chruszczowa, w 1965 roku, którego był krytykiem, został uznany za "wyleczonego" i zwolniony z "psychuszki".

Nie zerwał z działalnością opozycyjną, ale nawiązał kontakty z innymi dysydentami, stając się z jednym z ich najaktywniejszych działaczy (m.in. angażował się na rzecz praw Tatarów krymskich), za co ponownie znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. W jego obronie pisano listy, petycje, a na Zachodzie ukazała się jego książka "Myśli wariata". W 1977 zezwolono mu na wyjazd do USA i odebrano obywatelstwo. Na własną prośbę stanął przed komisją lekarzy amerykańskich, którzy uznali, iż jest zdrowy. Już po jego śmierci, diagnozę tę w 1991 roku, po upadku komunizmu, potwierdzili psychiatrzy rosyjscy. Przywrócono mu stopień generalski, a dziś w Kijowie jest aleja jego imienia...

Hryhorenko na swej dysydenckiej drodze spotkał w "psychuszcze" - jednego z najsłynniejszych sowieckich dysydentów Władimira Bukowskiego, "leczonego" tam na "psychopatię typu paranoidalnego" i uznanego za "niepoczytalnego" za wykonanie kilku kopii książki Milovana Dżilasa "Nowa klasa". Bukowski nie tylko sam trafiał do łagrów i "psychuszek", ale stawał w obronie w ten sposób represjonowanych m.in. Hryhorenki, Natalii Gorbaniewskiej ("niepoczytalność"), Walerii Nowodworskiej ("niepoczytalność"). Doskonale poznał praktyki stosowane w Instytucie im. Serbskiego, gdzie dr Danił Łunc "nigdy nie zrobi fuszerki - nie to co inni. Cóż prostszego - skompletowałeś »swoją« komisję i stempluj diagnozy, nie trzeba się wysilać. I oto wczorajszy komisarz polityczny otrzymuje diagnozę »wrodzony idiotyzm«, a nienaganny dotychczas działacz partyjny - »alkoholizm II stopnia«. Łunc tak potrafił dobrać diagnozę do właściwej osoby, takie fakty wygrzebać, tak przygotować psychologicznie swego podopiecznego, że nawet komisji międzynarodowej można go zaprezentować" - pisał Bukowski w "I powraca wiatr...".

Dokumentował on przypadki wykorzystywania psychiatrii do walki z dysydentami. Nikt z psychiatrów nie chciał pod nazwiskiem zakwestionować orzeczeń wydawanych w Instytucie im. Serbskiego. Wszyscy się bali. "Zdarzali się, naturalnie młodzi psychiatrzy, bez stopni tytułów, zdecydowani wystąpić otwarcie, ale nie miało to sensu. Co warte są ich opinie w porównaniu ze zdaniem szacownych profesorów, członków Akademii Nauk?". Jeden z owych "młodych", lekarz Siemion Głuzman zdecydował się pomóc Bukowskiemu i wspólnie napisali "Podręcznik psychiatrii dla nieprawomyślnych", opracował także orzeczenie w sprawie Hryhorenki. I za to dostał 7 lat łagrów i 3 zesłania...

Jarosław Szarek

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Piotr Przyjałkowski
2011-06-25 12:51:22

Miałem okazję poznać pana doktora Szarka osobiście i byłem in plus zaskoczony jego skromnością, jeśli czym ubogaconą, to urokiem osobistym. Skąd zatem u niego pewien radykalizm opinii? Pozwolę sobie zacytować jeden ze swoich wpisów z portalu poświęconego lustracji i weryfikacji naukowców PRL: >. I odpowiedź czytelnika... ,, ty jednak jesteś psychicznie niezrównoważony ''. http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/08/franciszek-ziejka-rektor-ktory-ma-dowod-na-niewinnosc-w-swoim-rekopisie-znalezionym-w-garazu/

Odpowiedz »

Dodaj komentarz