09.12.2010

Hity kampanii

KAMIL SOKOŁOWSKI*

Kampania wyborcza to żniwa publicystów, to najprawdziwsza orgia kreatywności wizualnej, językowej i koncepcyjnej. Ale z konsumpcją kampanijnych ciekawostek warto poczekać do okresu powyborczego, wtedy bowiem można się nimi delektować bez lęku przed posądzeniem o medialne machinacje, które miałyby na celu wspieranie tych czy innych sił politycznych.

Miasto, masa, maszyna

Jednym z hitów tego sezonu było z pewnością niemal peiperowskie podejście do reguł języka polskiego, którym popisał się sztab pana Stanisława Kracika. "Inwestując z głową - stać nas na więcej" - mówił plakat wyborczy kandydata na urząd prezydenta miasta Krakowa. "Korzystając z imiesłowu - czasownik w stronie biernej nie może być używany!" - płakali mi jednak w rękaw poloniści przechodząc oczywiście natychmiast, masowo i automatycznie na stronę sprawdzonego prezydenta.

Z drugiej strony ten futurystyczny manewr spowodował ponoć zaskakująca woltę po stronie młodej krakowskiej lewicy (tak, tak - jest coś takiego!). Nie obeszło się, rzecz jasna, bez cyklu spotkań w szerokim (ok. 9 osób) gronie i zażartych dyskusji. Ostatecznie jednak ustalono, iż obok tak jawnego podrywu metodą "na zrywanie z opresywnymi regułami" nie sposób przejść spokojnie i zgodzono się przyjąć zaloty. Stanisław Kracik dostał zatem owych 8 głosów (jeden z aktywistów musiał pilnie wyjechać do Chile). Nie miało to jednak, jak się okazuje, żadnego wpływu na wynik, ponieważ prof. Jacek Majchrowski zachował czujność i zrównoważył ten efekt zaskarbiając sobie poparcie krakowskiego UPR i WiP. Sprawa nie była prosta, wymagała bowiem obiecania tzw. kolibrom szaletów, koszów na psie kupy, umarzania podatku od spadków a także jednego okienka. Przyrzeczenia jednak padły, zapewne po długich targach, co oznacza, po pierwsze, że szalety są już ante portas, po drugie zaś, że obydwa omawiane fronty poparcia zniosły się nawzajem.

Dementi apriori

Z żalem trzeba jednak stwierdzić, że stolica polskiej kultury nie stanęła na wysokości zadania i dała się wyprzedzić - gdy idzie o nowatorskie podejście do kampanii - Polsce B. Na rozgrzewkę odnotujmy prawdziwy hit poligraficzny: błąd w imieniu kandydata do sejmiku wojewódzkiego, ochrzczonego na wszystkich billboardach, literami wielkości sporego psa, "Bodganem". Platon w dialogu "Fedon" twierdził, że ostateczna utrata czci kwalifikuje się jako powód do odebrania sobie życia. O ile dotyczy to również honoru zawodowego, należy zadbać, aby dialog ten nie wpadł w ręce twórców plakatu.

Literówka jest jednak niczym w porównaniu z jedynym chyba w historii polityki przypadkiem zabiegu, który pozwalam sobie nazwać dementi apriori. Otóż, w ostatnim dniu wolnym od (idiotycznego) zjawiska ciszy wyborczej, kandydatka na urząd burmistrza jednego z podkarpackich miast i jego obecna burmistrz zarazem opublikowała na Youtube oświadczenie. Kandydatka stwierdziła w nim, że od osób związanych ze sztabem jej konkurenta otrzymała wiadomość, zgodnie z którą tuż przed zapadnięciem ciszy wyborczej miały zostać upublicznione oszczercze informacje na jej temat. Ponieważ termin publikacji wybrano perfidnie w taki sposób, aby nie było czasu na ich zdementowanie, pani burmistrz zaprzeczyła im zatem profilaktycznie i z góry.

Boska interwencja

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz