02.09.2010

Połowa drogi. Polacy w służbie dyplomatycznej UE

Raport Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych na temat obsady stanowisk szefów delegatur Unii Europejskiej w przededniu powołania Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych stał się powodem ożywionej debaty w polskich mediach. Dziennikarze szybko powiązali brak Polaków wśród kandydatów na szefów delegatur UE z efektywnością polskiej dyplomacji i oceną byłego szefa UKIE Mikołaja Dowgielewicza. Czy słusznie?

Treść udostępnionego raportu PISM pokazuje fatalne położenie nowych państw członkowskich Unii Europejskiej w strukturach dyplomacji UE. Potwierdziły się obawy, że w niektórych obszarach mamy ewidentnie do czynienia z Unią dwóch prędkości. Dominacja starych państw UE nie jest zaskoczeniem, jednak niepokoi sytuacja w której rząd Francji z jednej strony oznajmia, że wraz z tworzeniem delegatur UE nie widzi potrzeby zamykania własnych placówek dyplomatycznych, a z drugiej strony uzyskuje największą narodową reprezentację na stanowiskach szefów wspomnianych delegatur UE.

Minister Mikołaj Dowgielewicz, były szef UKIE a obecnie sekretarz stanu w MSZ, twierdzi w wywiadzie udzielonym dziennikowi "Rzeczpospolita", że "wybór kandydatów na stanowiska ambasadorskie będzie się odbywał na podstawie oceny kompetencji kandydata". Trudno wierzyć w rzetelny konkurs kompetencji, jeżeli kandydat na ambasadora do Moskwy nie mówi po rosyjsku, a do Pekinu po chińsku. Co więcej, kluczowe z punktu widzenia polskiej polityki zagranicznej stanowiska na obszarze postsowieckim obejmą głównie kandydaci z południa Europy.

Minister Dowgielewicz tłumaczy, że "Polacy mieli mniejsze szanse, bo każdy musiał przepracować w centrali dwa lata, zanim wyjechał na placówkę zagraniczną". Jeżeli faktycznie obowiązuje reguła 2 lat stażu na wysokim stanowisku w Komisji, to winą rządu jest, iż nie naciskał, aby ta reguła nie obowiązywała nowych państw członkowskich. Nasz lobbing musiał być też niewystarczający, skoro nawet Litwinom, mającym zaledwie 8 pracowników w DG Relex - kiedy Polska ma 36 - udało się wywalczyć miejsce ambasadora UE w Afganistanie.

Wiele przykładów z dotychczasowej praktyki wysokich urzędników UE pokazuje, że szereg zasad przyjętych w Brukseli, to nie zasady prawne w znaczeniu ścisłym, lecz zwyczajowe, czytaj "często pomijane". Przykładem nietransparentnej nominacji jest choćby casus Jose Manuela Barroso, który w lutym 2010 roku powołał na przedstawiciela UE w Waszyngtonie byłego szefa własnego gabinetu, Joao Vale de Almeida, czym wywołał irytację Catherine Ashton, nowo wyłonionej Wysokiej Przedstawiciel Unii Europejskiej ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Warto zaznaczyć, że Almeida zastąpił na tym stanowisku byłego premiera Irlandii, Johna Brutona.

Zgodnie z zakresem obowiązków, umieszczonym na stronie internetowej MSZ, Minister Dowgielewicz "odpowiada za problematykę zatrudniania obywateli polskich w instytucjach i agendach Unii Europejskiej". Problem w tym, że minister Dowgielewicz jest adwokatem w swojej sprawie. Trudno spodziewać się, że czekając na decyzję Catherine Ashton, dotyczącą jego kandydatury na jedno w wyższych stanowisk w UE, będzie skutecznie lobbował w sprawie innych polskich kandydatów. Dodatkowo, jako urlopowany pracownik Komisji Europejskiej, jest w bezpośredniej zależności od swojego byłego (przyszłego?) pracodawcy. Na marginesie, warto przypomnieć, że minister Dowgielewicz jest odpowiedzialny za stan przygotowań Polski do prezydencji w Radzie UE, kiedy powszechnie wiadomo, iż jest gotów przed prezydencją porzucić swoje obecne stanowisko. W tym samym czasie członkowie polskiego korpusu prezydencji muszą podpisywać umowy zobowiązujące ich do pozostania na stanowisku do zakończenia prezydencji.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz