12.03.2010

"Wyzwoliciele" i "terroryści"

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają

Gen. Leopold Okulicki nie ufał sowieckim gwarancjom bezpieczeństwa, jednak pod naciskiem zgodził się na udział w rozmowach. Nie mylił się - rozmowy okazały się kolejnym oszustwem. Dla sowieckich generałów potwierdzenie bezpieczeństwa rozmów oficerskim honorem było tylko narzędziem osiągania politycznych celów. W poufnych raportach do Berii Sierow od razu pisał o toczących się rozmowach: "Plan ten jest obliczony na aresztowanie kierownictwa pięciu partii politycznych, wchodzących w skład rządu podziemnego, wicepremiera Jankowskiego, a także aresztowanie przedstawicieli partii tworzących podziemną «Radę Jedności Narodowej»".

27 marca 1945 r. Sierow meldował do Moskwy: "Zgodnie z waszymi dyrektywami podjęliśmy środki, mające na celu aresztowanie głównych przywódców podziemnych organizacji. [...] Dzisiaj, 27 marca, odbyło się «spotkanie wstępne» naszego przedstawiciela z [wicepremierem Rządu RP Janem Stanisławem] Jankowskim, [Przewodniczącym RJN Kazimierzem] Pużakiem i [Komendantem Głównym AK gen. Leopoldem] Okulickim, którzy po krótkiej rozmowie zostali przywiezieni do nas pod pretekstem prowadzenia pertraktacji. [...] Jutro, 28 marca, wszyscy delegaci «Rady» i osoby im towarzyszące zostaną odwiezieni, zgodnie z Waszym poleceniem, na miejsce «narady». O ilości uczestników «narady», którzy zostaną aresztowani, poinformujemy was dodatkowo".

Wyzwolenie od wolności

Wszystkich potajemnie wywieziono do Moskwy. W ten sposób faktycznie wyeliminowano z życia politycznego przedstawicieli państwowych struktur Rzeczypospolitej Polskiej, którzy w sposób naturalny byli predestynowani do rozmów w sprawie tworzenia rządu. Na placu boju został w gruncie rzeczy sam Mikołajczyk. W pewnym sensie Stalin już wtedy pokazał, że nie będzie kontynuacji Rzeczypospolitej. Przedstawiciele Polski mieli być zniszczeni jako "terroryści". Po pełnej likwidacji RP można było przystąpić do budowy nowego państwa, stalinowskiego.

MACIEJ KORKUĆ

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz