11.03.2010

Samorząd zadań czy samorząd potrzeb?

8 marca Jerzy Buzek i Marek Woźniak, marszałek wielkopolski, zainicjowali w Poznaniu kampanię społeczną pod hasłem "Odrodzenie ducha - budowa wolności". Słowa te, wyjęte z eseju nieodżałowanego i wciąż zapoznanego krakowskiego filozofa Mirosława Dzielskiego (1949-1989) stanowią dobry punkt wyjścia do refleksji nad kondycją polskiego samorządu.

Wolność zaczęła się wcześniej

Przypadająca w tym roku 20. rocznica jego odrodzenia wkrótce zostanie zagłuszona przez nadciągające kampanie wyborcze; warto więc wykorzystać chwilę względnej ciszy, aby spojrzeć na naszą samorządność od strony obywatelskiej.

Jerzy Buzek zrobił to podczas poznańskich uroczystości. Zabrał tam głos jako osoba blisko związana z licznymi organizacjami obywatelskimi, dlatego nie omieszkał wspomnieć, że polska wolność zaczęła się nie w roku 1989, ale dziesięć lat wcześniej, podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Tę konstatację wypada docenić, czyni ją bowiem polski ewangelik, prominentny działacz opozycji, który europejską politykę zna od podszewki i który zapewne wie, że sam Jan Paweł II opisując tamte przemiany w encyklice Centessimus annus, całą uwagę skupił na odważnych i nad wyraz dojrzałych działaniach obywatelskich w chwili przełomu. Czas zatem, żeby ci obywatele, niezależnie od światopoglądu, docenili jego rolę w okresie wcześniejszym i dostrzegli w nim także obywatela, równego pośród równych, który za nich i w ich imieniu upomniał się podstawowe ludzkie prawa.

W czerwcu 1979 r. Polska stała się areną aktywności obywatelskich idących w miliony, łączących praktycznie wszystkie środowiska, a nadto przecinających w poprzek bezduszne struktury państwa, czego ówczesne władze jeszcze długo nie były w stanie zrozumieć. Ci, którzy wtedy rzucili się w wir pracy przy obsłudze pielgrzymki, rok później założyli "Solidarność", a z chwilą upadku komunizmu podjęli pracę w nowym samorządzie, który siłą ich entuzjazmu i nowych podstaw prawnych odzyskał swój właściwy kształt. Przestał być delegaturą partii odpowiedzialną za trwanie idei rewolucyjnej w terenie, a stał się reprezentacją i nadzieją samych obywateli.

Bez czego nie ma samorządności

Wskazanie momentu narodzin polskiej samorządności jest kwestią fundamentalną. Nie chodzi tu bowiem tylko o interpretację faktów, ale o stałe tworzenie przestrzeni obywatelskiej, bez której samorządność nie może się udać. Stara katolicka doktryna społeczna sięgająca swoimi korzeniami dorobku Arystotelesa zawsze utrzymywała, że republika nie jest ani wcześniejsza, ani późniejsza niż dobro pojedynczych obywateli, a zatem rozwija się równolegle z każdym z nich z osobna. Dlatego w gminie, w której zabrakło wolnych ruchów i stowarzyszeń obywatelskich nie można liczyć na zdrową samorządność, a gdyby nawet ta jakimś cudem nagle się zjawiła, pozbawiona wsparcia i kontroli obywatelskiej niechybnie ulegnie korupcji. Nie uda się ona także tam, gdzie burmistrz zapytany o liczbę stowarzyszeń zaangażowanych w wykonywanie zadań publicznych, jest w stanie wskazać jedynie Ochotniczą Straż Pożarną i przedszkole prowadzone przez siostry zakonne. A przecież siły i roli stowarzyszeń obywatelskich nie można mierzyć jedynie ilością podejmowanych zadań publicznych, bo dla rozwoju regionu i gminy równie ważna jest ich zdolność rozpoznawania nowych potrzeb i problemów, a następnie przekładania ich na język społecznej debaty na długo nim staną się one przedmiotem ustaw czy rozporządzeń. Dlaczego zatem w tak wielu polskich miastach i gminach społeczeństwo obywatelskie nie odradza się i nie rozkwita podczas dobrze przygotowanych festynów, świąt dzielnicy lub osiedla, akcji charytatywnych, masowych imprez rekreacyjnych lub choćby wigilii dla ubogich, takich jak ta, którą od lat świętujemy w Krakowie?

Tak się rodzi wspólnota

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz