10.03.2010

Dokąd karetka ta jedzie (2)

Andrzej Kaczmarczyk, Mateusz Paulo*

Niektórzy pacjenci z zawałem serca i udarem mózgu zamiast do specjalistycznych placówek transportowani są najpierw do SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy), a dopiero potem (czasem tą samą karetką) do miejsca, gdzie można udzielić im rzeczowej pomocy.

Ten kombinowany transport, trwający nawet do 4 godzin, skutkuje kalectwem pacjenta, a czasem jego śmiercią. Taką sytuację opisała niedawno "Gazeta Wyborcza". Redakcja naszego portalu przeczytała te teksty z zadziwieniem, gdyż już rok temu dokładnie opisaliśmy owe wady transportu medycznego w artykule: "Dokąd karetka ta jedzie".

Nie powstały standardy

Minął rok i nic się nie zmieniło. Jedną z przyczyn zamieszania są niejasne uregulowania zawarte w Ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym. W artykule 44. jest bowiem napisane czarno na białym, że każdego pacjenta należy zawieźć zawsze bezpośrednio do najbliższego SOR lub też do szpitala wskazanego przez dyspozytora medycznego. Natomiast art. 45. stwierdza, że jeśli stan pacjenta jest na tyle poważny, że w SOR nie otrzyma niezbędnej pomocy, to trzeba go zabrać bezpośrednio do jednostki wyspecjalizowanej w udzielaniu pomocy adekwatnej do schorzenia. O tym, czy stan jest wystarczająco poważny, aby jechać do szpitala specjalistycznego, czy też wystarczy zawieźć chorego do SOR, należy zadecydować w oparciu o standardy postępowania, o których mowa w art. 43 wspomnianej ustawy. Problem w tym, że takie standardy do dziś nie powstały, choć ustawa pochodzi z 2006 roku i nawet była już nowelizowana. Przy braku standardów jedynie z lekarz będący na miejscu zdarzenia może zdecydować o transporcie pacjenta wprost do szpitala specjalistycznego. Tu jednak mamy nowy problem. Blisko 2/3 karetek to tzw. zespoły podstawowe, w których jeżdżą tylko ratownicy medyczni, a oni, w myśl ustawy, mogą podjąć decyzję jedynie w oparciu o ciągle nieistniejące standardy.

O brakujące standardy postępowania, o których mówi art. 43 Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym pytaliśmy w Ministerstwie Zdrowia już rok temu.

- Obecnie trwają prace nad nowelizacją ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (DZ. U. Nr 191, poz. 1410, z późn. zm.). Projekt nowelizacji został przygotowany przez zespół powołany przez ministra zdrowia. W trakcie prac zostały zaproponowane zmiany w art. 43 ust. 1 ustawy dotyczącym standardów postępowania, jak również szereg innych zmian mogących mieć wpływ na te standardy. W tej sytuacji opracowanie i wydanie obwieszczenia w przedmiotowej kwestii będzie możliwe po wprowadzeniu stosownych zmian w ustawie - brzmiała odpowiedź Jakuba Gołąba, ówczesnego rzecznika prasowego Ministerstwa Zdrowia. Minął rok, zmienił się rzecznik prasowy, nie zmienił się natomiast minister i nie zmieniła się sytuacja w kwestii standardów postępowania. Wysłaliśmy więc kolejne pytanie do Ministerstwa Zdrowia i czekamy na odpowiedź...

Gorzej i drożej

Chory system transportu chorego z zawałem ma się więc dobrze. Tylko chory ma się gorzej. Kluczowe dla skutecznego leczenia zawałów serca jest pierwsze 90 do 120 minut od pierwszych objawów. Potem trwałe zmiany w organizmie są większe. Zwiększa się także ryzyko śmierci. Ponieważ wielu pacjentów powiadamia pogotowie z opóźnieniem, dotrzymanie tego krótkiego terminu i tak bywa trudne, ale nonsensowny transport w pełni to uniemożliwia.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz