24.01.2012

Kto powinien płacić za ratunek w górach?

Fot. Ingimage

KONTROWERSJE. Najprawdopodobniej jedynymi, poza zdrowotnymi, konsekwencjami dla turystów, którzy noc z soboty na niedzielę, pomimo przestróg ratowników GOPR, spędzili na Babiej Górze, a potem ponownie wezwali ich na pomoc, będą mandaty za... biwakowanie w parku narodowym.

Od lat o potrzebie wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla turystów górskich mówią ratownicy TOPR i GOPR. Bo mimo że służby te dofinansowywane są z budżetu MSW, to tylko w ok. 50-60 proc., co oznacza, że resztę pieniędzy muszą zdobyć same. Gdyby koszty akcji ratunkowych pokrywały firmy ubezpieczeniowe, ratownikom w Tatrach, Beskidach i na Jurze Krakowsko--Częstochowskiej łatwiej byłoby dopiąć budżety. Tak dzieje się m.in. na Słowacji, w Czechach i w krajach alpejskich. Np. na Słowacji odpłatność za prowadzenie akcji poszukiwawczych i ratowniczych wprowadzono w połowie 2006 r. Płacą tylko ci, którzy się nie ubezpieczyli.

- Jadąc w góry poza Polskę, nawet nie zastanawiamy się nad tym, że musimy się ubezpieczyć. Wykupienie polisy to taki sam nawyk, jak zabranie dobrych butów, kurtki czy plecaka. A w Tatrach jest tak, że kiedy spadnie się z grani w jedną stronę, ratunek przychodzi za darmo, kiedy w drugą - za akcję trzeba zapłacić - zwraca uwagę Edward Lichota, zastępca naczelnika TOPR.

- Były starania o wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia, ale nie było woli decydentów. A my, ratownicy GOPR, jesteśmy zbyt małą grupą nacisku. Takie ubezpieczenie to naprawdę niewielkie pieniądze, a akcji, jak ta na Babiej Górze, prowadzimy w roku bardzo dużo. I wszystkie są drogie - nie ukrywa Aleksander Chruściel, szef wyszkolenia GOPR.

Kilkudziesięciogodzinna akcja ratunkowa na Babiej Górze, w której udział brało ok. 60 goprowców, mogła kosztować 200 tys. zł. W sobotę wieczorem ruszyli oni na pomoc grupie 29 turystów, którzy zabłądzili w śnieżycy, a w niedzielę sprowadzali siedmiu członków tej samej grupy, którzy zdecydowali się biwakować nocą w górach. Pięć z tych osób Straż Babiogórskiego Parku Narodowego ukarała mandatami - po 200 zł każdy.

- Prowadzone będzie też postępowanie w sprawie ewentualnego narażenia uczestników wycieczki na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu - mówi aspirant Anna Gąsiorek--Rezler z Komendy Powiatowej Policji w Suchej Beskidzkiej.

Piotr Subik

piotr.subik@dziennik.krakow.pl

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Turysta - terrorysta
2012-01-25 14:28:50

Niepojęte, co to za ludzie dziś wybierają się w góry! Może to ci młodzi wykształceni, co to nasłuchali się hasła "Róbta, co chceta". Bo jak wytłumaczyć, że 27 osób wzywa pomocy GOPRu, a potem ta sama grupa w jakiś niepojęty sposób wbrew zasadom się dzieli na dwie grupy, gdyż część z nich stwierdza, że pomocy wcale nie potrzebuje. Mało tego, kilka osób postanawia pomimo zagrożenia (w końcu ich koledzy zostali uratowani przez ratowników) biwakować w górach. Biwak też organizują w sposób rzeczywiście interesujący, skoro GOPRowcy muszą iść także po nich. O łamaniu przepisów parku narodowego przynudzać już nie chcę (zresztą jeśli ktoś nawet decyduje się je złamać, to również trzeba "geniusza", który biwakuje tak, że wpada wprost w ręce strażnikom parku; nie mówiąc o tym, że można było biwakować po stronie słowackiej, też niby nielegalnie, ale raczej bez szans ewentualnych represji).

Odpowiedz »

mrówka
2012-01-24 13:13:31

Jedna akcja na Babiej Górze i nagle wali się budżet. No cóż, jest okazja to od razu uruchamia się media. Takie czasy. Ale co robi GOPR na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej, chyba liczy kuropatwy i bażanty. Lawiny schodzą tu tylko z drzew i dachów - zimą. W okresie letnim zdarzają się czasami jakieś wypadki, ale te głównie obsługuje pogotowie ratunkowe i straże ochotnicze pożarne. Te tereny trudno nazwać górskimi, choć tu i ówdzie leży kamień na polu.

Odpowiedz »

Turysta - terrorysta
2012-01-24 12:43:05

Czegoś nie rozumiem. Albo wzywali pomocy goprowców, albo biwakowali awaryjnie bo się zgubili (więc żądanie mandatu byłoby w tym wypadku bezzasadne), albo też biwak mieli zaplanowany i pomocy nie wzywali (w tym wypadku należy się mandat, ale co ma do tego GOPR?).

Odpowiedz »

kowalski
2012-01-24 09:46:44

A niby to dlaczego obowiązkowe. Najlepiej by było rozwiązać te grupy goprowskie a zostawić tylko TOPR. Przecież oni generują tylko koszty. W okresie zimowym powinien byc zakaz wychodzenia w góry wysokie.Jeśli ktoś wychodzi to na własne ryzyko, a nie będą inni rozsądni turyści i społeczeństwo płacić.

Odpowiedz »

Stan
2012-01-24 16:55:25

Wszystko się robi na własne ryzyko. Najlepiej zakazać wszystkiego. Zakazy kojarzą się z poprzednią i obecną komuną!

Odpowiedz »

Dodaj komentarz