18.03.2010

Krakowski Sąd Okręgowy powstrzymał lichwiarzy

PRAWO. Żądał 200 tys. złotych odsetek od 30 tys. zł pożyczki. W majestacie prawa zajął dom i firmę - warte ponad milion. Powstrzymał go dopiero krakowski Sąd Okręgowy.

Fot. Theta

- Temida uratowała mi życie - mówi wzruszony Władysław Żądłowski, który przekonał się, jak wyglądają "szybkie pożyczki" - na 100 procent rocznie.

Sędziowie I Wydziału Cywilnego Krystyna Gajda i Grzegorz Mazur wydali wyroki, które nie tylko "uratowały życie" Władysławowi Żądłowskiemu z Bibic, ale mogą być ważne dla tysięcy zadłużonych u lichwiarzy Polaków. Lichwa, choć formalnie zakazana, ma się bowiem w Polsce świetnie.

Firmy udzielające "szybkich pożyczek" obracające setkami milionów złotych, odbierające ludziom dorobek życia, w ostatnich miesiącach rozkwitły. Pomógł im kryzys, bo wielu Polaków popadło w finansowe tarapaty. Wprowadzone niespełna pięć lat temu antylichwiarskie przepisy są sprytnie omijane. Sądy i prokuratury są wobec tego procederu przeważnie bezradne.

Krakowscy sędziowie pokazali, że nie musi tak być. Rozpatrując przypadek producenta soków spod Krakowa - zdemaskowali sztuczki stosowane przez firmy pożyczkowe. I powiedzieli lichwie - "nie".

Jak działają lichwiarze? Metoda pierwsza. Chcesz pożyczyć 30 tys. zł. Lichwiarz daje pieniądze, ale w spisanej u notariusza umowie stwierdza, że pożyczyłeś 45 tys. zł. Odsetki wynoszą rzekomo 0,5 proc. miesięcznie. Całą kwotę z odsetkami masz oddać po 6 miesiącach. W rzeczywistości w 45 tys. złotych - aż 15 tys. zł stanowią odsetki: 8 proc. miesięcznie, czyli 100 proc. rocznie. Cała operacja ma na celu ominięcie wspomnianej ustawy.

Metoda druga. W umowie pożyczki jest napisane, że jeśli nie oddasz długu w terminie, zapłacisz odsetki karne w wysokości 8 proc. miesięcznie. Lichwiarz (z pomocą notariusza) jako zabezpieczenie spłaty ustanawia hipotekę na twoim majątku. Wpadasz w pułapkę. Odtąd nie możesz wziąć pożyczki w banku ani niczego sprzedać. Gdy zbliża się termin spłaty, błagasz lichwiarza, by zwolnił choć część hipoteki, ale on tego nie zrobi. Jego cel jest jasny - chce zagarnąć twój majątek.

"Sąd podziela pogląd, iż zastrzeżenie odsetek wynoszących 100 proc. w skali roku było sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Pozwany wykorzystał przymusową sytuację [pożyczkobiorcy]. (...) Liczył na zysk, który należy uznać za niegodziwy" - napisał sędzia Grzegorz Mazur w uzasadnieniu wyroku w sprawie Żądłowskiego.

Sąd, wbrew temu, co zapisano w umowie, uznał, iż Żądłowski pożyczył jedynie 30 tys. zł (a nie 45 tys. zł), zaś odsetki to nie 85 tys. zł, lecz ok. 20 tys. zł.

W innym procesie sędzia Krystyna Gajda orzekła, że odsetki, jakich domagał się pożyczkodawca, są "niezgodne z zasadami współżycia społecznego" i zmniejszyła je ponadtrzykrotnie! Sędzia powołała się na wskazówki Sądu Najwyższego. Ten wyrok już się uprawomocnił.

Jeszcze niedawno Władysław Żądłowski bał się, że straci dom, firmę, dorobek rodziny.

Bali się też jego bliscy, którzy poręczyli dług. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Odmieniły ją wyroki krakowskiego Sądu Okręgowego.

Na początku stulecia Żądłowscy rozkręcili firmę produkującą świeże soki warzywne i owocowe.

Władysław sam wymyślił sposób pakowania, nawiązał kontakty z odbiorcami - sklepikami, barami, bufetami. Produkcja rosła: z 40 do 3 tysięcy porcji dziennie. Produkty trafiały m.in. do krakowskich szpitali i klinik.

wydrukuj wyślij

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz