18.02.2010

Radosne ostatki

Anna Woźniakowska: Z SALI KONCERTOWEJ

Jest laureatem międzynarodowych konkursów, uznanym wirtuozem cenionym przez kompozytorów, którzy - tak jak Witold Lutosławski - powierzali mu prawykonania swych utworów. Jest również szacownym pedagogiem kształcącym pokolenia polskich skrzypków. Z równym powodzeniem uprawia działalność solistyczną i kameralistykę. Jego rozległy repertuar obejmuje utwory od baroku po współczesność, a każdy utwór w jego wykonaniu ciekawi i wzrusza.

Bo Krzysztof Jakowicz - o nim mowa - jest przede wszystkim wspaniałym, wrażliwym artystą kochającym muzykę. Emanując tą miłością do sztuki, potrafi nią zarazić słuchaczy. Muzyka potrzebna mu jest do życia jak powietrze, traktuje więc ją z szacunkiem, ale bez zbytniego namaszczenia. Cieszy się nią i tą radością lubi dzielić się z innymi. Dowodem tego był wtorkowy koncert w sali Filharmonii Krakowskiej, w ramach którego Krzysztof Jakowicz wraz z zespołem Kameleon i Sinfoniettą Cracovią przedstawił pokaźną porcję muzyki pisanej do filmów - głównie o miłości - przez wybitnych specjalistów tego gatunku twórczości.

Zgrabne aranżacje tematów od Henryka Warsa i Zygmunta Karasińskiego po Gorana Bregoviča były dziełem Hadriana Tabęckiego. Jednak nie tylko muzyczna materia przypominająca piękne filmowe obrazy (m.in. Parasolki z Cherbourga, Kobietę i mężczyznę, Love story, Ojca chrzestnego) i dawne wzruszenia, nie tylko bardzo dobra gra septetu Kameleon i krakowskiej orkiestry prowadzonej przez Roberta Kabarę, były interesujące dla słuchaczy.

Bohaterem wieczoru był niewątpliwie Krzysztof Jakowicz tańczący, przypominający fraszki Sztaudyngera i teksty Przybory, bezpretensjonalną konferansjerką nawiązujący świetny kontakt z publicznością, ale przede wszystkim grający z pasją i polotem, z sentymentem należnym tego rodzaju muzyce, ale bez ckliwości. Sądzę, że dla artysty interpretacja tematu z Nocy i dni jest równie ważnym zadaniem jak wykonanie sonaty Bacha, bo i tu, i tam angażuje go bez reszty.

We wtorek Krzysztof Jakowicz, mówiąc o Bohumilu Hrabalu, przypomniał jego słynne zdanie, iż świat nie jest piękny dlatego, że jest taki rzeczywiście, ale że my go takim widzimy. Wtorkowy koncert był swoistą lekcją postrzegania urody świata. Rzadko nam się to zdarza, warto więc ten radosny nastrój ostatków zachować jak najdłużej.

wydrukuj wyślij dodaj do dodaj do

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz