18.01.2010
Tekst, którego nie widać
KSIĄŻKI. Kraków stał się europejskim centrum popularyzacji liberatury
Już samo otwarcie tej książki nastręcza nieco trudności. Trzy połączone grzbiety, złożone niczym mapa, otwierające się z różnych stron. Ale i po otwarciu lektura okazuje się niezbyt łatwa. Tekst tworzą czcionki o różnym kroju, wielkości, grubości. Do tego rysunki i ornamenty, drukowane białym kolorem na czarnym tle. Tak na pierwszy rzut oka prezentuje się książka "Oka-leczenie" Zenona Fajfera i Katarzyny Bazarnik, najnowszy reprezentant tzw. liberatury, publikowanej przez krakowską Korporację Ha!art w specjalnej serii, poświęconej właśnie literackim eksperymentom.
Liberatura to taki rodzaj literatury, w którym istotny jest nie tylko tekst. Autor myśli całością książki, komponuje ją w najdrobniejszym szczególe. Zawarte w książce rysunki, jej typografia, układ, format oraz sam tekst stanowią nierozerwalną całość. - Książki liberackie z reguły można czytać czy wręcz rozszyfrowywać na wiele sposobów, wymagają od czytelnika aktywności intelektualnej, sporego niekiedy wysiłku - mówi twórca terminu "liberatura" Zenon Fajfer, który wraz z Katarzyną Bazarnik tworzy, bada i popularyzuje ten rodzaj pisarstwa.
Takie też jest "Oka-leczenie", które można czytać na wiele sposobów. Jak każdy tekst, po kolei, by nie rzec: po bożemu. Ale po odczytaniu tylko pierwszych liter słów tego widzialnego tekstu pojawi się tekst niewidzialny. Z niego w analogiczny sposób wyłoni się kolejny, aż do poziomu najwyższego, który tworzy jedno, ostatnie, słowo. Można też, jeśli ktoś potrafi - czytać wszystkie warstwy równocześnie.
Praca nad tym tekstem zabrała autorom niemal całą ostatnią dekadę XX wieku. - W roku 2000 książka ukazała się w prototypowym nakładzie 9 egzemplarzy. To pozwoliło zainteresować "Oka-leczeniem" literaturoznawców, ale nie dawało możliwości dotarcia do szerszego grona czytelników. Poszukiwaliśmy zatem drukarni, która podjęłaby się druku i oprawy, nastręczających spore techniczne trudności - wspomina Zenon Fajfer. Nakład książki, liczący 1001 egzemplarzy, oprawiany ręcznie, od kilku tygodni opuszcza drukarnię sukcesywnie.
Sam termin "liberatura" został ukuty przez Zenona Fajfera, ale podobne eksperymenty edytorskie mają długą tradycję. Liberaturą w pewnym stopniu była już słynna "Gra w klasy" Julio Cortazara, którą można czytać na kilka sposobów. "Po bożemu", czyli tak jak została wydrukowana; wedle alternatywnej, zaproponowanej przez autora kolejności rozdziałów; a nawet metodą chybił trafił.
W roku 2008 nakładem Ha!artu ukazała się powieść "Nieszczęśni" B.S. Johnsona, awangardowego angielskiego pisarza (zm. 1973), złożona z kilkunastu składek umieszczonych w pudełku, które - poza pierwszą i ostatnią - można czytać w dowolnej kolejności. Liberaturą jest "Sto tysięcy miliardów wierszy" francuskiego poety Raymona Queneau (zm. 1976), które w opracowaniu Jana Gondowicza Ha!art opublikował w tymże 2008. Każda linijka wiersza wydrukowana jest na osobnym pasku, które takoż można czytać w niemal dowolnej kolejności, tworząc sobie kolejne wersje wiersza (nawet zmiana jednego wersu powoduje powstanie nowego utworu). W ten sposób 10 wyjściowych sonetów staje się swoistą machiną do produkcji wierszy, których lektura zajęłaby - tak przynajmniej twierdzą wydawcy - jednemu człowiekowi 200 mln lat.
Termin "liberatura" powstał dokładnie przed 10 laty. Od tego czasu zdobył już sobie silną pozycję w teorii literatury, nie tylko polskiej. - W roku 2009 byliśmy w Bristolu na konferencji dotyczącej funkcjonowania książki w XXI wieku. Okazało się, że referenci powoływali się m.in. na nasze teorie - mówi Zenon Fajfer. W tym roku Katarzyna Bazarnik i Zenon Fajfer wybierają się do Belfastu na sympozjum poświęcone związkom słowa i obrazu.
Liberatura ma szansę uratować książkę przed zagładą, jaką przyniesie jej - by może coraz łatwiejsza digitalizacja. - Tekst można utrwalić cyfrowo na różnego rodzaju nowoczesnych czytnikach. Ale książka, sama w sobie będąca dziełem sztuki, zdigitalizować się nie da. Kto wie, może to jest szansa na przetrwanie książki, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni? - zastanawia się Zenon Fajfer.
Włodzimierz Jurasz
Spotkanie promujące "Oka-leczenie" odbędzie się 20 bm. o godz. 18 w krakowskim Bunkrze Sztuki. Także w Krakowie (ul. Karmelicka 27) czynna jest czytelnia liberatury. Szczegóły na www.liberatura.pl.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj
Wydrukuj
Wyślij link
Dodaj do
-
04.02.2012
Paralele, demony, pragnienia
Jakże inaczej, obarczone czasem ostatecznym, brzmi to zdanie: "To była sesja poświęcona polskim poetom - Szymborska, Miłosz, Herbert, Zagajewski. Kiedy Elżbieta zaczęła czytać wiersz Szymborskiej "Pochwała siostry" (...) to sala zamarła".... -
04.02.2012
Poezja spod śniegu
O tej uliczce pisałem już w różnych okolicznościach i w różnych porach roku. Poselska... Na tym odcinku zwłaszcza od Plant do Grodzkiej... A dla mnie wciąż, jakby poza strefą realności sytuowana? I coraz więcej argumentów potwierdza tę... -
03.02.2012
Górecki na liście przebojów
-
03.02.2012
Miłość i namiętność w Operze Krakowskiej
-
03.02.2012
Jakie płyty kupowaliśmy najchętniej w ubiegłym roku
Blip
Facebook
Flaker
Twitter
Wykop


















Brak komentarzy
Dodaj komentarz