17.02.2012

Największe hity taneczne

Kylie Minogue - Fot. EMI Music Poland

Przed nami ostatni weekend tegorocznego karnawału. Czas więc na taneczne szaleństwa do białego rana! To najlepsza okazja, aby spróbować wytypować dziesięć nagrań z historii muzyki pop, które moglibyśmy uznać za największe przeboje do tańca? Oto nasze propozycje – zgadzacie się z nimi?

Bee Gees „Stayin` Alive”

Kiedy w drugiej połowie lat 70. hollywoodzcy producenci zaczęli pracę nad filmem „Gorączka sobotniej nocy”, moda na disco powoli odchodziła do lamusa. Obraz reżyserowany przez Johna Badhama miał stanowić podsumowanie szaleństwa trwającego w Ameryce od początku dekady. Zaangażowany do głównej roli John Travolta tańczył na planie do starych nagrań Steviego Wondera i Boza Scaggsa. Producent Robert Stigwood nie był z tego zadowolony i zwrócił się z propozycją napisania oryginalnej muzyki do tria Bee Gees. Bracia Gibb nie byli wtedy w dobrej sytuacji – od trzech lat nie wylansowali żadnego przeboju, a ich dawne produkcje sprawiały wrażenie archaicznych. Postanowili więc odświeżyć swoje brzmienie – efektem tego okazały się trzy piosenki: „Stayin` Alive”, „Night Fever” i „How Deep Is Your Love”. Kiedy film wszedł na ekrany, z  miejsca okazał się wielkim przebojem na całym świecie. To sprawiło, że moda na disco odżyła – wykraczając poza granice Stanów Zjednoczonych. Każda z piosenek Bee Gees trafiła na pierwsze miejsce najlepiej sprzedających się singli w Ameryce. A „Stayin` Alive” do dziś pozostaje hymnem subkultury disco.

Village People „Y.M.C.A.”

W 1977 roku francuski producent Jacques Morali spotkał się ze swym przyjacielem, wokalistą Victorem Willisem i powiedział mu: „Miałem sen, że zaśpiewałeś na moim albumie i stał się on bestsellerem”. Uwiedziony wizją bajecznego sukcesu dwaj partnerzy zaczęli wspólne występy, powołując do życia grupę Village People. Jej nazwa pochodziła od nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village, zamieszkiwanej przez znaczną społeczność gejowską. Kiedy pierwsza płyta duetu stała się popularna, Morali wpadł na pomysł, aby poszerzyć skład projektu. W tym celu dał do prasy ogłoszenie: „Poszukujemy mężczyzn macho do zespołu: wymagane umiejętności taneczne i wąsy”. Z tłumu, który zjawił się na przesłuchaniach, francuski producent wybrał pięciu osobników. Każdy z nich został wystrojony w inny kostium – Indianina, kowboja, policjanta, żołnierza i robotnika budowlanego. Stroje te zostały oczywiście zainspirowane przebraniami noszonymi przez bywalców gejowskich dyskotek. I wtedy przeboje posypały się jak z rękawa: „Macho Man”, „In The Navy”, a przede wszystkim – „Y.M.C.A.”. Morali cieszył się jednak sukcesami swego projektu tylko przez ponad dekadę – w listopadzie 1991 roku zmarł w Paryżu na AIDS.

Boney M „Daddy Cool”

Spośród europejskich krajów muzyka disco największą popularnością cieszyła się w Niemczech. Jej centrum znajdowało się w Monachium, gdzie działał producent Frank Farian. W grudniu 1974 roku nagrał on utwór „Baby Do You Wanna Bump?”, w którym za pomocą studyjnych sztuczek uzupełnił swój wokal kobiecym chórkiem. Zafascynowany australijskim serialem detektywistycznym „Boney”, opublikował kompozycję pod szyldem Boney M. Ponieważ nagranie stało się przebojem, Farian został zasypany ofertami klubowych koncertów. Cóż było robić – monachijski producent musiał naprędce zorganizować fikcyjny chórek, który wsparłby do podczas występów. Przetasowania w składzie trwały kilka miesięcy, aż w końcu jego skład ustabilizował się na tyle, że Farian w ogóle wycofał się z koncertów, oddając pole tancerzowi Bobby`emu Farrellowi oraz trzem wokalistkom – Liz Mitchell, Marcii Barrett i Maizie Williams. Pierwszym przebojem tego składu okazał się „Daddy Cool”. Utwór powstał w zabawny sposób. Nudząc się w studiu, Farian zaczął wystukiwać długopisem na zębach chwytliwy rytm. Nagrał te dźwięki i z czasem rozwinął w pełną kompozycję. Potem przyszły inne hity – choćby „Rasputin”, „Ma Baker” czy „Rivers Of Babylon” – ale i tak to właśnie „Daddy Cool” pozostał największym przebojem Boney M.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.



Waszym zdaniem

Brak komentarzy

Dodaj komentarz