29.01.2010
Każdy gest był zaplanowany
ROZMOWA. Z TOMASZEM ŁYSAKOWSKIM o wizerunku premiera
Premier bez trudu jest w stanie błyskawicznie przejść od "wytoczenia wojny" do pogodnego uśmiechu. Wizerunek Tuska trochę się nam "rozlewa". Jednocześnie niemal wszystkie jego nagle zwroty są doskonale przygotowane od strony marketingowej. Zdjęcia: Radek Pietruszka (PAP)
Jak wypadł wczoraj premier Donald Tusk, gdy ogłosił, że nie będzie walczył o prezydenturę?
- Profesjonalnie, ale niezbyt autentycznie. Poza widocznym zdenerwowaniem przesadnie gestykulował, do tego stopnia, że momentami widz bardziej niż na słowach skupić się mógł na jego rękach czy szerzej - mowie ciała. W życiu jest tak, że gestykulujemy wtedy, gdy tego naprawdę potrzebujemy i robimy to szybko.
A premier w jaki sposób gestykulował?
- Chwilami robił to zbyt wolno, co oznacza, że były to gesty wyuczone, a nie naturalne. Ta przypadłość dotyka jednak niemal wszystkich polskich polityków. To efekt m.in. tego, że szkoleni są przez zaledwie kilka firm, a pracujący w nich specjaliści oferują stały repertuar. Na początku wystąpienia, gdy zapowiadał, że dzisiaj przedstawi plan oszczędności w finansach publicznych, wykonał kilka razy gest uderzenia ręką w blat mównicy. Rękę jednak wstrzymał blisko pulpitu, co świadczy, że ten fragment ćwiczył wcześniej. Ten zabieg miał też pokazać Polakom, że premier idzie na wojnę z... No właśnie, z kim, skoro program cięć w wydatkach budżetowych ma ogłosić dzisiaj. Potem przeszedł na ton pokojowy, mówiąc, że każdy ma jakieś marzenia. Kiedy to przekazywał, uśmiechnął się. Bez wątpienia, uśmiech w tym miejscu był zaplanowany i dobrze przygotowany. Generalnie zresztą całe przemówienie Donalda Tuska było wystudiowane i gruntownie przygotowane. Niemal każdy gest był zaprogramowany.
Kartkę miał na pulpicie, a czasami brał ją do rąk.
- Tak, ale w praktyce nie korzystał z niej. Pewnie był na niej plan wystąpienia.
Powiedział Pan, że niektóre gesty były zauważalnie sztuczne, przerysowane.
- Bo tak było, ale w przypadku Tuska takie zachowanie jest do przyjęcia. Gdyby w taki "przedobrzony" sposób przemawiał np. Lech czy Jarosław Kaczyński, to widzowie zauważyliby to natychmiast.
Dlaczego?
- Ponieważ Polacy są przyzwyczajeni, że premier bez trudu jest w stanie błyskawicznie przejść od "wytoczenia wojny" do pogodnego uśmiechu. Wizerunek Tuska trochę się nam "rozlewa". Jednocześnie niemal wszystkie jego nagle zwroty są doskonale przygotowane od strony marketingowej.
Jak rozumiem, również czas wystąpienia został wybrany nieprzypadkowo. Mam na myśli m.in. to, że wczorajsza decyzja Tuska zostawi w cieniu zeznania Mirosława Drzewieckiego.
- Pewności mieć nie możemy, ale wszystko wskazuje na to, że moment wystąpienia został pieczołowicie wybrany. Zwrócę jednak uwagę na inną rzecz. Z argumentów, jakie przedstawił szef rządu, można odnieść wrażenie, jakby dopiero niedawno zrozumiał coś, co powinno być od dawna oczywiste, zwłaszcza dla premiera; mianowicie to, jaki jest podział władzy pomiędzy premierem i prezydentem. PiS od dawna zdaje sobie sprawę z tego, że rzeczywistą władzę ma szef rządu. Dowodem jest to, że mniej ważny w PiS Lech Kaczyński ubiegał się o prezydenturę, ważniejszy - Jarosław - miał odpowiadać za państwo jako premier. Zapewne decyzja Tuska to także efekt kalkulacji zysków i strat.
W tym tego, że niekoniecznie wybory musiały zakończyć się dla niego sukcesem?
- Takie ryzyko musiał poważnie brać pod uwagę. A w razie zwycięstwa Tusk miałby potężny problem wynikający z tego, że premier jest faktycznym szefem państwa. Komu miałby powierzyć ster rządów w kraju i w partii? Grzegorzowi Schetynie? Dziś jest to mało prawdopodobne, zwłaszcza że Tusk - jako prezydent - musiałby się obawiać odsunięcia na drugi plan.
Wrócę do kwestii, czy wystąpienie premiera miało wyciszyć zeznania Drzewieckiego.
- Celem wystąpienia wydaje się nie tyle zepchnięcie w mediach na margines przesłuchania byłego ministra sportu, co typowa tzw. ucieczka do przodu. Premier wczoraj w gruncie rzeczy powiedział, że jego afera hazardowa już niewiele interesuje, bo przecież nie będzie ubiegał się o urząd prezydenta, a co miał zrobić, zrobił. Ponadto nie można wykluczyć, że w PO o decyzji Donalda Tuska wiedziano od stosunkowo dawna i pod kątem wczoraj ogłoszonej decyzji sztab wyborczy PO pracował od tamtego czasu. Z drugiej strony - zapewne kampania PiS szykowana pod Tuska okaże się niewypałem. PiS musi zaczynać od nowa. Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Przedwczoraj prezydent Barack Obama w dorocznym wystąpieniu o stanie państwa powiedział, że on chce coś bardzo ważnego zrobić dla USA i dodał, że woli rządzić skutecznie przez jedną kadencję niż przed dwie być przeciętnym prezydentem. Ta wypowiedź odbiła się szerokim echem w Ameryce. Sztabowcy PO na pewno zauważyli to wystąpienie i mogli podpowiedzieć premierowi, by nie zwlekał i natychmiast poszedł śladem Obamy. Tusk właściwie powtórzył za Obamą, że wybiera realną władzę dla dobra państwa i Polaków. Taki wizerunek szefa rządu ma się utrwalić w naszych głowach. Jednocześnie warto pamiętać, że Polacy w czasie wyborów kierują się przede wszystkim emocjami. Popierają nie tyle tego polityka, którego cenią, tylko skreślają tego, którego bardziej nie lubią.
Rozmawiał WŁODZIMIERZ KNAP
Tomasz Łysakowski jest specjalistą ds. wizerunku, wykładał w Instytucie Dziennikarstwa UW i w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Obecnie kieruje firmą zajmującą się m.in. marketingiem politycznym.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
Artykuł bezpłatny
Subskrybuj kategorię
Skomentuj (1)
Wydrukuj
Wyślij link
-
24.05.2012
Problem w politykach
W minionej kadencji jej posłowie napisali stosowny projekt ustawy, ale nawet nie wszedł pod obrady Sejmu, bo skrytykowała go nie tylko opozycja, ale również koalicjant (PSL). -
24.05.2012
Taksówkarze wygrali, przewodnicy - nie
PRAWO. Taksówkarze wywalczyli sobie to, że o deregulacji ich zawodu będą decydowały samorządy. Ministerstwo nie wycofuje się z pomysłu uwolnienia zawodu przewodnika. -
24.05.2012
Dwa pociągi, jeden tor
-
24.05.2012
Krótko
-
23.05.2012
Sejm poskromi ZUS
Facebook
GooglePlus
Wykop











kc
2010-01-30 08:59:57
To wszystko wystudiowane gesty,cwiczone przed lustrem pod okiem doradcow od pr.Ani kszty naturalnosci i osobowosci wlasnej.Nastepna wrzuta z ktorej nic nie wyniknie,a celem jej jest odwrocenie uwagi publicznej od afery hazardowej.To jest podrzucenie tematu usluznym dziennikarzom i prasie polskojezycznej,bo w przeciwnym wypadku zmuszeni byliby do ciagniecia i szukania prawdy w aferze hazardowej.O czyms musieliby pisac,a tak maja temat zastepczy.
Odpowiedz »
Dodaj komentarz